Prawicowe dzieci we mgle

Obecna sytuacja ujawnia intelektualną słabość i ideową impotencję środowisk określających się w Polsce „ideową”, „antysystemową” prawicą – twierdzi Karol Kaźmierczak.

W sytuacji kryzysu, faktycznego stanu nadzwyczajnego wszyscy ci, którzy określają się w Polsce mianem antysystemowej, prawdziwej prawicy zachowują się niczym dzieci we mgle. Przestraszeni, zagubieni, czekają na pożarcie przez potwory, które częściowo sami zmyślają, zamiast po męsku potraktować kryzys jako efekt sprzeczności współczesnego świata, które przez dziesięciolecia były ewokowane przez jego radykalnych prawicowych krytyków, a zarazem jako przesilenie, które daje szansę na poukładanie świata lepiej, normalniej. Dziś gdy zarzuty wielu „prawdziwych” prawicowców wobec współczesnego świata znajdują swoje jaskrawo widoczne potwierdzenie, oni sami kurczowo trzymają się jego ukruszonych filarów.

Na wstępie tego artykułu muszę zaznaczyć, że używam pojęcia prawica w znaczeniu czysto umownym. W mojej opinii wywodzący się jeszcze z czasów rewolucji francuskiej podział prawica-lewica nie ma już żadnej wartości deskryptywnej ani eksplanacyjnej. Nie opisuje prawidłowo obecnych podziałów socjo-politycznych w Polsce, Europie, na świecie, ani nie wyjaśnia przyczyn tych podziałów – interesów jakie za nimi stoją, ani ich potencjalnych skutków. Dzielenie aktorów społecznych i politycznych po linii prawica-lewica nie może więc być podstawą dla wyciągnięcia z obecnej sytuacji jakichkolwiek konstruktywnych wniosków, sformułowania politycznej odpowiedzi na to co zrobić w stanie pandemii i po niej. Bo kolejne dane pokazują, że zaraza nie minie szybko, a konieczność powstrzymywania jej zasadami supresji w poważnym stopniu zakłóca, wręcz wykoleja procesy ekonomiczne. Oznacza to, niszczący globalne i naruszający lokalne więzi gospodarcze, kryzys.

Nie istnieje darmowe dziennikarstwo. Darmowa jest jedynie propaganda.

Przekaż 50 zł

Zwalczaj propagandę.

Jak potężny będzie to kryzys zapowiadają już dane z USA – serca systemu globalnego kapitalizmu i jego czołowego beneficjenta, gdzie w ciągu dwukrotnie mniejszego czasu doszło do 6,5 raza więcej zarażeń niż w Chinach. W amerykańskim mieście-symbolu, głównym centrum finansowym – Nowym Jorku – selekcjonuje się ludzi dzieląc na tych, którzy mają szansę na terapię i przeżycie oraz na tych którzy umrą na szpitalnym korytarzu lub na ulicy. W mieście, symbolu dostatku, rozwoju i potęgi widzimy obrazy niczym z krajów trzeciego świata – zdjęcia tysięcy osób chaotycznie przepychających się w kolejkach do rozdawanej żywności lub by złożyć wniosek o status bezrobotnego. Tak jak przewidywałem trzy tygodnie temu, może to być największy kryzys kapitalizmu od 1929 r., a będzie on tak dojmujący właśnie przez same cechy systemu jaki stworzyliśmy. Dezorganizacja dotychczasowych struktur gospodarczych ale też samych stosunków międzynarodowych będzie tak wielka, że stworzy warunki dla ich generalnej przebudowy, remontu świata. Czy nie o to chodziło zawsze wszystkim tym, którzy określali się jako „antysystemowcy”? Jednak przy przeprowadzeniu jakiegokolwiek remontu trzeba dysponować planami architektonicznymi budowli, specyfikacją dostępnych materiałów budowlanych i dobrze znać potrzeby mieszkańców ją zasiedlających. Obecna sytuacja ujawnia intelektualną słabość i ideową impotencję środowisk określających się w Polsce „ideową”, „antysystemową” prawicą.

Nie istnieje darmowe dziennikarstwo. Darmowa jest jedynie propaganda.

Przekaż 50 zł

Zwalczaj propagandę.

A przecież krytyka dochodząca z tych kręgów właściwie niemal od 1989 r., a w pełni rozwinięta  na przełomie wieków wraz z procesem włączania Polski w zachodnie struktury integracyjne i globalny rynek była i jest radykalna, choć w tym mgławicowym, niespójnym zbiorze kontestatorów określanych „skrajną prawicą” wychodziła z różnych kierunków. Krytykowano nie tylko mechanizmy polityczne i instytucje prawne, nie tylko system ekonomiczny czy kształt stosunków międzynarodowych, ale często posuwano się w tym środowisku do fundamentalnej krytyki kultury zachodnich społeczeństw.

Kontestacja na papierze

„Prawdziwi prawicowcy” krytykowali i krytykują demokrację liberalną – a to za ochlokrację – rządy motłochu, jak w przypadku niszy ostatnich reakcjonistów, a to za oligarchizację i całkowite uprzedmiotowienie narodu przez zblatowane w ramach współczesnej mediokracji elity politycznej i elity pieniądza sprawnie manipulującej tłumami za pomocą mediów tradycyjnych i społecznościowych. Polscy prawicowi kontestatorzy szukali chwili zadzierzgnięcia tych więzów jeszcze przy okrągłym stole, przy którym dawni komuniści uzyskali wejściówkę do zwycięskiego liberalnego bloku atlantyckiego i legitymację do uwłaszczenia się w zamian za oddanie opozycji ograniczonego już liberalnymi zasadami kierownictwa politycznego. Wszelkiej maści prawicowy-antysystemowcy przez trzy dekady głosili konieczność „obalenia republiki okrągłego stołu” przez nową siłę spoza „Magdalenki”. „Antysystemowcy” kwestionowali demokratyzm obecnego systemu politycznego, kwestionowali reprezentatywność jego elit, domagali się nowego mechanizmu wyrażania woli ludu, odrzucając dotychczasowe główne instytucje pod hasłami jednomandatowych okręgów wyborczych i walki z „partiokracją”.

Nie istnieje darmowe dziennikarstwo. Darmowa jest jedynie propaganda.

Przekaż 50 zł

Zwalczaj propagandę.

W środowiskach umownej „twardej prawicy” zdecydowanie kontestowano Unię Europejską uważając ją za zagrożenie dla suwerenności narodowej, a w środowiskach konserwatywnych liberałów także za imperium socjalistycznej opresji. Narodowcy z tego samego suwerennistycznego stanowiska kwestionowali przez lata hegemonię USA legitymizowaną i realizowaną poprzez budowę instytucji międzynarodowych przechwytujących kolejne kompetencje należących do nich państw oraz poprzez narzucanie państwom liberalnych zasad ideologicznych według jakich musiały one kształtować swoje stosunki wewnętrzne. W środowiskach tych często kontestowano globalizację ekonomiczną będącą podstawą pax americana. Ileż to filipik nie dobiegało z kręgów narodowców przeciwko wolnemu handlowi światowemu i finansjalizacji gospodarek zalewanych „wolnym przepływem kapitału”. Jakże często krytykowali oni rozwój zależny i peryferyjność polskiej gospodarki, która została po prostu przejęta przez zachodnie potęgi kapitalistyczne, które to przejecie często prowadziło do dezindustrializacji całych połaci Polski, a w końcu masowej emigracji Polaków i w konsekwencji do zaczątków podmiany populacji na przybywających Ukraińców, a ostatnio także Hindusów. Masowe migracje były i są nieodłącznym, a właściwie koniecznym, elementem ekonomicznej globalizacji każącej w poszukiwaniu taniej siły roboczej czasem przenosić produkcję, a czasem importować tę siłę.  Nawet w dyskursie koliberałów pojawiały się twierdzenia o nieprawdziwym liberalizmie i kapitalizmie, zdominowanym przez wielkie korporacje.

Nie istnieje darmowe dziennikarstwo. Darmowa jest jedynie propaganda.

Przekaż 50 zł

Zwalczaj propagandę.

W końcu krytyka „prawdziwej prawicy” sięgała, jak już wspomniałem, najgłębszego poziomu metapolitycznego, poziomu kultury. Jakże wielu radykalnych prawicowców atakowało swoje społeczeństwo za rozbuchany konsumpcjonizm mający podstawę w kulturze doraźnego użycia i płytkich przyjemności zmysłowych. Atakowano z pozycji moralnych społeczeństwo praw bez obowiązków. Prawicowcy martwili się atrofią więzi społecznych, atomizacją, rozpadem rodzin, wykorzenieniem z tradycji i kultur narodowych, homogenizacją bądź hybrydyzacją kulturową, społecznym metysażem, liberalizacją obyczajów i powszechnym promiskuityzmem. Co mądrzejsi dostrzegali, że procesy na wszystkich tych płaszczyznach – politycznej, ekonomicznej i społecznej, są ze sobą ściśle związane. Stąd w publicystyce wielu radykalnych konserwatyzmów pojawiał się swoisty ton rezygnacji, poczucia próby zawracania rzeki historii. I choć zaostrzenie się stosunków międzynarodowych, słabniecie hegemonii Stanów Zjednoczonych, spadek znaczenia Europy i wzrastające napięcia na Starym Kontynencie, na wielu poziomach zakwestionowało dawną fukuyamowską tezę o liberalnym końcu historii, to przecież jednak na poziomie najważniejszym – kulturowym, narodowcy czy konserwatyści bezsilnie obserwowali dryf społeczeństwa w kierunku westernizacji przejawiającej się wyżej opisanymi tendencjami.

Pandemia jest kryzysem, który jak pryzmat rozszczepia i uwidacznia wszystkie te procesy, które od dekad krytykowali „prawicowi antystemowcy”. Szybkość z jaką koronawirus rozpełzł się po świecie, a szczególnie po Europie jest bezpośrednim efektem „świata bez granic”. Zaś spustoszenie ekonomiczne obejmujące praktycznie wszystkie państwa jest bezpośrednią konsekwencją przeforsowania przez zachodnie elity swojego pomysłu na urządzenie „świata współzależności”, który rzecz jasna był im suflowany przez wielki kapitał. Czy zatem prawicowi kontestatorzy spokojnie, ale dobitnie i przekonująco opisują dziś sytuację podsumowując ją zasłużonym „a nie mówiłem”? Czy od ogółu do szczegółu przedstawiają alternatywę? Bynajmniej, teraz mówiąc coś całkowicie innego.

Nie istnieje darmowe dziennikarstwo. Darmowa jest jedynie propaganda.

Przekaż 50 zł

Zwalczaj propagandę.

To wręcz niewiarygodne jak przedstawiciele kręgów, o których piszę, nie potrafią powiedzieć B po wypowiedzeniu A, choć wypowiada je półgębkiem już nawet część komentatorów z głównego nurtu. Zamiast tego „antysystemowcy” mówią Ż. Pierwszą reakcją „antysystemowców”, nadal zresztą w jakimś zakresie utrzymywaną, było bagatelizowanie pandemii. Stanisław Michalkiewicz porównywał koronawirusa do grypy. Na potwierdzenie tego typu tezy „prawdziwi prawicowcy” przytaczają statystyki zgonów powodowanych przez powikłania pogrypowe czy wypadki samochodowe. Nic to, że zgony pogrypowe są najczęściej skutkiem głupoty, nie działania samego wirusa, bo powikłania często wynikają z uporczywego nie leczenia się przez chorych, prób „przechodzenia” infekcji zamiast położenia się do łóżka. Nic to, że wypadkami samochodowymi ludzie nie mogą się zarażać, w związku z czym wypadki te nie kumulują się w sposób zagrażający funkcjonowaniu służby zdrowia, ale też wszystkim tym dziedzinom aktywności, które wymagają gromadzenia dużych zespołów ludzi. Wypadkami samochodowymi nie mogą zarazić się ratownicy czy lekarze pomagający ich ofiarom.

Poczet warchołów polskich

Głównym wyzwaniem ze strony nowego koronawirusa jest nie jego zabójczość lecz zaraźliwość – łatwość z jaką się rozpowszechnia. W warunkach braku szczepionki i leku nawet 5 proc. śmiertelności może okazać się hekatombą jeśli dopuścimy do tego, by zaraziły się setki tysięcy czy miliony ludzi. Łatwo w tym kontekście mówić o tym, że katastrofa ekonomiczna powodowana przez długotrwale zablokowanie życia społecznego, a więc i sporej części działalności gospodarczej, może także przynieść ofiary. Jednak wobec szczupłości danych naukowych dotyczących nowego przecież wirusa politycy podjęli zasadniczo słuszny wybór kupowania czasu poprzez strategię supresji, właśnie w oczekiwaniu na sukcesy naukowców prowadzące do powstanie szczepionki lub leku. Wybór ten był spowodowany podstawowym instynktem moralnym nakazującym silniejszym poświęcić swoje interesy w obronie słabszych. Słabszymi są w kontekście pandemii osoby starsze oraz zmagające się z różnymi przewlekłymi chorobami i dolegliwościami. To co już wiemy o wirusie to fakt, że dla pewnych, niemałych przecież, grup społecznych, koronawirus jest zagrożeniem śmiertelnym. Generalna blokada jest więc naturalnym wyborem moralnym w pierwszych tygodniach ataku nierozpoznanego wroga.

Nie istnieje darmowe dziennikarstwo. Darmowa jest jedynie propaganda.

Przekaż 50 zł

Zwalczaj propagandę.

Tymczasem zaraz za narracją lekceważenia zagrożenia wyszła z kręgów koliberalnej „skrajnej” prawicy narracja warcholska. Niemała część z najbardziej fanatycznych zwolenników tego nurtu uznała, że nawet w warunkach pandemii państwo nie ma prawa „ograniczać wolności”. Wypowiedzi konserwatywno-liberalnych polityków jak Jacek Wilk porównującego ustanowienie regulacji przeciwepidemicznych do wprowadzenia stanu wojennego przez gen. Jaruzelskiego można by śmiało włączyć w opasłą księgę – poczet warchołów polskich, tuż obok filipik konfederatów targowickich broniących wszak „złotej wolności” Polaków. Wilk podłączył się nawet pod inicjatywę ekscentrycznego parapolityka Pawła Tanajno ogłaszającego nie wiadomo z czyjego nadania, „strajk przedsiębiorców”. Jeszcze pod koniec marca Wilk równie samozwańczo ogłosił się pełnomocnikiem prawnym, który złoży pozew zbiorowy przeciw państwu polskiemu za straty jakie miały im przynieść reguły kwarantanny.

W poczet ten można wpisać i publicystę bardziej głównonurtowego Łukasza Warzechę, nazywającego „absurdalnym” niemal każde uregulowanie przeciw rozprzestrzenianiu się wirusa łącznie z godzinami zarezerwowanymi dla seniorów w sklepach i urzędach, wyłuskującego z lubością każdą problematyczną interwencję policjantów, tak jakby zaistniała sytuacja była dla nich bardziej standardowa niż dla jakiekolwiek innego obywatela. Ponieważ jednak tego rodzaju argumentacja jest przekonująca tyko dla garści najbardziej sfanatyzowanych ideologicznie libertarian stąd uzupełniana jest sugestią o niewielkim zagrożeniu ze strony nowego wirusa. Takie sugestie nie wytrzymują z kolei konfrontacji z obrazami i liczbami jakie docierają do nas z Włoch, Hiszpanii i USA, ostatnio także Francji, przedstawiającymi tysiące osób przybywających do szpitali i setki umierających dziennie. Dlatego też w światku prawdziwych prawicowców jak na drożdżach rosną już teorie spiskowe cięższego gatunku według których globalne elity nadymają histerię z powodu niegroźnego w sumie konawirusa by zamknąć nas w domach na lata, pozbawić nas możliwości posługiwania się gotówką czy nawet ustanowić rząd światowy.

Spiskologia

Tego rodzaju spiskologia buzuje już w opisywanym środowisku, co zauważalne jest na portalach społecznościowych, ale przecież suflowana przez jego wpływowe osobistości jak Stanisław Michalkiewicz określający pandemię „jako rodzaj pilotażowego programu zredukowania liczebności gatunku ludzkiego”. Na stronie na Facebooku opisanej jako strona Michalkiewicza nie omieszkano podzielić się tezami jakie w kwestii pandemii wysuwa David Icke – ekscentryczny publicysta od lat twierdzący, że czołowi ludzie władzy na świecie od królowej Elżbiety II po George’a Busha juniora to przedstawiciele rasy reptilian zakulisowo rządzących globem. Spiskologia zawsze jest zachowaniem mającym ściągnąć odpowiedzialność z osoby opisującej za jej pomocą proces polityczny i społeczny, skoro bowiem działają na świecie tak potężne siły, które wyhodowały wirusa to porażkę własnych działań czy nawet ich nie podejmowanie łatwo usprawiedliwić. Trudno podejrzewać by Michalkiewicz również zajmował się demaskowaniem gadzich władców świata. Taki wpis wygląda raczej na cyniczne bazowanie na ludzkiej ignorancji, co biorąc pod uwagę popularność tego autora, jest także jej utwierdzaniem. Kryzys w gruncie rzeczy burzy spokój i dobrobyt tego rodzaju publicystów i działaczy, którzy jak wspomniany Michalkiewicz czy Korwin-Mikke przez lata wyrabiali sobie pozycję na chłostaniu obecnego „systemu” z radykalnych, liberalnych pozycji. Teraz gdy system chwieje się w posadach ich zwolennicy mogliby zacząć oczekiwać konstruktywnych propozycji czy nawet działań, lepiej więc utwierdzać ich w przekonaniu, że mają raczej do czynienia ze wzmacnianiem się socjalistycznej opresji i tyranii wrogów, za którymi może stoją i sami reptilianie.

Nie istnieje darmowe dziennikarstwo. Darmowa jest jedynie propaganda.

Przekaż 50 zł

Zwalczaj propagandę.

Spiskologia ta jest o tyle absurdalna, że rozmija się z już zauważalnymi tendencjami rwania się globalizacji ekonomicznej, słabnięcia wszelkich organizacji międzynarodowych w tym Unii Europejskiej oraz wzmocnienia się pozycji państw narodowych, bo tylko ich struktury okazały się tymi, które podejmują nadzwyczajne działania w obliczu faktycznego stanu nadzwyczajnego. Jak zauważył Carl Schmitt ten kto podejmuje decyzję o stanie wyjątkowym (lub stosuje środki nadzwyczajne nawet bez formalnego ogłaszania takiego stanu, jak można dodać biorąc pod uwagę sytuację w Polsce) jest politycznym suwerenem. A jednak fala kryzysu ekonomicznego jaki nadchodzi przyniesie wstrząsy, a więc wyzwania dla każdej władzy. Ludzi nie można utrzymać w domach przez lata. Szczególnie ludzi wychowanych w cywilizacji liberalnej. I żadne państwo demokratyczno-liberalne nie ma narzędzi do stłumienia naprawdę masowego obywatelskiego nieposłuszeństwa. Spiskologia okazuje się jednak wytrenowaną tendencją marginałów, intelektualnych słabeuszy, ciągłych przegranych, jakimi od 300 lat są na scenie dziejowej integralni prawicowcy, a od 30 na polskiej scenie politycznej nacjonaliści.

Ekonomizm

Przy okazji kryzysu ze środowiska konserwatywnych liberałów, niczym szambo, wybił się gdzieniegdzie także prymitywny ekonomizm. Na taką rodzaju bezduszność nie mogli sobie oczywiście pozwolić politycy czy znani publicyści. Oczywiście, przytacza się argument o ofiarach, jakie ma przynieść nadchodzące tąpnięcie ekonomiczne z bezrobociem i recesją. Jest to jednak zawsze argument mało przekonujący, podnosi bowiem perspektywę teoretycznego zagrożenia, na którego przebieg i rozmiar będzie miało wpływ wiele zmiennych, które my z kolei będziemy mogli kontrować swoimi działaniami. Tymczasem epidemia jest tu i teraz, jest bezpośrednim zagrożeniem biologicznym, wobec którego nie dysponujemy szczepionką ani lekiem. Oczywiście, generalnej kwarantanny nie można utrzymywać w nieskończoność gdyż tak daleko idąca blokada aktywności ludzkiej, w tym ekonomicznej, w końcu faktycznie może doprowadzić do niemożności zaspokojenia podstawowych materialnych, egzystencjalnych potrzeb ludzi. Jednak przecież my jeszcze nie rozpisaliśmy całego równania zysków i strat, po stronie określającej działanie wirusa ciągle mamy niewiadome, na przykład w kwestii nabywania odporności przez tych, którzy przeszli chorobę. W Korei Południowej, która tak dobrze radziła sobie z epidemią, właśnie odnotowano kilkadziesiąt ponownych zakażeń. W takiej sytuacji należy działać ostrożnie, wszak chodzi o zdrowie i życie wielu ludzi. Nawet jeśli mielibyśmy przyjąć ryzykowanie nim, trzeba wiedzieć dokładniej jak wielkie jest to ryzyko. W internetowych apelach bananowych liberałów, wzywających do jak najszybszego uruchomienia gospodarki z trudem dostrzegam elementarną troskę właśnie o zdrowie i życie wszystkich członków narodu, a bardziej desperackie dążenie do ocalenia dotychczasowego poziomu dobrobytu i konsumpcji – żeby jak najszybciej „było tak jak było”. Nie będzie. Musimy przygotować się do tego, że będziemy żyć biedniej. Mimo to postarajmy się żyć choć trochę mądrzej.

Nie istnieje darmowe dziennikarstwo. Darmowa jest jedynie propaganda.

Przekaż 50 zł

Zwalczaj propagandę.

Z kręgów „prawdziwej prawicy” od lat dobiegała krytyka hegemonii Waszyngtonu, na której opierał się „nowy porządek światowy”  (pojęcie to rozumiano w nich znacznie szerzej niż posługujący się nim George Bush senior). Widziano w niej splot wszystkich negatywnie ocenianych tendencji cywilizacyjnych, o jakich pisałem. Tym zresztą „antysystemowcy” odróżniali się od tego co na polskiej scenie politycznej zwykło się nazywać prawicą głównego nurtu. Wszak politycy Prawa i Sprawiedliwość zawsze mogli liczyć na cięgi od tradycjonalistów, narodowców, nawet części koliberałów między innymi właśnie za bezalternatywne podejście do Unii Europejskiej, za podpis Lecha Kaczyńskiego pod traktatem lizbońskim, za uczynienie z Polski wasala USA, za ogólną nieumiejętność rozpatrywania naszego kraju jako czegoś innego niż funkcjonalna część mitologizowanego „zachodu”.  Tymczasem wśród „antysystemowej prawicy” bez problemu dojrzymy obecnie przejawy swoistego zachodniackiego szowinizmu godne najbardziej radykalnych amerykańskich neokonserwatystów. Dał im upust chociażby popularny w tych kręgach Wojciech Cejrowski, który już ogłosił pandemię „wojną biologiczną” wydaną „zachodowi” przez Chiny. W czasie gdy ów zachód kompromituje się wobec Azjatów na wielu poziomach, od słabości procedur i struktur administracyjnych i braku kompetencji decyzyjnych u polityków po lekkomyślność społeczeństw, polscy „prawdziwi prawicowcy” nie mogą sobie darować drwin z Chińczyków rzekomo masowo zjadających nietoperze (choć badania wskazują, że wirus nie przeniósł się na człowieka bezpośrednio z nietoperza lecz poprzez innego zwierzęcego pośrednika). Rozmiary kryzysu epidemiologicznego w państwach zachodnich są w znacznej mierze efektem zwyrodnienia zachodniej cywilizacji, której przedstawiciele syci i w swojej sytości otępiali nie potrafili poważnie potraktować zagrożenia ani wyrzec się swawoli i konsumpcji w czasie gdy owe wyrzeczenia mogłyby zdusić ogniska epidemii w zarodku. „Prawdziwi prawicowcy” zamiast kontynuować gruntowną, metapolityczną krytykę dekadencji własnego społeczeństwa szukają dziś wroga na drugim końcu świata. Wroga, którego figura jest zresztą ostatnią formą legitymizowania międzynarodowej pozycji USA i uzależnienia Polski od tego oceanicznego mocarstwa.

Konfederacja w butach KOD

Obrazu mizerii dopełniają polityczni reprezentanci tego eklektycznego nurtu. Politycy Konfederacji w warunkach kryzysu w pierwszym rzędzie weszli w buty Komitetu Obrony Demokracji i z uporem godnym lepszej sprawy kruszyli kopie o procedurę przeprowadzania posiedzenia sejmowego, co czynili pod sztandarem obrony praworządności. Bardziej konstruktywna była krytyka tarczy antykryzysowej, ale Krzysztof Bosak, który jako kandydat na prezydenta wyrósł na główną figurę partii początkowo promował głównie konserwatywno-liberalną agendę, w której głównymi adresatami rządowej pomocy pozostają przedsiębiorcy, choć już teraz wiadomo, że spora część małych firm i tak nie przetrwa kryzysu, który oznacza recesję. Wielu drobnych przedsiębiorców ulegnie proletaryzacji i będzi wymagać pomocy innej niż tej sprofilowanej na potrzeby biznesu. Dopiero w ciągu ostatnich dni Bosak podniósł szerszy postulat odroczenia spłat rat kredytów i leasingu bez żadnych dodatkowych warunków dla klientów banków, na ich wniosek, co jest dobrą propozycją rozwiązania palących problemów egzystencjalnych milionów Polaków. Podsumowując działalność Konfederacji ciekawą analogię wysnuł obserwator węgierskiej sceny polityczne Dominik Héjj, Politolog zauważył, że mimo haseł o „antysystemowości” Konfederacja szybko przekształciła się w bardzo systemową opozycję, tak jak na Węgrzech niegdyś narodowo-radykalny Jobbik w ciągu kilku lat przepoczwarzył się w samookreśloną partię „ludową”, w imię walki z Viktorem Orbánem nawiązującą koalicję z socjalistami i liberałami, broniącą dziś właśnie liberalnego konceptu „praworządności” lub przynależności do Unii Europejskiej. Coraz bardziej mieszczańska i stateczna Konfederacja może szybko wypalić się w warunkach ekonomicznego kryzysu i pauperyzacji mas. Głównym sprawcami dysfunkcji partii są krzykliwi, a jednocześnie całkowicie nieodnajdujący się w warunkach obecnego kryzysu koliberałowie. Duże możliwości otwierają się natomiast przed radykalnymi lewicowcami z Razem, którzy po raz pierwszy mogą wyjść z własnej bańki wielkomiejskiej inteligencji i wolnych zawodów. Po raz pierwszy radykalne postulaty ekonomiczne mają bowiem szansę na masowe poparcie. W przeciwieństwie do „antysystemowej prawicy”, w środowisku lewicowym całe programy polityki finansowej, gospodarczej czy społecznej na czas kryzysu są już gotowe.

Nie istnieje darmowe dziennikarstwo. Darmowa jest jedynie propaganda.

Przekaż 50 zł

Zwalczaj propagandę.

Kryzys będzie sprzyjał wszystkim konstruktywnym kontestatorom. Niemal wszystkie dotknięte pandemią państwa prowadzą już politykę ekonomiczną trzeciej drogi podważając promowane od 40 lat założenia neoliberalizmu, zatem nawet elity muszą rekombinować swoją politykę. Dziś jak nigdy wcześniej od czasu ustanowienia jednobiegunowego świata po zakończeniu „zimnej wojny” pojawia się pole dla postulatów odzyskania suwerenności dla Polski, podważenia statusu Unii Europejskiej jako organizacji ponadnarodowej oraz zerwania wielopoziomowej zależności od Stanów Zjednoczonych. Po raz pierwszy od czasu rozpoczęcia transformacji jak najbardziej poważnie można formułować postulaty reindustrializacji kraju i rozwoju innego niż rozwój zależny, których jednak w warunkach półperyferyjności nie sposób wyobrazić sobie bez aktywnej i szerokiej roli państwa w gospodarce. Kryzys i ewentualne wejście w jungerowską sferę elementarną postawi też w całkiem nowym świetle agendę przewrotu obyczajowego postmodernistów ukazując ją jako z fanaberię dekadentów.

Radykałowie kontra konserwatyści

Podsumowując przed ponad rokiem ruch francuskich „żółtych kamizelek”, odrzucając podział na prawicę i lewicę, stwierdziłem, że podstawowym podziałem politycznym naszych czasów stał się podział na globalistów i lokalistów. Podział na, z jednej strony, kosmopolitycznych zwolenników neoliberalnej polityki i gospodarki, globalnego przepływu towarów i kapitału, oraz równie globalnego nomadyzmu ludzi, z taką samą płynnością traktujących zastane tożsamości i normy kulturowe, oraz, z drugiej strony, na bardziej zakorzenione masy, poszukujące bezpieczeństwa, także socjalnego, w tradycyjnej kulturze, starych wspólnotach i instytucjach państwa narodowego. Jeśli kryzys przybierze ostre formy, nałoży się na niego inny funkcjonalny podział: na konserwatystów w potocznym tego słowa znaczeniu, kurczowo trzymających się starych instytucji, stylu życia, koncepcji i dyskursów, oraz na radykałów, dla których kryzys jest lekcją, jaka musi za sobą pociągnąć gruntowne zmiany. W światku dotychczasowej polskiej „antysystemowej prawicy” zaludnionej tak licznie przez socjopatycznych liberałów, pryncypialnych anarchistów, cynicznych demagogów czy rozwijających teorie spiskowe infantylnych ignorantów trudno znaleźć na razie kogoś kto zaproponuje koncepcję zakresu takiej zmiany i środków jakie są konieczne do jej przeprowadzenia.

Karol Kaźmierczak




Zbierzmy 1000 stałych darczyńców i wyłączmy wszystkie zewnętrzne reklamy na Kresach. Pomóż nam zbudować solidną dziennikarską platformę, publikującą ekskluzywne, wysokiej jakości informacje, opinie i analizy, utrzymującą się wyłącznie dzięki zaufaniu Czytelników.

Kresy.pl są w 100% oddolną obywatelską inicjatywą, nie stoją za nami ani medialne konsorcja, ani rządowe dotacje. Naszym celem jest przeciwstawianie się wszelkim formom manipulacji opinią publiczną w Polsce. W dobie wojny informacyjnej nie ma zadania bardziej palącego niż odpowiedzialne wspieranie zaufanych mediów.

Wyłącz reklamy

Wesprzyj jednorazowo

27 odpowiedzi

Zostaw odpowiedź

Chcesz przyłączyć się do dyskusji?
Nie krępuj się!

Dodaj komentarz

  1. Avatar
    Medor :

    Łał! Redaktor kresów.pl promuje agendę NWO we mgle. Kto przeciwko ten lunatyk i wyznawca teorii spiskowych. Samo wyciąganie tej słownej zbitki „teoria spiskowa” ( przyp.: jest ona wrzutką medialną psycho-inżynierów z CIA mającą dyskredytować przeciwników oficjalnego wyjaśnienia komisji Warrena dot. śmierci JFK) to typowy chwyt establishmentowej propagandy i jej pożytecznych idiotów używany do dyskredytacji przeciwników. Bardzo ciekawe…. i rozczarowujące.
    Kresy.pl pachną kontrolowaną opozycją.

  2. Avatar
    Gierwazy :

    Tyleż emocjonalny, co niemądry tekst. Pisanie na portalu, gdzie co i rusz widzimy masy niewyszukanych reklam tudzież nachalne „zachęty” do jego wspomagania o „prymitywnym ekonomizmie” „prawicowych dzieci we mgle”, co to „niczym szambo, wybił się gdzieniegdzie” jest i komiczne i niesmaczne zarazem. Autor, bananowy zwolennik trzeciej drogi, kasandrycznie wieszczy: „W internetowych apelach bananowych liberałów, wzywających do jak najszybszego uruchomienia gospodarki z trudem dostrzegam elementarną troskę właśnie o zdrowie i życie wszystkich członków narodu, a bardziej desperackie dążenie do ocalenia dotychczasowego poziomu dobrobytu i konsumpcji – żeby jak najszybciej „było tak jak było”. Nie będzie. Musimy przygotować się do tego, że będziemy żyć biedniej. Mimo to postarajmy się żyć choć trochę mądrzej.” oraz „już teraz wiadomo, że spora część małych firm i tak nie przetrwa kryzysu, który oznacza recesję”. Obawiam się, że ten scenariusz może sprawdzić się w przypadku jego macierzystego portalu, gdyż jako, sporadyczny, ale jednak donator, jestem zniechęcony do jego wspomagania. Z jednej strony durną polityką władzy uszczuplającej moje (i nie tylko) dochody, a z drugiej legitymizowaniem tejże poprzez podobne teksty, jak nieniejszy. Poza tym, tak jak wszędzie, jest o Włoszech, Hiszpanii czy Francji, ale nie ma nic np. o Szwecji czy Białorusi, które nie wprowadziły tych wszystkich chaotycznych regulacji i obostrzeń i, jak na razie, nie zaznaczyły wzrostu zachorowań na ten ciągle tajemniczy wirus.

  3. Avatar
    Poznaniak74 :

    [email protected]: To ze „dyrektor sowchozu” Łukaszenka temu zaprzecza nie znaczy że tego na Białorusi nie ma…
    https://naviny.by/article/20200228/1582884086-koronavirus-covid-2019-v-belarusi-hronika-sobytiy
    Ps. Dziwi mnie także takie nagłe uwielbienie do Szwecji, gdzie stsouje się metodę podobna do tej zastosowanej wobec tzw. uchodźców sprawiajacych „problemy”, czyli po prostu się udaje ze owego „problemu” nie ma…
    https://www.folkhalsomyndigheten.se/smittskydd-beredskap/utbrott/aktuella-utbrott/covid-19/bekraftade-fall-i-sverige/

  4. jazmig
    jazmig :

    Jeżeli mam płacić co miesiąc składkę na honoraria dla takich ignorantów jak Kaźmierczak, to wolę zrezygnować z czytania Kresów. W Polsce nie ma żadnej epidemii, jest pandemia i niech sobie Kaźmierczak poszuka w necie, na czym polega różnica między tymi pojęciami. Koronawirus nie rozprzestrzenia się szybciej od innych wirusów, w marcu na grypę chorowało pół miliona Polaków, a koronawirusem było zarażonych kilka tys. Przy czym na grypę ludzie chorowali naprawdę, a na koronawirusa najczęściej wcale, a jeżeli już, to mieli objawy lekkiej grypy. Ten koronawirus powoduje zapalenie płuc, wtedy można mówić o chorym z powodu tego wirusa i w żadnym innym przypadku.

    Jak chodzi o prawicę, to Kaźmierczak nie ma o niej po prostu pojęcia. Ona istnieje, wbrew jego mniemaniom, a jak chce znać poglądy prawicy, to niech czyta lub słucha wypowiedzi Konfederacji.

  5. Avatar
    Pol_AK :

    @jazmig No sorry ale artykuł heheszkował z „prawicowców” a nie prawicowców. Takich co głupoty gadają, tylko gadają i ogólnie nie wiedzą co z sobą a tym bardziej otaczającym ich światem zrobić.

    Bardzo dobrze że ten wirus nie ma takiej zachorowalności jak zwykła grypa. Przez miesiąc mamy 7500 covidowców i 250 trupów, na zwykłą grypę do końca lutego chorowało 800 000, zmarło 23!!! Widzisz tą skalę? Widzisz to niebezpieczeństwo? Dlaczego nie potrafisz zrozumieć, że Państwo wywiązuje się z roli starając się uchronić ogólną populację, a nie czy nieprzedsiębiorczy przedsiębiorca na bieżąco na cygara wydawał cały przychód i teraz nie może przeczekać pandemii?

    Mamy tragiczną śmiertelność w kraju, i nie można tego zrzucić na barki nawet kasy… Francja a Niemcy to to samo. Francja 140tys chorych Niemcy 130tys. Francja trupów 15tys, Niemcy 3tys. Francja wyleczono 28tys, w Niemczech 28tys? Skąd toi się bierze?

    Przy 800 000 chorych na grypę i 23 trupach to śmiertelność wynosi: 0,003% w zaokrągleniu.
    Na świecie jest 1% trupów do aktualnie chorych (!!!), do zamkniętych „spraw” jest to 21% trupów, 79% wyleczonych.
    W Polsce zamkniętych spraw jest 936. 668 wyzdrowiałych, 268 trupów. Śmiertelność na poziomie 28%. Różnie to bywa, zmienia się to, ale 28% póki co.
    Więc 0,003% vs 28% robi różnicę.
    Jeśli w Polsce zachoruje na COVID-19 800tys osób, i odczekamy kilka tygodni na wyzdrowienie lub śmierć to będzie ile trupów? 224 000!
    A będziemy chorować aż wszyscy nie przejdą przez to albo szczepionka.

    Więc nie siej pierdół by nie traktować tego poważnie.

    • Avatar
      Medor :

      Ten procent śmiertelności to czysta fake liczba choć zadaniowani do siania paniki w mediach co chwilę się nią posługują. Nie da się jej określić z prostego powodu, bo nie da się określić ogólnej ilości zakażonych. Trzeba by całą populację kraju przetestować i zakładając , że testy są wiarygodne, a nie są, dopiero wtedy można by określać stopień śmiertelności. Posługiwanie się nią to robienie ludziom wody z mózgu.

  6. Avatar
    Polak10 :

    tor umieszcza na stroaunie gdzie 99% czytelników to wyborcy antysystemowej prawicy tekst którego nie powstydziłaby się krytyka polityczna czy inna tvp. Określa on zwolenników tej prawicy że głosują na ludzi mało inteligentnych i bezideowych. PPierwszy zarzut autora mówi o braku kontestacji tego co się dzieje, w jaki sposob według autora mają to inaczej robić niż robią , jeżeli mają dostęp tylko do internetu i raz w tygodniu kilka minut w telewizji w niedziele rano.
    Dalej autor nazywa prawicę warchołami ponieważ ci sprzeciwiają się pewnym absurdalnym rozporzadzeniom np, zakaz wejscia do lasu itp. Przeciwstawia ich racjonalistom z pis którzy w tym czasie prą do wyborów.
    Następnie autor twierdzi że w tym środowisku pełno jest oszołomów ktorzy cala swoją karierę opierają na teoriach spiskowych i przeciwstawia ich racjonalistom z pisu którzy nie mają teorii spiskowych chodz na nich doszli po czesci do władzy.
    Nastepnie autor krytykuje liberalizm czesci konfederacji chodz cała opozycja i pis z panem morawieckim to też liberałowie sprowadzajacy najwiecej na swiecie emigrantów by było taniej.

    Nastepnie autor krytykuje konfederację że nie atakuje serwilizmu wobec usa czy ue. Przecież konfederacja cały czas to mówi a cejrowski nie jest zwiazany z konfederacją.
    Autor myśli o przecietnym polskim wyborcy że jest to intelektualista który wie o globalizmie, zna sie na gospodarce, systemach politycznych itd.
    Otoż tak nie jest panie aytorze.
    Następnie pan autor równa konfederację z kodem , ponieważ krytykowała rzad za to ze ten nie przestrzegał prawa w uchwalaniu ustaw. Jakby konfederacja zgadzała się z pisem wtedy by nie była kodem.
    Zarzutem jest też że mają krzykliwe wyraziste postacie które potrafią się wypowiedzieć w odróznieniu od braku krzykliwych postaci w pis i po.

    Najlepszy jest jednak koniec gdzie autor przekonuje że najlepszy program tu cytuję
    ,,Duże możliwości otwierają się natomiast przed radykalnymi lewicowcami z Razem, którzy po raz pierwszy mogą wyjść z własnej bańki wielkomiejskiej inteligencji i wolnych zawodów. Po raz pierwszy radykalne postulaty ekonomiczne mają bowiem szansę na masowe poparcie. W przeciwieństwie do „antysystemowej prawicy”, w środowisku lewicowym całe programy polityki finansowej, gospodarczej czy społecznej na czas kryzysu są już gotowe.

    tutaj własnie pan autor przekresłił cały sens swojej pracy , uważa on że komunistyczny program tej partii moze przkonać dużą częsc Polaków ponieważ mają już gotowe programy na wszystko, na czym te programy polagajaa autor nie wyjasnił ale są gotowe.

    Autor uważa wiec że antysystemowa prawica taka jak jest w Polsce jest niepotrzebnai powinien rzadzic pis z razem.

    PRZESTAJĘ CZYTAĆ WASZ PORTAL NIECH GO FINANSUJE PARTIA RAZEM I PIS. dAJAC TAKI ARTYKULIK KTÓRY OBRAŻA WPROST INTELIGENCJE ZDOLNOSC RACJONALNEGO MYSLENIA ZWOLENNIKÓW KONFEDERACJI.
    mYSLĄ TYLKO PISOWCY I CI Z RAZEM MAJĄ GOTOWE PROGRAMY.

    A RESZTA TO AGENCI PUTINA JAK NAS CODZIENNIE PRZEKONUJE TVP APROPO TEORII SPISKOWYCH

  7. Avatar
    Chris82 :

    Nie spodziewałem się przeczytać takiej treści na tym portalu, ale od kilku tygodni dobór materiałów i komentarzy do wydarzeń zdradzał już wybór przez redakcję określonego kierunku: pandemia jest prawdziwa („climate change is real”), a stąd wszelkie skrępowanie wolności obywatelskich i gospodarczych uzasadnione, a wręcz wskazane. Zatem Autor nie tylko broni oficjalnej narracji władz, ale wręcz kreuje wizję „naprawy” świata drogą tego swoistego „moralnego ekwiwalentu wojny”. Ta fałszywie antysystemowa optyka przypomina smutny obrazek z pierwszych tygodni I wojny światowej, kiedy w europejskich stolicach naiwne tłumy manifestowały poparcie dla wojny, która miała przynieść postęp społeczny, liberalizację handlu, wyzwolenie narodowe, rozbrojenie, prawa polityczne, godność, rewolucję komunistyczną, powszechną sprawiedliwość i dobrobyt, a przede wszystkim wieczny pokój. To ciekawe, że pomimo tragicznych doświadczeń przeszłości wiele środowisk akcentujących poglądy konserwatywne czy republikańskie przypisuje wojnie i stanom nadzwyczajnym ozdrowieńczy wpływ na wspólnotę społeczną, solidarność międzyludzką, cnoty obywatelskie czy „narodową” gospodarkę. Stwierdzenie, że w warunkach kryzysu i pandemii „pojawia się pole dla postulatów odzyskania suwerenności dla Polski” nie wytrzymuje konfrontacji z faktem, że „lockdown”, któremu towarzyszyło zawieszenie gospodarki i administracyjne zamknięcie milionów ludzi w domach jest procesem globalnym i ostatecznym triumfem globalizacji, reprezentowanej przez skorumpowaną strukturę WHO oraz jej korporacyjnych darczyńców spod znaku Fundacji Gatesów i Rockefellerów. Trudno celebrować rozkład UE w warunkach jednoczesnej próżni geopolitycznej w Europie Środkowo-Wschodniej, zaniku Grupy Wyszehradzkiej, a przede wszystkim rzucającej się w oczy bezradności państwa. Żadnych konsultacji i rozmów z Węgrami, Czechami, Szwecją, czy choćby Białorusią o wspólnej obronie przed następstwami politycznymi czy gospodarczymi tej pandemii. Tę próżnię ktoś już zagospodaruje, a Gordon Brown nieprzypadkowo właśnie teraz proponuje utworzenie rządu światowego. Dodajmy, że bezradności państw na zewnątrz towarzyszy wyjątkowo sprawny aparatu represji stosowany wobec własnych obywateli. Nie znamy tego już z doświadczeń najnowszej historii naszego kraju w warunkach struktur zależnych?

    Nie można też przekonująco opowiadać się za okazją do uprawiania „polityki ekonomicznej trzeciej drogi” w warunkach zapaści uderzającej najsilniej w gospodarki semiperyferyjne jak nasza. Każdy poprzedni kryzys wraz z tym po 1929 r. dowodził, że osłabiały one peryferia i wzmacniały potęgę podmiotów najzamożniejszych, dysponujących dostępem do szerokich rynków, zdolnych do pokrycia strat wynikających z dekoniunktury, z ograniczenia lub zawieszenia działalności gospodarczej. Jeżeli nadchodzący kryzys zmieni światowy układ sił to będzie on o tyle niepomyślny dla Polski, że utrwali jej strukturalne zależności dodając do nich kolejne, zauważalne już w kontaktach z Azją. Podatki proponowane przez Morawieckiego w marcu w ramach „tarczy antykryzysowej” są tylko pozornie uderzeniem w wielkie ponadnarodowe korporacje. Te ostatnie najszybciej powetują sobie koszty adaptacji, przepisów UE, polityk klimatycznych czy pandemicznych, natomiast mała i średnia firma, choćby zaawansowana i innowacyjna upadnie. Cui bono?

    Upatrywanie nadziei na „lepszy świat” w obecnym dramacie jest rodzajem myślenia kategoriami „kreatywnej destrukcji” mającym niewiele wspólnego z republikanizmem, za to zapożyczonym od amerykańskich neokonserwatystów, od których redakcja zawsze się dystansowała. Taką apologię rewolucji w stosunkach społecznych i gospodarczych można odczytać na stronie Klubu Jagiellońskiego w utopijnych wywodach „techno-republikanów”. Ubolewanie nad „atrofią więzi społecznych, atomizacją, rozpadem rodzin, wykorzenieniem z tradycji i kultur narodowych” trudno pogodzić z oczekiwaniem na odbudowę więzi społecznych w warunkach izolacji ludzi i kwarantanny zasilanej lękiem rozpowszechnianym przez praktycznie wszystkie środki masowego przekazu. Akcja „Zostań w domu” to symbol odebrania człowiekowi wszystkich jego najważniejszych praw i wartości związanych z budową relacji międzyludzkich, które faktycznie czynią z niego człowieka. Nawet wojna w klasycznym rozumieniu czy klęska żywiołowa nie zaraziła nigdy masowo ludzi obawą przed drugim człowiekiem w takim stopniu jak obecna kultura strachu. Nota bene, jest ona w prostej linii owocem postmodernizmu. Mamy tu do czynienia z mechanizmem narzucenia całym narodom radykalnej zmiany zachowań i świadomości polegającej na odebraniu im prawa do swobody przemieszczania się, do nawiązywania więzi międzyludzkich, a także do samodzielnego myślenia i działania w oparciu o ludzkie, spontaniczne odruchy. Człowiek ma funkcjonować na zasadach zmechanizowanych stworzonych przez globalną rewolucję technologiczną, stać się bardziej przewidywalny, poddany kontroli, ma działać i pracować na podstawie algorytmów elektronicznych aplikacji wdrażanych już teraz w systemie pracy zdalnej. To wszystko są narzędzia zaczerpnięte z arsenału państw totalitarnych – odizolować ludzi, ograniczyć możliwość kontaktu, przemieszczania się i zgromadzeń, sparaliżować inicjatywę i zaszczepić strach przed innymi, aby opieki szukali u władzy. Trudno dopatrywać się tutaj warunków do odrodzenia „tradycyjnych wartości”. Mamy natomiast zapowiedź spełnienia niesympatycznej wizji Kojeve’a, Straussa, Fukuyamy o”ostatnim człowieku” w „ostatnim państwie”. Warto to przemyśleć zanim Szanowny Redaktor kolejnym podobnym tekstem strzeli sobie w kolano pogrążając w kilka minut budowany z mozołem autorytet portalu Kresy.pl Bo łatwo jest zburzyć zaufanie, ale odbudować już bardzo ciężko.

    • Karol Kaźmierczak
      Karol Kaźmierczak :

      Całkowicie nie zgadzam się z Pan wstępnym stwierdzeniem. Ten tekst nie jest wyrazem poparcia dla pandemii, bo inaczej niż pierwsza wojna światowa, zaraza nie była wyborem polityków i społeczeństw, tylko swego rodzaju klęską żywiołową z którą politycy i narody się zetknęły. Przebieg tej klęski został zaś moim zdaniem zaostrzony poprzez to jak zbudowaliśmy swoją cywilizację. Jeśli jest Pan zadowolony z tego w jakim stanie jest to co zwykło nazywać się „cywilizacją zachodnią” Pana sprawa, ja nie jestem. Gordon Brown może mówić wiele, ale jest tylko emerytowanym politykiem z niezbyt dobrze wspominanej w Wielkiej Brytanii i w samej Partii Pracy ekipy. Liczą się jak sądzę polityczne i społeczne fakty, że kryzysem zarządzają państwa narodowe, a cała sytuacja wywołuje nasilenie eurosceptycyzmu. Jak na razie mamy też gwałtowny spadek obrotów handlowych i zapowiedzi dalszego wzrostu protekcjonizmu gospodarczego w USA i Unii Europejskiej i trudno takie zapowiedzi ignorować. A co polityki rządu Mateusza Morawieckiego to też jestem krytycznie nastawiony – interwencja angażuje proporcjonalnie znacznie mniejsze środki niż w większości państw, ale nie o tym był ten artykuł. Zresztą ten tekst jest właśnie wezwaniem do aktywnej roli społeczeństwa w kreowaniu zmian po wyjściu z pandemii, a nie politycznym podążaniu za Mateuszem Morawieckim. do tego wzywałem. Wzywam jedynie do przestrzegania zasad kwarantanny, która minie. Ludzie, zwłaszcza Polacy, pozostają w domu nie dlatego, że boją się koronawirusa, tylko dlatego, że boją się kary finansowej i policyjnej pałki, dlatego Pana argument o rzekomo dokonującej się właśnie atrofii kompetencji społecznych Polaków nie wydaje mi się trafiony. A polityka polegającą na zakazywaniu całym grupom ludzi przemieszczania się (lub nakazująca przemieszczanie się) to polityka znana od starożytności. To raczej z postmodernistycznego liberalizmu wywodzi się przekonanie, że ludzie zawsze i wszędzie mogą się poruszać jak chcą i gdzie chcą.

      • Avatar
        Chris82 :

        Dziękuję za odpowiedź i doprecyzowanie. Mój główny sprzeciw dotyczy Pana poparcia dla zasad kwarantanny, które nie znajdują usprawiedliwienia w świetle podstawowych praw obywatelskich i są kwestionowane przez wielu lekarzy, a także niosą ze sobą szkodliwe skutki dla życia tak publicznego i gospodarczego jak prywatnego w postaci rozkładu społecznego kapitału i zaufania, postępującej atomizacji i zaniku zdolności do zbiorowego działania. Działania do którego sam Pan apeluje i który to apel zdecydowanie popieram. Niestety, zaszczepione ludziom lęki przed chorobą i represjami współgrają tutaj ze sobą odbierając wolę do tych działań. Analogia z I wojną jest o tyle słuszna, że większość społeczeństw w obawie przed pandemią oczekiwała teraz od władz właśnie takiej radykalnej reakcji. Oszukiwano się nadzieją, że przerwa potrwa dwa tygodnie, potem może trzy, potem miesiąc, a obecnie już nie wiadomo jak długo. Jeszcze tylko trochę, jeszcze jedna ofensywa i wrócimy do normalności. Nie wrócimy, ponieważ obudzimy się za chwilę w „nowej normalności”, która najpewniej mocno ograniczy zdolność do działania, o którym Pan pisze. Jeżeli niektóre rządy chciały nawet wybrać inną drogę walki z pandemią to rozwiązaniami wskazywanymi przez WHO (a nie własne strategie narodowe) i pod wpływem własnej opinii publicznej zamknęły sobie wybór, a społeczeństwom odebrały wolę i inicjatywę do wymuszenia zmiany polityki. Wystarczy przyjrzeć się już zauważalnym efektom zamknięcia placówek edukacyjnych, uczelni czy choćby kościołów, które były od wieków azylem dla Polaków w czasach niewoli i okupacji. Dzisiaj ludzi odizolowano w domach skazując ich na oddziaływanie telewizyjnej propagandy strachu i bezradności. A ludzie, którzy przestają się spotykać i rozmawiać ze sobą tracą wolność. Serwuje się im obowiązek pracy zdalnej, zdalnych zakupów, kontaktów z rodziną online, a nawet zdalnych wyborów, które rozkładają te nieliczne sfery życia zawodowego, społecznego i publicznego, które w nowoczesnym świecie pozwalały być ludziom razem i budować wspólnotę. Te same środowiska „konserwatywne”, które niedawno oburzały się z powodu uzależnienia młodzieży od smartfonów odbierających wrażliwość, percepcję i wyobraźnię, teraz upatrują świetlanej przyszłości i postępu w elektronicznych protezach czy sztucznej inteligencji. To jest symulacja człowieczeństwa, zapowiedź „końca człowieka”, o którym pisał Fukuyama. Nie widzę w tym żadnych warunków dla rozwoju obywatelskiego społeczeństwa ani tym bardziej do zachowania zdrowia fizycznego i psychicznego.

        Dlatego też nie rozumiem pańskiej obrony wprowadzonych rozporządzeń rządowych, które ponadto nie są umocowane na fundamentach ustawowych. Legalność większości postanowień podważają już środowiska prawnicze. Praktykowane jest więc działanie uderzające w wolności obywatelskie, w których państwo balansujące na granicy prawa samo sobie odbiera powagę w oczach społeczeństwa. Mamy do czynienia z testowaniem rozwiązań represyjnych, których przynajmniej część pozostanie z nami w warunkach „nowej normalności” zapowiadanej przez Morawieckiego. W czasach kryzysu i polityki zaciskania pasa będą to narzędzia niezwykle użyteczne dla władzy. Proszę jednak sobie teraz wyobrazić sytuację, w której odradza się podział „my-oni”, państwo traci uznanie w oczach społeczeństwa, a ludzie zostają uznani za zbiorowego wroga publicznego. To wszystko dzieje się teraz, na naszych oczach. Nie dostrzega Pan tutaj niebezpieczeństwa?

        Stąd obawiam się, że po pandemii na wszelką oddolną interwencję będzie za późno. Jeżeli rządzący mają otrzymać jakikolwiek sygnał ostrzegawczy, który pozwoli im wyjść z błędnego koła pandemicznej polityki, to ten głos powinien wybrzmieć teraz. Zamiast tego politycy przekonują się, że przy odpowiednim warunkowaniu ze społeczeństwem można zrobić praktycznie wszystko, zmieniać naturę człowieka, jego zachowania, odruchy, ustawiać go w trybie przewidywalnego algorytmu, podobnego aplikacjom online. To wielka pokusa dla każdej władzy. Ten proces może się okazać bardzo długotrwały albo wręcz nieodwracalny.

        Podobnie jak Pan jestem przeciwnikiem wielu elementów tak zwanej demokracji liberalnej i neoliberalnego globalizmu. Nie należę jednak do ideologów rewolucyjnych, którzy uważają, że korzystając z aktualnych okoliczności cały dorobek dawnego świata należy podpalić, ponieważ był dalece niedoskonały. Te okoliczności tworzą ogromne zagrożenie dla wolności człowieka, odbierając mu wartości, które, pomimo wad mijającej epoki, mógł pielęgnować. Jeżeli dawna polityczna poprawność miałaby teraz zostać zastąpiona przez nową, przed którą nie potrafimy się jeszcze bronić, to ja mówię takiej rzeczywistości: nie. I będę bronił wszelkiej myśli, także liberalnej, która pozwala człowiekowi zachować w granicach dopuszczalności wolność, swobodę przemieszczania się, wybór drogi do szczęścia i sposobu życia ponad arbitralnym rządem, który może dowolnie posługiwać się argumentem bezpieczeństwa, wspólnoty narodowej czy tradycji, mając na celu coś zupełnie tej tradycji przeciwnego.

        Pozdrawiam Pana

  8. Kojoto
    Kojoto :

    Ojej… Szanowna Redakcja zrobiła sobie kuku. Nie będę próbował nawet przebić wielu mądrych komentarzy powyżej. Z całą pewnością rozsądniejszych od samego artykułu. Odzyskiwałem właśnie zaufanie do Portalu po pewnych zdarzeniach, a tu klops. Szkoda. A może was zhakowali?

  9. Adam Szabelak
    Adam Szabelak :

    Niektórzy z szanownych Komentujących pomijają zupełnie meritum tego co Autor powyższym tekstem chciał przekazać. Piszą o Nowym Porządku Świata, o tym, że pandemii nie ma (co najmniej 2 miliony zarażonych i 140 tysięcy zgonów mimo „wyłączania” całym państw mówi chyba jednak samo za siebie), o „konformizacji” Kresy.pl. A portal informuje przecież zarówno o niebezpiecznych działaniach rządu, tak jak tutaj: https://kresy.pl/wydarzenia/wolnosci-obywatelskie-ograniczane-rozporzadzeniem-przy-okazji-walki-z-koronawirusem-rzad-przyznal-sobie-na-stale-uprawnienia-niemal-jak-w-stanie-wyjatkowym/ ; jak i daje pole do wyrażania takich opinii jak powyżej – opinii dodajmy całkiem intelektualnie ciekawej i wartościowej, bo odnoszącej się do faktu braku konstruktywnych prawicowych postulatów na czas kryzysu. Jest tylko kontestacja. Źle bo zabraniają z domu wychodzić, źle bo firmy nie działają. Miałoby wszystko normalnie funkcjonować i miałbym ryzykować życie moich starszych lub schorowanych najbliższych, którzy byliby w grupie ryzyka? Nie chciałbym tego. Wspominana jest Szwecja. Współczynnik śmiertelności wynosi tam 10,2 osoby na milion mieszkańców, to więcej niż we Włoszech w krytycznym momencie – tam wnosił 9,7. Starzy Szwedzi będą umierać, a będą leczyć jurnych Somalijczyków, bo dysponują „większymi siłami żywotnymi”. To tak na marginesie.
    Oczywiście, przy okazji niezbędnych działań w celu ograniczenia rozmiarów epidemii (w Polsce mamy stan epidemiczny, nie pandemiczny tak swoją drogą, tak gwoli sprostowania wobec jednego z Komentujących), dzieją się wręcz kosmiczne jaja jeśli chodzi o prawodawstwo. Wojsko na ulicach bez stanu nadzwyczajnego? Wolności obywatelskie ograniczane w takich warunkach rozporządzeniem? To faktycznie są patologie, trzeba je wytykać, ale nie można tych zarządzeń ignorować – anarchia byłaby pierwszym krokiem do katastrofy. Jesteśmy obywatelami Rzeczpospolitej, jesteśmy Polakami i zamiast snuć teorie o „światowym zniewoleniu” trzeba nam już szykować się na kryzys, który niedługo nadejdzie. Nawet jeżeli uważamy, że zatrzymanie globalnej gospodarki to błąd, to nie ma to znaczenia, bo jest to po prostu fakt. Rezultatem tego faktu będą potężne perturbacje ekonomiczne, które dotkną wielu Polaków, co słusznie zauważył Autor. Rzesza bezrobotnych, ledwo wiążących koniec z końcem – znamy to z lat 90., ale wtedy szliśmy w ukochany kapitalizm przecież, więc nikt nie protestował. Teraz będzie inaczej. Ludzie będą wkurzeni i właśnie do nich mogą trafić radykalne lewicowe hasła partii Razem. Niestety, ideowa prawica nie ma dla nich żadnego programu alternatywnego. Zwracanie uwagi na patologie ustawodawcze jest ważne, ale są równocześnie rzeczy ważniejsze, którymi Konfederacja mogłaby się zająć. Przyszłość jest w naszych rękach, nie jakiś jaszczurów czy Żżżżż. A zwykłe, jak to zostało określone, „warcholstwo”, czyli mówienie władzy nie bo nie, to zachowanie zwyczajnie antyspołeczne. Policjanci patrolują ulice w trosce o to, żeby nikt nie roznosił wirusa – a rozprzestrzenia się on szalenie łatwo – przyrównywanie ich do ZOMO i obecnej sytuacji do stanu wojennego to jak splunięcie im w twarz. To członkowie naszego społeczeństwa, naszego narodu i robią wszystko, aby temu społeczeństwu i narodowi służyć. To nie jest wróg.

    • Avatar
      Chris82 :

      Szanowny Panie,
      Autor artykułu również nie kwestionuje powstającego nowego porządku. Co do tego pełna zgoda między nami. Wszyscy zdajemy sobie sprawę z nieuchronności zmiany funkcjonowania świata w wielu jego aspektach, tym bardziej, że jej początek zapowiadano od lat bez względu na to, jak owo „nowe” sobie wyobrażaliśmy. Dzisiaj okazuje się dopiero, że te nasze wyobrażenia mogły być bardzo odmienne. Problem polega na tym, że nic nie wskazuje na pomyślny dla Polski i Europy charakter tego nadchodzącego przeobrażenia, podczas gdy Autor kreśli przed nami nieuzasadnioną obietnicę zbawienia i emancypacji narodów i tradycji wynikającą jakoby z chaosu i niepewności współczesnego kryzysu. Tak jakby rewolucyjne zawirowania na świecie same w sobie stanowiły szansę na gospodarczą i polityczną niezawisłość, uniezależnienie się od Niemiec, UE, USA, na odtworzenie starego świata sprzed ery neoliberalnej i globalistycznej w warunkach, które najwyraźniej zwiastują nowy etap globalizacji. Koncepcję państwa narodowego, patriotyzmu, tradycji, dyscypliny społecznej lub posłuszeństwa, a nawet wartości chrześcijańskich można wykorzystać w sposób wyrachowany przeciwko nim samym. I nie trzeba sięgać daleko w przeszłość, aby odnaleźć przykłady perfidnego posługiwania się wartościami „narodowymi” przeciwko narodowi czy wspólnocie politycznej. Robiono to choćby w czasach Polski Ludowej. A czy już całkiem niedawno państwa narodowe i narodowe gospodarki nie zostały wykorzystane do pokrycia strat prywatnego sektora bankowego po 2008 r.? Czy Donald Trump ze swoim „America First” nie broni interesów korporacji amerykańskich o globalnym zasięgu? Czy Chiny z „nowym jedwabnym szlakiem” i technologią 5G nie promują własnej wizji wolnego handlu opartego na usługach IT? W chwilach kryzysu i dekoniunktury prywatne (i państwowe) korporacje skrywają się pod osłoną państwowego protekcjonizmu, a nawet nacjonalizmu, aby przetrwać zachwianie rynkowe, wyeliminować pozbawioną tej ochrony konkurencję i mniejsze podmioty, a potem wrócić w roli monopolistów narzucając światu nową kulturę pracy (zdalnej?), zachowania społeczne oraz nowy podział na „haves” i „non-haves”. Nowoczesny kapitalizm może żywić się podziałem na centra i peryferie, albo zamienić się w gospodarkę uniwersalistyczną z socjalnym obliczem. Żadna z tych opcji nie wydaje się dla nas szczególnie sympatyczna.

      To nie znaczy jednak, że mamy teraz uprawiać filozofię rozpaczy i bezradności – wręcz przeciwnie. Jeżeli, jak chce Autor, następstwa obecnego kryzysu „będziemy mogli kontrować swoimi działaniami” to musimy najpierw mieć świadomość naszego nikłego wpływu na procesy zachodzące po pandemii. Oddziaływanie na rzeczywistość społeczną, gospodarczą, a docelowo międzynarodową, jest zadaniem na teraz, kiedy przyszły porządek nie zdążył okrzepnąć. Niestety, polski rząd wybrał drogę polegającą na niemal pełnym paraliżu aktywności społecznej właśnie w czasie, kiedy mogłaby ona stymulować i korygować błędne lub szkodliwe decyzje władz. Zamiast tego powszechny strach przed chorobą i represjami wykreował w społeczeństwie powszechną postawę uległości, która nie pozwala im nawet wyjść z rodziną na spacer do parku. Co dopiero mówić o publicznych protestach, które w normalnych warunkach mogłyby skłonić władze do większej refleksji i zdrowego rozsądku. Ta hołubiona „suwerenność” rządu jest w tym wypadku obciążeniem dla państwa, a przede wszystkim dla suwerena czyli narodu. Trudno w tych warunkach oczekiwać od ludzi szacunku dla państwa i jego organów, które same podważają własny autorytet tworzeniem i egzekwowaniem absurdalnych, represyjnych praw. Ale właśnie z tego powodu kontestacja tego stanu rzeczy tu i teraz jest jak najbardziej uzasadniona, do kiedy mamy jakiś wybór. Dla dobra nas wszystkich i dla dobra państwa, które jeszcze uważamy za nasze.

      W kwestiach medycznych dotyczących skali zagrożenia epidemicznego trudno wypowiadać się osobom bez kwalifikacji, ale powołując się na coraz liczniejsze wystąpienia lekarzy-epidemiologów można z pełnym przekonaniem uznać, że środowisko medyczno-sanitarne na całym świecie (w Polsce również) jest bardzo dalekie od konsensusu w tej sprawie. Mimo tej niepewności (a może wskutek?), podejmowane są decyzje polityczne o długotrwałych i katastrofalnych skutkach dla życia społecznego, gospodarczego i politycznego. Jest to analogia tezy zmian klimatycznych wywołanych rzekomo ingerencją ludzką, które zyskały polityczną aprobatę o wciąż nieprzewidywalnych skutkach. Przecież ekologiczne zapowiedzi ograniczenia konsumpcji, zużycia paliw, emisji cieplarnianych, oszczędności i zmiany nawyków tak dobrze korespondują z obecnymi zamkniętymi zakładami pracy, pustymi miastami, odwołanymi połączeniami lotniczymi, limitami w sklepach czy zakazem korzystania z terenów zielonych. Zbiorowym winnym wskazywanym przez elity jest zawsze człowiek, ten najprostszy, pracujący, ciułający grosze, wychowujący dzieci, który od niedawna zyskał łaskawe prawo do zagranicznego wypoczynku i namiastki „konsumpcji”. Teraz nawet tego mu nie wolno. Dlatego nie można mówić tutaj o „bezdusznym ekonomizmie” sceptyków w sytuacji kiedy taktyka „spłaszczania krzywej” zachorowań skutkuje wydłużeniem okresu izolacji ludności i zamknięcia społecznej aktywności na kolejne długie miesiące bez dostrzegalnej perspektywy końca. To jest dopiero bezduszne i krzywdzące w stosunku społeczeństwa nawet przy założeniu szczerych intencji rządu, w które mam dzisiaj podstawy wątpić.

      • Adam Szabelak
        Adam Szabelak :

        @Chris82 dziękuję za tę odpowiedź. „Problem polega na tym, że nic nie wskazuje na pomyślny dla Polski i Europy charakter tego nadchodzącego przeobrażenia” – tutaj sporo zależy od nas, Pax Americana chwieje się na naszych oczach, przyszłość niesie wiele zagrożeń, ale równocześnie także liczne szanse. Z czasów kryzysowych (prof. Góralczyk twierdzi nawet, że czekają nas przeobrażenia największe od czasów Oświecenia!) zawsze wyłania się nowy ład i to od nas zależy jak się w tym nowym ładzie odnajdziemy. Do wykorzystania szans i uniknięcia zagrożeń potrzeba mądrego przywóddztwa z dalekosiężną wizją – niestety, na razie u nas tego brakuje, nie ma też nikogo kto mógłby się podjąć tego zadania na horyzoncie.

        „Koncepcję państwa narodowego, patriotyzmu, tradycji, dyscypliny społecznej lub posłuszeństwa, a nawet wartości chrześcijańskich można wykorzystać w sposób wyrachowany przeciwko nim samym” – pełna zgoda, dlatego w państwie powinien istnieć silny ruch narodowy nie popadający w spiskologię i dysponujący faktycznym programem wszechpolskim, ogarniającym wszystkie warstwy społeczne. Jeśli chodzi o korporacje amerykańskie i ich ochronę przez Trumpa – to strategia obowiązująca od wielu, wielu lat. Stany Zjednoczone chronią interesy amerykańskich korporacji, w ten sposób zdobywając wpływy na całym świecie. Dzięki temu np. gdy zabito gen. Sulejmaniego na wezwanie Białego Domu Instagram i Facebook usuwały wszelkie przychylne mu wpisy, zawierające m.in. informację, że walczył z ISIS i Al-Kaidą. Jest to symbioza. Silne państwo potrzebuje firm, dzięki którym może prowadzić swoją politykę środkami niepolitycznymi. Istnieje ogromne ryzyko, że jutro obudzimy się w świecie dyktatury wielkich korporacji – tym bardziej przerażające jest to, że „prawicowe dzieci we mgle” nie są w stanie wytworzyć żadnego programu, który miałby temu przeciwdziałać i preferują snucie planów niszczenia masztów 5G. Obecny kryzys daje dużą szansę na reindustrializację Polski – i prawdopodobnie będzie to szło w tym kierunku, obserwując jak wygląda obecny przekaz rządzących m.in. na temat Orlenu.

        Globalnymi procesami sterować nie możemy – ale możemy rozważnie dobierać jak będziemy na nie reagować. I to jest cała sztuka. To nie rząd wykreował strach przed wirusem, on w społeczeństwie był, to całkiem naturalne, że boimy się niewidzialnego wroga. Rządzący ten strach tylko skanalizowali. Oprócz rozsądnych decyzji, takich jak zakaz szwędania się po ulicach, wprowadzają absurdalne obostrzenia, takie jak zakaz wchodzenia do lasów, które jedynie nadwyrężają autorytet państwa. I przy okazji widzimy też wiele bardzo poważnych i trwałych zmian prawnych. Czas epidemii to nie jest dobry czas na manifestacje. Ponad połowa Polaków cały czas normalnie pracuje, do totalnego paraliżu nam jeszcze bardzo daleko.

        „jest bardzo dalekie od konsensusu w tej sprawie” – jeżeli 1 specjalista wypowie się inaczej niż 500 innych to faktycznie oznacza, że zdania są podzielone, ale skala tego podziału mówi wiele. I tak też jest w tym przypadku. Przytłaczająca większość ekspertów wypowiada się jasno – wirus jest poważnym zagrożeniem dla ludzkiego żcyia. Podstawowym obowiązkiem państwa jest to życie chronić. W niektórych przypadkach trzeba działać szybko. Gdyby Polska czekała na osiągnięcie „naukowego konsensusu” to dawno już mielibyśmy co najmniej kilkadziesiąt tysięcy zmarłych. Nie wchodząc w dyskusję o zmianach klimatu – postulaty zmniejszenia konsumpcji itd. są zasadniczo słuszne, niezależnie od tego jaki faktycznie wpływ na nie ma człowiek. Inna sprawa, że często są ideologicznym narzędziem w rywalizacji między państwami – najlepszym przykładem jest atak na polski węgiel. Trudno mówić o zagranicznych wakacjach, kiedy można z nich wrócić z wirusem, który znowu może okazać się śmiertelny np. chorego członka naszej rodziny. Są priorytety dla ludzi, państw i narodów – życie ludzkie zawsze jest ważniejsze niż możliwość swobodnej konsumpcji – chęć jej uprawiania, nawet kosztem tysięcy zgonów jest trochę nie w porządku.

        • Avatar
          Chris82 :

          Również dziękuję za odpowiedź. Nie będę już powtarzał tego, co odpisywałem Autorowi. Dodam tylko, że brak „mądrego przywództwa z dalekosiężną wizją” raczej nie przekonuje do okazywania temu przywództwu zaufania i posłuszeństwa. Jeżeli rząd swoimi nierozważnymi decyzjami podważa własny autorytet, a jednocześnie tworzy w trakcie pandemii narzędzia pozwalające mu na kontrolę życia społecznego, to istnieje obawa, że wykorzysta te narzędzia również po pandemii. Nikt nie będzie się wtedy zastanawiał czy kwarantanna była uzasadniona czy nie, nie będzie już czasu na odwracanie czegokolwiek. Byłbym też ostrożny w prognozowaniu końca amerykańskiej dominacji i w doszukiwaniu się w niej tylko korzyści dla Polski. To samo dotyczy UE. Podzielam natomiast apel o nowe polskie przywództwo. Pytanie czy może ono zrodzić się w warunkach stworzonych przez „narodową kwarantannę”. W moim przekonaniu nie.

  10. Avatar
    Polak10 :

    co takiego robi partia razem według autora podczas kryzysu że Polacy to zauważą i partii tej bedzie rosło.Bardzo mnie to ciekawi.
    a wiec według autora wyglada to tak/
    krytyka niektórych obostrzen przez konfederację -warchoły
    parcie do wyborów przez pis -racjonalizm przeciez im słupki rosną według autora
    znoszenie podatków przez konfederacje na czas kryzysu-warcholstwo
    podniesienie podatków przez razem- gotowy program ktory będzie zauwazony przez spoleczenstwo.
    Liberalizm pisu i po dobry [sciaganie najwiekszej ilosci emigrantów na swiecie]
    liberalizm czesci konfederacji zły poniewaz chca zmnijszyc obciazenia.
    pis i po razem dobre bo leżą pod butem ue czy usa
    konfedracja zła ponieważ jasno mówią o niezależnosci
    pis po razem mądrzy inteligentni liderzy wielka inteligencja, wielka ideowość
    konfederacja brak inteligencji, brak ideowości, ciemnota, spiski, brak rozumienia wspólczesnego świata, takie mohery nacjonalistyczne zamkniete w swojej bańce.

    i to wszystko jest wprost komunikowane do wyborców tej prawicy. Informuję panaże tej ideowej prawicy by nie było w sejmie gdyby się nie połączyli liberałowie i narodowcy i wtedy by było jeszcze gorzej i pewnie by pan wtedy pisał o niemożnosci otwarcia się , podzialach sekciarstwie itp.

    Czy pan panie redaktorze naprawdę wierzy że przecietny wyborca interesuje się sprawami ideologii politycznych, stanem finansów państwa, niepodległoscia Polski, podległoscia naszego kraju rożnym instytucjom czy państwom.
    Smiem twierdzić że to wlasnie najbardziej wyrobiony i inteligenntnywyborca głosuje na konfederację , pana zdaniem jest inaczej i wyborcy nie widzą inteligentnej słabosci liderów konfedearacji i ich braków ideowych.

    po prostu komedia a poza tym niegrzeczne jest panie autorze pisanie na portalu dla tej ideowej prawicy i jawne jej obrażanie i ich wyborców.
    Niech pan sobie idzie na jakis pisowwski portal czy partii razem tam pan spotka ludzi inteligentnych i ideowych a nie jakichs sekciarzy.