Abchazi pod ścianą

Abchazi zawsze uznawali Rosjan za swoich sojuszników, ale nie chcą się stawać ich poddanymi. O oporze elit nieuznawanej republiki wobec proponowanej przez Rosja umowy oznaczającej jej pełzającą aneksję pisze „Nasz Dziennik”.

Rosja ma zamiar wchłonąć Abchazję. Jeśli zbuntowana gruzińska republika na to nie przystanie, grozi jej odcięcie rosyjskich dotacji i łaski Kremla.

Dzisiaj mija termin odpowiedzi władz separatystycznej Abchazji na projekt traktatu o przyjaźni z Federacją Rosyjską, który przedstawiła Moskwa. Jednak Suchumi podchodzi do niego z rezerwą, bo przyjęcie dokumentu oznaczałoby, że Abchazja zostałaby w praktyce zaanektowana przez Rosję, a tego mieszkańcy nie chcą. Im wystarcza niezależność od Gruzji i protektorat Kremla.

W maju w wyniku przedterminowych wyborów, których nie uznała Gruzja, prezydentem Abchazji został Raul Chadżimba. Jednak i dla niego rachunek wystawiony przez Rosję za poparcie Abchazów jest zbyt wysoki. Chadżimba ogłosił, że nie może przyjąć wszystkich przedstawionych przez Moskwę warunków i wyraził chęć dalszych negocjacji traktatu.

Rosja bowiem, w zamian za dalszą wojskową obronę zbuntowanej gruzińskiej republiki, rosyjskie paszporty i utrzymanie za kremlowskie ruble, chce, by Abchazi rozwiązali wojsko, podporządkowali je wyznaczonemu przez Kreml rosyjskiemu generałowi i posyłali rekrutów do rosyjskiej armii. W wyniku traktatu kontrole nad granicami regionu przejęliby Rosjanie. Zniknąłby też zakaz sprzedaży ziemi i nieruchomości w Abchazji cudzoziemcom. Wszystko to ma być elementem przystąpienia Suchumi do zrzeszającej już Rosję, Białoruś, Kazachstan i Armenię Unii Eurazjatyckiej, tworu Władimira Putina, który ma dziedziczyć tradycje Związku Sowieckiego i być konkurentką dla Unii Europejskiej.

Abchazi mimo niekrytej lojalności i wdzięczności wobec Rosji są przywiązani do idei niepodległości i nie chcą się jej wyrzec. Obawiają się, że zgoda na sprzedaż nieruchomości cudzoziemcom oznaczać będzie, iż ich ziemia przejdzie na własność bogatych Rosjan czy Ormian, a wyrzeczenie się odrębnej, abchaskiej państwowości zakończy się utratą ich tożsamości. Zresztą Rosja nie kryje, że integracja Abchazów z Czerkiesami i Kabardyjczykami z sąsiednich, wchodzących w skład Rosji kaukaskich republik byłaby jak najbardziej pożądana. Aneksja Abchazji i jej portów oznaczałaby też dalszą ekspansję Rosji na Morzu Czarnym, której symbolicznym rozpoczęciem była tegoroczna aneksja Krymu.

Tymczasem według gruzińskich obserwatorów, większość abchaskich posłów mających zdecydować w sprawie rosyjskiej oferty jest jej przeciwna. Politycy mają jednak świadomość, że sprzeciw wobec Rosji oznaczać będzie zmniejszenie kremlowskich dotacji, a więc biedę w kraju, a dla samych polityków skończy się to odwróceniem się od nich Kremla, a w konsekwencji – utratą władzy. Taki sam efekt polityczny przyniesie jednak zrzeknięcie się niezależności.

Propozycja Kremla wywołała oburzenie w Gruzji, a tamtejsze władze uznały ją za jawną i zasługującą jedynie na potępienie próbę aneksji Abchazji. Gruzini zresztą pracują nad własną propozycją traktatu z Abchazami, który uwzględniałby ich prawo do wolności i własnego wyboru. Stowarzyszeni z Unią Europejską Gruzini kuszą też Abchazów, że razem z nimi bliżej byłoby im do bogatego Zachodu.

Rosja odegrała decydującą rolę w secesji Abchazji. To właśnie Kreml przesądził o wygranej z Gruzją podczas separatystycznej wojny z lat 1992-1993. Dopełnieniem secesji była wojna rosyjsko-gruzińska z 2008 roku, w wyniku której Kreml oficjalnie uznał niepodległość Abchazji, jak i drugiej ze zbuntowanych gruzińskich prowincji, Osetii Południowej.

Marcin Austyn/naszdziennik.pl

1 odpowieź

Zostaw odpowiedź

Chcesz przyłączyć się do dyskusji?
Nie krępuj się!

Dodaj komentarz