Dzień po przesłaniu uwag do projektu ustawy, na rządowym portalu opublikowano wiadomość zawierającą pełne dane autora. Biegły odkrył naruszenie miesiąc później, po czym skierował wezwania przedsądowe do Ministerstwa Sprawiedliwości i Rządowego Centrum Legislacji oraz zawiadomił prezesa UODO i Rzecznika Praw Obywatelskich.
12 kwietnia rzeczoznawca majątkowy i czynny biegły sądowy przesłał do Ministerstwa Sprawiedliwości uwagi dotyczące projektu ustawy o biegłych sądowych i instytucjach opiniujących, zastrzegając pełną anonimowość ze względu na obawę przed odwetem zawodowym — podał serwis Zero.pl.
Pismo zostało również przekazane do wiadomości Centralnego Biura Antykorupcyjnego oraz Centralnego Biura Śledczego Policji. Autor nie zgodził się na udostępnienie swoich danych innym podmiotom ani na publikację stanowiska.
Czytaj też: Media: Sygnalista z ZDM stracił pracę, Trzaskowski obiecał mu ochronę. Sprawie przygląda się RPO
Uwagi do systemu przydzielania spraw
W przesłanym stanowisku biegły wskazał trzy problemy, które jego zdaniem osłabiały przygotowywane przepisy. Pierwszym był brak obowiązku losowego przydzielania ekspertów do spraw, na wzór systemu stosowanego przy wyznaczaniu sędziów.
„Obecny model pozostawia sędziom całkowitą dowolność, co wprost prowadzi do powstawania rzeczoznawczych »oligopoli«” — napisał biegły w uwagach do projektu ustawy.
Drugim problemem miało być ryzyko powstawania mechanizmów korupcjogennych. Autor opisał rozmowę z pracownikiem administracyjnym jednego z sądów, podczas której miał usłyszeć, że w celu otrzymywania zleceń powinien przymilać się osobom decydującym o wyborze biegłych.
Trzecia uwaga dotyczyła sposobu rozdzielania spraw. Rzeczoznawca wskazał, że z niektórych sądów nie otrzymywał prostych zleceń, natomiast regularnie przydzielano mu sprawy najtrudniejsze i najbardziej ryzykowne. W jego ocenie decyzje te mogły zależeć od czynników pozamerytorycznych, a nie od kompetencji ekspertów.
Kategoryczna prośba o anonimowość
Ze względu na obawę przed reakcją środowiska autor domagał się zachowania poufności. Biegły określił je jako „hermetyczne i mściwe” oraz wniósł o „zachowanie pełnej anonimowości, zakaz publikacji, w tym udostępniania niniejszego stanowiska podmiotom trzecim”.
Zastrzeżenie obejmowało imię, nazwisko, numer uprawnień, specjalizację i miasto prowadzenia działalności. Dane miały pozostać wyłącznie do wiadomości Ministerstwa Sprawiedliwości, CBA i CBŚP.
Pełne dane trafiły na rządowy portal
Dzień po przesłaniu uwag, na portalu Rządowego Centrum Legislacji opublikowano plik zawierający oryginalną wiadomość e-mail biegłego. Dokument umieszczono w części poświęconej konsultacjom publicznym projektu ustawy.
Plik zawierał pełną treść stanowiska wraz z imieniem i nazwiskiem autora, adresem prowadzenia działalności, numerem telefonu, NIP, REGON oraz numerem uprawnień zawodowych. Wiadomość udostępniono w formacie .msg, który można było pobrać i otworzyć w programie pocztowym.
Data ostatniej modyfikacji podstrony wskazywała 11 maja. Cztery dni później rzeczoznawca odkrył, że jego dane zostały upublicznione wbrew jednoznacznemu zastrzeżeniu.
Wezwania przedsądowe i skarga do UODO
Po ujawnieniu danych biegły skierował wezwania przedsądowe do Ministerstwa Sprawiedliwości oraz prezesa Rządowego Centrum Legislacji. Złożył również skargę do prezesa Urzędu Ochrony Danych Osobowych i zawiadomił Rzecznika Praw Obywatelskich.
Ministerstwo Sprawiedliwości potwierdziło na piśmie, że doszło do naruszenia ochrony danych osobowych. Resort przeprosił poszkodowanego, a publikację informacji wyjaśnił pomyłką pracownika.
Resort opisał możliwe skutki naruszenia
W piśmie dotyczącym incydentu ministerstwo wskazało, że ujawnienie danych może doprowadzić do powiązania autora ze zgłoszonymi zarzutami i wywołać negatywny odbiór jego osoby w środowisku zawodowym.
Resort wymienił również ryzyko odmowy przydzielania mu spraw przez sądy oraz kierowania do niego nadmiernie skomplikowanych postępowań „w celu utrudnienia […] wykonywania zawodu”. Możliwą konsekwencją miały być także straty finansowe.
Były to skutki odpowiadające scenariuszowi odwetu, przed którym biegły ostrzegał, zastrzegając anonimowość swojego stanowiska.
„To się nazywa efekt mrożący: w wyniku takich działań osoby, które wcześniej brały udział w konsultacjach, przestają to robić. Następnym razem ktoś się dwa razy zastanowi, zanim zgłosi uwagi” — powiedział serwisowi Zero.pl mecenas Paweł Litwiński.
Kresy.pl/Zero.pl






























