Krótko po tym, jak prezydent Ukrainy oświadczył, że na Polskę spadła rosyjska rakieta, do Kijowa zadzwonił doradca prezydenta USA ds. bezpieczeństwa i wezwał ukraińskich urzędników, by wypowiadali się ostrożniej – podaje CNN. Ponadto, mimo próśb ze strony Zełenskiego, odmówiono mu rozmowy z prezydentem Joe Bidenem.

W czwartek CNN zamieściła obszerny artykuł, przedstawiający kulisy tego, co działo się po stronie amerykańskiej od czasu, gdy w Przewodowie w woj. lubelskim doszło do eksplozji. Źródła stacji przedstawiły przy tym interesujące szczegóły. Dotyczy to m.in. formy kontaktów na linii Waszyngton-Kijów po zdarzeniu.

Według CNN, w miarę upływu czasu, Amerykanie mieli coraz więcej danych wywiadowczych, dzięki którym dla Waszyngtonu stało się jasne, że to nie rosyjska rakieta uderzyła na terytorium Polski, lecz, że była to najpewniej rakieta z ukraińskiego systemu obrony powietrznej. Powiedział o tym publiczni prezydent USA, Joe Biden.

Z uwagi na wciąż „płynną sytuację”, doradcy Bidena zalecili zachowanie spokoju i cierpliwość. To samo wezwanie mieli skierować do dygnitarzy w Kijowie. Jednak wkrótce ukraiński prezydent Wołodymyr Zełenski oficjalnie oświadczył, że Polskę zaatakowały rosyjskie rakiety i że doszło do eskalacji, która wymaga odpowiedzi.

Wówczas, według zaznajomionych z sytuacją źródeł CNN, do kancelarii Zełenskiego szybko zadzwonił doradca prezydenta USA ds. bezpieczeństwa narodowego, Jake Sullivan. Wezwał ukraińskich dygnitarzy, by „ostrożniej podchodzili do tego, jak mówią o tym incydencie”.

Ponadto, według jednego ze źródeł, ukraiński prezydent niejednokrotnie prosił o rozmowę z Bidenem. Do rozmowy obu przywódców jednak nie doszło, z powodu braku zgody strony amerykańskiej.

W środę zarówno Biden, jak i prezydent Andrzej Duda publicznie mówili, że rakieta została najpewniej wystrzelona przez ukraiński system obrony powietrznej. Zełenski dalej stanowczo temu zaprzeczał. Jak twierdzą źródła CNN, było to frustrujące dla polskich urzędników.

Co więcej, według źródeł CNN, aż do środy po południu czasu waszyngtońskiego nie doszło do rozmowy Biden-Zełenski, choć amerykański prezydent rozmawiał już wcześniej z Dudą, a także z sekretarzem generalnym NATO, Jensem Stoltenbergiem. Zamiast tego, Sullivan rozmawiał z szefem kancelarii Zełenskiego, a sekretarz stanu Antony Blinken – z szefem MSZ Ukrainy, Dmytro Kułebą.

Dodajmy, że dopiero w czwartek Prezydent Ukrainy Wołodymyr Zełenski złagodził swoje stanowisko w sprawie pochodzenia rakiety, która spowodowała śmiertelny wybuch w Polsce. „Nie wiem w 100% – myślę, że świat również w 100% nie wie, co się stało” – powiedział Zełenski  za pośrednictwem tłumacza w wywiadzie na Bloomberg New Economy Forum. „Nie możemy powiedzieć konkretnie, że była to obrona powietrzna Ukrainy”.

Zobacz też: Soloch: W interesie Ukrainy jest, by ta sprawa nie wpłynęła źle na naszą pomoc. Ukraina nie będzie współgospodarzem śledztwa

Jak pisaliśmy, w środowym komunikacie prasowym, Biały Dom potwierdził informacje o tym, że eksplozja w Przewodowie przy granicy z Ukrainą była najprawdopodobniej efektem uderzenia ukraińskiego pocisku obrony przeciwlotniczej.

Według szefa BBN, Jacka Siewiery, cały materiał dowodowy ws. wybuchu w Przewodowie, zgromadzony przez Polskę, USA i NATO wskazuje, że mamy do czynienia z rakietą systemu S-300, wystrzeloną przez ukraińską obronę przeciwlotniczą. Usprawiedliwiał zarazem postawę strony ukraińskiej w tej sprawie. Dodał też, że prezydent Andrzej Duda nie widzi problemu, by do śledztwa dopuścić ukraińskich obserwatorów.

Jak podała stacja CNN, lot rakiety, która spadła na terytorium Polski, był śledzony przez samolot NATO, krążący nad polską strefą powietrzną. Dane ze śledzenia pocisku zostały przekazane Polsce i Sojuszowi. Podczas wywiadu Siewiera został zapytany o tę kwestię, dlaczego rakieta nie została zestrzelona, gdy znalazła się nad terytorium Polski.

Ukraina odrzuca oficjalne oświadczenia z Polski, USA i innych krajów zachodnich, według których w Przewodowie spadła najpewniej rakieta z ukraińskiego systemu obrony powietrznej, najprawdopodobniej S-300, wystrzelona w czasie odpierania wtorkowego, zmasowanego ataku rakietowego Rosji na Ukrainę. Władze w Kijowie domagają się dopuszczenia ukraińskich specjalistów do miejsca zdarzenia i do udziału w prowadzonym śledztwie. Oczekują też przedstawienia dowodów na to, że była to ukraińska rakieta.

W środę wieczorem, w ramach codziennego orędzia do narodu ukraińskiego, prezydent Ukrainy, Wołodymyr Zełenski poruszył temat eksplozji w Przewodowie. – Oczywiście, jedną z głównych kwestii na Radzie Bezpieczeństwa ONZ jest sytuacja w Polsce, wyjaśnienie wszystkich okoliczności, jak rosyjska agresja przekroczyła polską granicę – oświadczył Zełenski. – (…) dążymy do ustalenia wszystkich szczegółów i faktów. Dlatego potrzebujemy, aby nasi specjaliści włączyli się w prace międzynarodowego śledztwa i abyśmy uzyskali dostęp do wszystkich danych, którymi dysponują partnerzy, oraz do miejsca wybuchu.

Przypomnijmy, że Wołodymyr Zełenski już wcześniej, oceniając wybuch w Przewodowie, oświadczył, że „nie ma wątpliwości, iż to nie była ukraińska rakieta”. – Uważam, że była to rakieta rosyjska, biorąc pod uwagę zaufanie do raportów wojskowych – powiedział prezydent Ukrainy. Zażądał też dowodów. – Chcę, byśmy byli sprawiedliwi i jeśli było to użycie naszej obrony przeciwlotniczej, to chcę tych dowodów. Najpierw śledztwo, dostęp i dane, które macie.

Prezydent Ukrainy powtórzył w ten sposób, żądanie wyrażone w środę przez sekretarza Rady Bezpieczeństwa Narodowego i Obrony Ukrainy, Ołeksija Daniłowa, oczekującego, niezwłocznego dopuszczenia do miejsca wybuchu w Przewodowie przedstawicieli ukraińskiego resortu obrony i pograniczników oraz podania informacji, na podstawie których strona polska mówi o upadku ukraińskiej rakiety ziemia-powietrze. Jak twierdził, Ukraina ma dowody na obecność „rosyjskiego śladu” w tej sprawie.

Niemniej doradca Biura Prezydenta Ukrainy Ołeksij Arestowycz jeszcze we wtorek wieczorem, komentując wybuch w Przewodowie, nie wykluczał, że faktycznie mogła tam spaść ukraińska rakieta ziemia-powietrze systemu S-300. Jego zdaniem, nie miałoby to jednak znaczenia, bo Ukraińcy bronili się przed wielkim rosyjskim atakiem.

Z kolei główny doradca szefa kancelarii prezydenta Ukrainy, Mychajło Podolak, otwarcie twierdził, że doszło do celowego ataku Rosji na polskie terytorium. W środę rano, już po pojawieniu się informacji zaprzeczających wersji o upadku rosyjskiej rakiety i wskazujących, że prawdopodobnie był to pocisk z ukraińskiego systemu obrony powietrznej, Podolak zamieścił kolejny wpis. Twierdził w nim, że pełna odpowiedzialność i tak spoczywa na Rosji. W nocy sprawę skomentował na Twitterze również ukraiński minister obrony, Ołeksij Reznikow. Sugerował, że na polskie terytorium spadł rosyjski pocisk rakietowy, twierdząc, że Ukraina ostrzegała przed taką możliwością. Wezwał Zachód do podjęcia w tej sytuacji zdecydowanych działań.

Jak pisaliśmy, w środę prezydent Andrzej Duda powiedział, że na terytorium Polski, blisko granicy z Ukrainą, spadła najprawdopodobniej rakieta rosyjskiej produkcji wystrzelona przez ukraiński system obrony powietrznej S-300. Zaznaczył, że nie można tu mówić o celowym ataku na Polskę i najprawdopodobniej był to nieszczęśliwy wypadek. Usprawiedliwiał przy tym stronę ukraińską i mówił, że wina jest po stronie Rosji.

Później minister sprawiedliwości Zbigniew Ziobro poinformował, że w miejscu eksplozji w Przewodowie, blisko granicy z Ukrainą, odnaleziono szczątki rakiety systemu obrony powietrznej S-300, którego „używają wojska Rosji i Ukrainy”.

W środę wieczorem Paweł Szefernaker, Sekretarz Stanu w Ministerstwie Spraw Wewnętrznych i Administracji, podczas rozmowy w „Gościu Wydarzeń” zapewnił, że Polska przedstawi Ukrainie wszystkie dowody związane z wybuchem w Przewodowie.

CNN / Kresy.pl

0 odpowiedzi

Zostaw odpowiedź

Chcesz przyłączyć się do dyskusji?
Nie krępuj się!

Dodaj komentarz