Przyszłość należy do Azji

Dolnośląskie wydawnictwo Wektory po raz kolejny łata ważną dziurę w debacie publicznej w Polsce, wydając nową pracę jednego z głośnych ostatnio, choć może nie w Polsce, naukowców społecznych i publicystów. Książka „Przyszłość należy do Azji” Paraga Khanny to dobry wstęp do zmiany tej debaty poprzez odejście od jej beznadziejnie europocentrycznego czy szerzej atlantyckocentrycznego podejścia Polaków.

Parag Khanna urodził się w Indiach, jednak jego rodzice wybrali kosmopolityczne życie, przenosząc się do miasta, które kilkadziesiąt lat temu było i chyba nadal jest symbolem kosmopolityzmu – Nowy Jork. Tam wychowali swojego syna. Khana jest absolwentem amerykańskiego uniwersytetu Georgetown, ale doktorat uzyskał już na London School of Economics, by w końcu, po okresie pracy dla amerykańskich think-tanków, Council on Foreign Relations oraz Brookings Institution, trafić w końcu na Narodowy Uniwersytet Singapuru. Współpracował także z niemiecką Fundacją Roberta Boscha oraz kanadyjskim Uniwersytetem w Toronto.

Khanna nie jest typowym naukowym molem książkowym – od lat wciela się w rolę publicysty, popularyzując wiedzę jaką nabywa w sferze akademickiej wśród szerokiego kręgu odbiorców, między innymi jako prowadzący programu w telewizji MTV. Jednocześnie jednak miał kontakt nie tylko z elitą intelektualną, ale też polityczną i tą zajmującą się najbardziej bezpardonową robotą, to jest elitą bezpieczeństwa. Wszystko to czyni z Khanny dość wyjątkową postać stojącą jedną nogą na zachodzie, a drugą na wschodzie, próbującą łączyć dwie perspektywy. Z tego zresztą powodu jest już znany w metropoliach zarówno wschodu jak i zachodu. Jest natomiast mało znany w Polsce. Dopiero od dość niedawna postać Khanny jest promowana przez Nową Konfederację Bartłomieja Radziejewskiego czy Strategy&Future Jacka Bartosiaka, co tylko potwierdza peryferyjność polskich elit głównego nurtu.

Najważniejszy kontynent

Punktem wyjścia dla Khanny jest refleksja, że „przez większą część dziejów ludzkości Azja była i jest najważniejszym regionem naszej planety”. Choć przyznaje, że w ostatnich stuleciach „zachodnie prawa, ingerencje, pieniądze i kultura stworzyły wzorzec o zasięgu globalnym” to konstatuje, iż polityczna, ekonomiczna i kulturowa dominacja zachodu właśnie się kończy. Sygnały tego widzi w przegranych przez USA długich wojnach w Iraku i Afganistanie oraz w kryzysie ekonomicznym odpalonym przez nieodpowiedzialne finansowe elity amerykańskie. Ale dla Khanny przejawem zmierzchu dominacji zachodu jest też chińska Inicjatywa Pasa i Szlaku, która według niego jest „najdonioślejszym dyplomatycznym projektem XXI w., odpowiednikiem utworzenia Organizacji Narodów Zjednoczonych i Banku Światowego oraz Planu Marshala razem wziętych”. I o ile z pierwszym twierdzeniem można się z łatwością zgodzić, to drugie trzeba uznać za tym bardziej kontrowersyjne, że autor nie przedstawia zbyt wielu politycznych, prawno-instytucjonalnych czy finansowo-ekonomicznych mechanizmów, może poza Azjatyckim Bankiem Inwestycji Infrastrukturalnych (AIIB), które byłyby specyficznie związane z „Nowym Jedwabnym Szlakiem” i decydował o jego przełomowości.

Pilnujemy wspólnych spraw

Zależymy od Twojego wsparcia
Wspieram Kresy.pl
 

Uwagę tę można odnieść do całej książki, w której można dopatrzyć się czasem tonu przesady. Uwzględnić trzeba jednak i to, że mamy do czynienia z pracą publicystyczną, nie naukową czy stricte analityczną. Zatem celem autora jest właśnie jaskrawe wyświetlenie wybranej tendencji i faktów uznanych za kluczowe dla opisu i zrozumienia zmian rzeczywistości, których w mniemaniu autora się nie dostrzega lub dostrzega w niewystarczającym stopniu. Nie zaś opisania całej złożoności tej rzeczywistości i wszystkich działających w niej czynników. Takie prawo publicystów i są oni rozliczani właśnie z tego czy wskazali na ten jeden czy kilka elementów procesów społeczno-politycznych, które okazują się nieść największą zmianę, a które wcześniej były przemilczane lub słabo nagłośnione.

Kopalnia wiedzy

Obszerna praca (370 stron tekstu) jest prawdziwą kopalnią wiedzy, źródłem informacji, których w Polsce nie uzyskamy od nikogo innego. O tym, że paszport japoński stał się już „mocniejszy”, a więc umożliwiający bezwizowy dostęp do większej liczby państw niż niemiecki, być może jeszcze usłyszymy z polskich źródeł. Ale już nie o tym, że Chińczycy właśnie modernizują panarabską linię kolejową wiodącą z Syrii przez Jordanię do Arabii Saudyjskiej, którą to inwestycję kredytuje AIIB. Nie przeczytamy też i nie usłyszymy o tym, że prestiżowa izraelska uczelnia Technion otworzyła kampus w chińskim Guandongu, a jednocześnie Chińczycy budują też linię kolejową przez Izrael łączącą Morze Śródziemne z Morzem Czerwonym, która będzie stanowić pewną alternatywę i konkurencję dla kluczowego szlaku transportowego, jakim jest Kanał Sueski.  Jak również o tym, że w latach 2009-2016 udział handlu wewnątrzazjatyckiego w ogólnych obrotach państw największego kontynentu wzrósł z 29 proc. do 57 proc. Także o tym, że wolumen pakistańskich funduszy inwestycyjnych notowanych na lokalnej giełdzie potroił się po 2016 r. Jak też o tym, że na Filipinach McDonald’s i KFC nie podołały w konkurencji z lokalną siecią barów szybkiej obsługi Jollibee, a w Rosji Uber przegrał z Yandex.Drive, a teraz przegrywa w Azji Południowo-Wschodniej. Czy w końcu o tym, że chińskie platformy cyfrowe i aplikacje są już znacznie bardziej wszechstronne i praktyczne niż Amazon czy Facebook, a w Malezji bankowość mobilna przerosła już tę standardową.

Pilnujemy wspólnych spraw

Zależymy od Twojego wsparcia
Wspieram Kresy.pl
 

Książka Khanny to prawdziwa kopalnia wiedzy. Trudno wymienić jakąkolwiek inną wydaną w Polsce książkę, która w jednym tomie zmieściłaby tak wiele tak różnorodnych, a zarazem dość szczegółowych informacji z dziedziny gospodarki, finansów i życia społecznego z tak rozległego obszaru. Choć można krytykować zbyt cukierkowy obraz koegzystencji różnych kultur, jaka miała rzekomo dominować w długiej historii Azji, to kończący książkę rozdział o wzrastającej roli Azjatów w globalnej kulturze popularnej i interakcjach społeczeństw azjatyckich na tej płaszczyźnie jest bardzo interesujący i jeszcze raz potwierdza wszechstronność zainteresowań autora. Wnioski nie są jednak już tak wszechstronne.

Jendostronność

Ze względu na publicystyczny charakter pracy nie ma sensu szczególne chłostanie Khanny za jednostronność choć czasem przekracza on jej miarę serwując płytkie oceny. Khanna przeciwstawia na przykład autorytaryzm, skorumpowanie, nieefektywność i „stetryczałość” elit Iranu rzekomej efektywności i modernizacyjnej sprawności władz Arabii Saudyjskiej, a za podstawę tej oceny przyjmuje fakt masowych protestów społecznych, jakie miały miejsce w tym pierwszym kraju. Tezę taką może jednak postawić tylko ktoś, kto nie zauważa lub nie chce zauważyć, że brak protestów w saudyjskiej monarchii wynika właśnie z większego autorytaryzmu i represyjności monarchicznego reżimu Saudów oraz właśnie z mniejszego, a nie większego zaawansowania modernizacji społecznej w społeczeństwie ciągle funkcjonujący za zasadach feudalno-klanowych. Iran jest zresztą w książce potraktowany raczej po macoszemu, nie tylko poprzez jednostronność formułowanych wobec tego państwa ocen, ale też szczupłość miejsca poświęconego na opisanie uwarunkowań i procesów w tym, w moim przekonaniu, jednym z ważniejszych państw azjatyckich.

Pilnujemy wspólnych spraw

Zależymy od Twojego wsparcia
Wspieram Kresy.pl
 

Ta jednostronność – brak krytycznego podejścia do zachodzących procesów, niejednokrotne proste ekstrapolowanie opisywanego trendu bez brania pod uwagę, możliwych zmiennych powodujących zmianę trendu to słabość książki. Rzeczywistość bardzo szybko odpowiedziała Khannie do jakich pomyłek prowadzi budowanie wywodu w ten sposób. Autor „Przyszłość należy do Azji” nie bez racji klasyfikuje Australię jako funkcjonalną część największego lądu na globie. Łatwo prowadzi go to do sugestii, że australijskie elity polityczne będą zacieśniać i tak już intensywne relacje z ChRL ponieważ „odcięcie się od Chin byłoby dla nich katastrofalne” na polu gospodarczym. Tymczasem już rok po tym gdy Khanna opublikował te słowa mieliśmy do czynienia z dyplomatyczną ofensywą Canberry przeciw Pekinowi, na które ten ostatni odpowiedział działaniami mającymi cechy wojny handlowej. Nie skłoniło to jednak Australijczyków do spuszczenia z tonu. Wprost przeciwnie, Australia pewnie dołączyła do programu corocznych czterostronnych manewrów morskich z czołowymi rywalami Chin – USA, Japonią i Indiami (MALABAR), a dodatkowo podpisała dwustronną umowę o współpracy wojskowej z Japonią, która dla tej ostatniej jest zresztą przełomowa, bo dotychczas Japończyków łączyła taka umowa tylko z Amerykanami.

Można stwierdzić, że o ile opis uwarunkowań i procesów ekonomicznych i technologicznych jest bardzo mocną i odkrywczą, szczególnie dla polskiego czytelnika, warstwą pracy Khanny, to znacznie więcej zastrzeżeń budzą jego oceny procesów politycznych. Jego teza o postępującej integracji Azji (także na polu politycznym) oraz o harmonijnej, multilateralnej współpracy, jako modelu rodzącego się systemu-Azji, jest dość kontrowersyjna. Wspomniane napięcia australijsko-chińskie, ale też przyspieszająca remilitaryzacja i nacjonalizacja polityki bezpieczeństwa Japonii, czy wręcz starcia na himalajskim pograniczu chińsko-indyjskim lub coraz usilniej asekurującej się wobec Chin polityki Wietnamu nie pozwalają na łatwe przyjęcie wizji serwowanej przez kosm0politycznego intelektualistę. Nie wspominając już o braku konkretnej recepty na rozbrojenie sytuacji w jeszcze bardziej zagmatwanym i wybuchowym regionie Bliskiego Wschodu, gdzie właśnie trwają niezwykle krwawe wojny w Syrii i Jemenie, będące „wojnami przez pośredników” czołowych regionalnych mocarstw, nie cofających się jednak i przed bezpośrednimi uderzeniami na siebie poprzez zamachy i sabotaże.

Teoria liberalna

To nieco paradoksalne, ale Khanna, który krytykuje państwa zachodnie, za kolonializm w przeszłości oraz za unilateralizm, protekcjonizm, a czasem populizm bądź nacjonalizm w teraźniejszości, jednocześnie dla opisu, wyjaśniania i prognozowania stosunków międzynarodowych w Azji odwołuje się do tego co w sferach akademickich zachodu zwykło się określać liberalną teorią ładu międzynarodowej. W jej świetle stosunki między państwami nie są grą o sumie zerowej, wzrost zamożności i potęgi jednego państwa nie jest automatycznie problemem dla innych, polityka państw jest wypadkową interesów różnych grup i aktorów społecznych zainteresowanych bardziej ponadgraniczną kooperacją niż konfliktami, a będąca wynikiem tego dążenia do kooperacji ekonomiczna współzależność jeszcze bardziej obniża skłonność do rywalizacji i ryzyko wybuchu konfliktów, prowadząc do relatywizacji pozycji państw narodowych. Ocena należy rzecz jasna do każdego czytelnika, w moim przekonaniu jednak Khanna nie przekonuje przykładając taką teorię do losów, sytuacji i perspektywy Azji, kontynentu, na którym procesy integracyjne są słabe a skłonność do polityki unilateralnej i realizowanej najtwardszymi środkami powszechna. Autor sam zresztą zauważa, że „wszystkie kraje azjatyckie dążą do umocnienia i zabezpieczenia swojej suwerenności. Dlatego region ten stał się największym na świecie targowiskiem broni”. Uwaga ta nie wpływa jednak zbytnio na jego wnioski. Wizja systemu-Azji przedstawiona przez Khannę będzie łatwym celem krytyki zwolenników teorii realistycznej.

Pilnujemy wspólnych spraw

Zależymy od Twojego wsparcia
Wspieram Kresy.pl
 

To liberalne podejście przejawia się na przykład w deklaracji, że „multilateralna inicjatywa BRI [„Pasa i szlaku”] nie wynika z ideologii; jej fundamentem są prawa rynku”. Dla każdego średnio zorientowanego w tematach logistycznych oczywistym jest, że wyjąwszy wąskie kategorie towarów wrażliwych na zepsucie, transport morski nadal jest zdecydowanie bardziej konkurencyjny od lądowego, a „Pas i szlak” to nie element multilateralnego układu ekonomicznego, lecz strategia władz ChRL, która w określonych warunkach może być oczywiście korzystna dla kooperujących w ramach niej państw, ale jest głównie narzędziem globalnej strategii Pekinu. Khana przykłada do Azji wytworzoną i wypielęgnowaną na zachodzie liberalną teorię stosunków międzynarodowych, choć nie jest to zaznaczone w wywodzie.

Jednocześnie na poziomie opisu wewnętrznego życia politycznego państw azjatyckich i kultury politycznej tamtejszych społeczeństw Khanna w sposób ciekawy zarysowuje różnice między zachodnią demokracją liberalną, a technokracją czy czasem wręcz merytokracją, która ma według Khanny w coraz większym stopniu określać działanie systemów politycznych i administracyjnych państw azjatyckich. Khanna stara się odróżniać system technokratyczny od autokracji twierdząc, że prawdziwym technokratom „nie zależy […] na szybkim bogaceniu się ani na zawłaszczeniu władzy wykonawczej”. Problem w tym, że w modelach opisywanych przez Khannę zasada technokratyczna jest tylko uzupełnieniem systemu autorytarnego, w których niższe szczeble dyscyplinowane są przez wyższe, albo systemu demokratycznego, gdzie dyscyplinują, przynajmniej teoretycznie, wyborcy. A Khanna nie przedstawia wyraźnie żadnego swoistego dla zasady technokracji mechanizmu, który zapobiegałby wyradzaniu się władzy technokratów we władzę „kolesiowską”, którą krytykuje. Politologiczny wywód w tej części jest słaby, pozbawiony analizy kulturowego podglebia, przez co gładko prześlizguje się nad zagadnieniem możliwości zastosowania mechanizmów właściwych dla konfucjańskich Chin czy Singapuru na Filipinach, czy w Bangladeszu. Określanie zaś władzy Władimira Putina, Nursułtana Nazarbajewa i Recepa Tayyipa Erdogana „totalitarną” zdecydowanie urąga poziomowi jakiego oczekiwalibyśmy od naukowca tej klasy.

Pilnujemy wspólnych spraw

Zależymy od Twojego wsparcia
Wspieram Kresy.pl
 

Rolą recenzenta jest zachowanie krytycznego podejścia. Bez względu jednak na zauważone słabości pozostaje cieszyć się, że książka „Przyszłość należy do Azji” trafiła do rąk polskiego czytelnika. Duży ładunek informacji, jakie przedstawia nam Khanna jest wystarczający dla poważnego podparcia jego twierdzeń o tym, że centrum światowego rozwoju gospodarczego i technologicznego przenosi się do Azji i wszystko co tam się dzieje będzie miało coraz większy wpływ na resztę świata, także Polskę, leżącą przecież na głównym lądowym pomoście łączącym Azję z jej europejskim półwyspem. W państwie gdzie dla szerokich mas społecznych Chińczycy, którzy za chwile mogą wyprzedzić Amerykanów w wyścigu kosmicznym, to protekcjonalnie traktowane „ping-pongi”, które rzekomo „za miskę ryżu” robią nam buty i koszulki, a dla elity głównego nurtu to wróg, definiowany właśnie w takiej kategorii z perspektywy ideologii liberalnej, wiedza o Chinach i szerzej o Azji jest niezwykle potrzebna. Jeśli jej nie nabędziemy i nie wykorzystamy to będziemy nie tyle peryferiami ekonomicznymi i kulturowymi, będziemy peryferiami tych, którzy sami stają się peryferyjni.

Parag Khanna, „Przyszłość należy do Azji”, Wydawnictwo Wektory, Wrocław 2020, ss. 406.

Karol Kaźmierczak

Czytaj kolejny artykuł
1 odpowieź

Zostaw odpowiedź

Chcesz przyłączyć się do dyskusji?
Nie krępuj się!

Dodaj komentarz

  1. Avatar
    Chris82 :

    Nie czytałem książki, dlatego odnoszę się wyłącznie do treści recenzji. Ale jeśli Azja zamierza budować przyszłość wydeptując utarte ścieżki świata zachodniego, to wraz z przesunięciem ośrodków władzy i kapitału czeka nas kolejna odsłona globalizacji z coraz wyraźniej totalitarnym obliczem. Autor książki wydaje się przyznawać (być może w niezamierzony sposób), że chińskie inicjatywy w organizacji handlu międzynarodowego, finansów i bankowości, nowe technologie i usługi są „odpowiednikami” przełomów dokonanych dekady wcześniej na Zachodzie. Mamy więc rosyjską wersję GPS, filipińskiego KFC, chiński Amazon, azjatycki bank inwestycyjny, elektroniczne waluty czy system internetowy. Co jednak Azja może zaproponować światu poza handlem, finansami, produkcją, szlakami transportowymi czy technologiami? Jaka jest azjatycka wizja społeczeństwa, jaki model życia politycznego i kulturowego? Gdzie idee i wartości wykraczające poza utylitarny schemat ekonomiczny, które mogłyby budować więzi między ludźmi choćby w podobnym stopniu, jak do niedawna na Zachodzie? Czy ktokolwiek spoza Azji chciałby dzisiaj zostać Chińczykiem na zasadzie zbliżonej do amerykańskiej w przeszłości? Nawet powodzenie gospodarcze zależy od wielu innych czynników niż kapitał finansowy, 5G czy superszybkie koleje. Nie może być też „gry o sumie zerowej” w sytuacji, gdy Chiny stają się zależne od światowego rynku zawierając choćby układy o wolnym handlu. To USA z Trumpem wzięły kurs na protekcjonizm dlatego stały się takim hamulcem dla kosmopolitycznego establishmentu z różnych kontynentów. Drugi temat to przyszłość liberalizmu, trochę zbyt mocno wiązanego tutaj z ekonomią. Przeciwstawianie w recenzji zachodnich „demokracji liberalnych” modelowi technokratycznemu przypisywanemu Azji jest nieścisłe o tyle, że zachodni liberalizm (począwszy od USA) dużo wcześniej wypracował menedżerską technikę kierowania państwem. Stąd demokrację zawsze łatwiej było przeciwstawić liberalizmowi niż ją z nim powiązać. Z tego właśnie powodu zachodnim elitom tak dawniej, jak dziś (a może zwłaszcza dziś?) imponował poziom społecznej dyscypliny obecny w narodach Dalekiego Wschodu, a którego to poziomu nigdy, poza warunkami wojny i kryzysu, nie udało się na Zachodzie wypracować ani utrwalić. Ten „kosmopolityczny intelektualista” chyba nie bez przyczyny dostrzega więc w owym „świcie” Azji nową przestrzeń dla liberalizmu.