Bolton i Pompeo mają przewagę w polityce zagranicznej

Bolton i Pompeo są politycznymi wojownikami, którzy uderzają w najczulsze miejsca. Trump jest uległy, podatny na służalczą manipulację. Mattis jest staroświeckim wojskowym o prostej mentalności, ze wstrętem do zdrady. Wygląda więc na to, że jesteśmy świadkami transformacji antyestablishmentowego kandydata Trumpa w Trumpa – prezydenta neokonserwatywnego – ocenia na łamach The American Conservative Robert Merry.

Omawiając niedawne komentarze prezydenta Donalda Trumpa o sekretarzu obrony Jimie Mattisie, The Wall Street Journal ukrył w swojej historii obserwację, która wskazuje na kierunek polityki zagranicznej prezydenta. W wywiadzie dla programu 60 minutes telewizji CBS, prezydent opisał Mattisa jako „swego rodzaju Demokratę, jeśli mam być szczery” i zasugerował, że nie byłby zaskoczony, gdyby jego sekretarz obrony wkrótce opuścił swoje stanowisko. Po nazwaniu go „dobrym człowiekiem” i powiedzeniu, że obaj „dogadują się bardzo dobrze”, Trump dodał: „Może odejść. W pewnym momencie wszyscy odchodzą. Taki jest Waszyngton”.



Właściwie taki jest Trump, a nie Waszynton. Prezydent domaga się całkowitej i absolutnej lojalności od swoich ludzi, lecz bez wzajemności. W przeciągu pierwszych 14 miesięcy urzędowania, prezydent zdążył zatrudnić trzech doradców ds. bezpieczeństwa narodowego, co odzwierciedla jego niestabilne relacje z wysoko postawionymi współpracownikami. Po wywiadzie udzielonym 60 minutes, Waszyngton był oczywiście zaaferowany spekulacjami na temat tego, co to wszystko może oznaczać dla losu Mattisa i kto może być jego następcą. Waszyngton żywi się takimi spekulacjami, które ujawniły legendarną niestabilność Trumpa w obliczu nowych zawirowań w stolicy.

Nie istnieje darmowe dziennikarstwo. Darmowa jest jedynie propaganda.

Przekaż 50 zł

Zwalczaj propagandę.

Ale znacznie ważniejsze niż przyszłość Mattisa lub miłość Trumpa do chaosu było jedno ze zdań w artykule WSJ. Po skonstatowaniu, że ostatnie sondaże wskazują, na to, że Mattis cieszy się dużym poparciem ze strony Amerykanów, dziennikarka Nancy A. Youssef zauważa: „Ale jego wpływy w administracji zostały osłabione w ostatnich miesiącach, szczególnie po dołączeniu Johna Boltona na stanowisko doradcy ds. bezpieczeństwa narodowego i byłego dyrektora CIA Mike’a Pompeo jako sekretarza stanu”.

ZOBACZ RÓWNIEŻ: Trump kontra sterownicy imperium

Znaczenie ma tutaj fakt, że Bolton i Pompeo reprezentują prawie wszystko, przeciwko czemu Trump opowiadał się podczas kampanii prezydenckiej w 2016 roku. Opowiadał się przeciwko establishmentowi i jego pędowi ku wojnie w Iraku; przeciwko wrogości do Rosji i prowokacyjnej ekspansji NATO na wschód; przeciwko destabilizacji Bliskiego Wschodu poprzez nieprzemyślane i szkodliwe działania w Iraku, Libii i Syrii; przeciwko trwającej  wojnie w Afganistanie; przeciwko zmianom reżimu i globalnej inżynierii społecznej. Bolton i Pompeo reprezentują dokładnie taki rodzaj polityki i działania, jak również ogólny pogląd na politykę zagraniczną, który jest podstawą tej polityki i tych działań.

Trump jednoznacznie sugerował podczas swojej kampanii, że zmieni tę politykę i uniknie tego rodzaju działań. Posunął się nawet tak daleko, w charakterystyczny dla siebie sposób, że oskarżył administrację Busha o okłamywanie narodu amerykańskiego, gdy poprowadziła kraj do wojny w Iraku, w przeciwieństwie do lekkomyślnego i głupiego, choć szczerego błędu w sprawie broni masowego rażenia. Twierdził, że byłoby wspaniale porozumieć się z Rosją i krytykował agresywną ekspansję NATO na wschód. Powiedział, że naszym celem w Syrii powinno być zwalczanie ekstremizmu islamistów, a nie obalanie Baszara Al-Asada. America First odrzucała inżynierię społeczną w innych krajach.

Nie istnieje darmowe dziennikarstwo. Darmowa jest jedynie propaganda.

Przekaż 50 zł

Zwalczaj propagandę.

Jedynym obszarem, w którym wydawał się sprzyjać agresywnej polityce w okresie po zimnej wojnie, był jego stosunek do Iranu. Ale nawet w tym temacie wydawał się mniej wojowniczy niż wielu jego republikańskich oponentów w wyborach w 2016 roku, którzy twierdzili, że w pierwszym dniu urzędowania podrą porozumienie nuklearne z Iranem. Trump, dla kontrastu, powiedział, że był to zły interes, ale chciałby dokonać korekt.

Mimo to, ogólnie rzecz biorąc, każdy, każdy, kto słuchał uważnie Trumpa przed wyborami, mógł w sposób uzasadniony skonkludować, że jeśli byłby szczery w tym co mówił, dokonałby znaczącej zmiany w amerykańskiej polityce zagranicznej po zimnej wojnie, realizowanej przez George’a W. Busha i Baracka Obamę. Teraz wiemy, że nie wierzył w to, co mówił, a ostatnie słowa o losie Mattisa rozwiewa wątpliwości. Nie chodzi o to, że Mattis jest antyestablishmentową postacią, jaką był Trump podczas kampanii; w rzeczywistości jest on doskonałym wytworem tego establishmentu. Powiedział, że Iran jest głównym zagrożeniem dla stabilności na Bliskim Wschodzie. Poparł wysłanie broni dla syryjskich rebeliantów. Potępił zamiar Rosji, by „podzielić NATO”.

Zobacz także: James Mattis straci stanowisko z powodu konfliktu z lobby izraelskim?

Tak więc każdy neutralny obserwator, w momencie wyboru Mattisa na sekretarza obrony, mógł wywnioskować, że był on bardziej niż jego szef zwolennikiem wojowniczej amerykańskiej polityki zagranicznej. Lecz okazało się, że jest wręcz przeciwnie. Są dwa powody takiego stanu rzeczy. Po pierwsze, Mattis jest z natury ostrożny i wydaje mu się, że na serio potraktował stanowisko Trumpa, że nie chce kolejnych niepotrzebnych amerykańskich wojen z wyboru. Dlatego też był przeciwny wycofaniu się z porozumienia nuklearnego z Iranem zanim Trump podjął decyzję. Ten ruch znacznie zwiększył szanse, że Ameryka i Iran znajdą się na drodze do wojny. Mattis przeniósł także niektóre zasoby wojskowe z Bliskiego Wschodu na inne obszary w celu powstrzymania działań Rosji i Chin, które uważał za większe zagrożenie dla bezpieczeństwa USA.

Zobacz także: „NYT”: Mattis chciał uzyskać autoryzację Kongresu dla nalotów na Syrię

Po drugie, okazuje się, że Trump nie posiada prawdziwych przekonań, jeśli chodzi o sprawy światowe. Doskonale dostrzegł frustrację wielu Amerykanów w kwestii polityki zagranicznej ostatnich 16 lat i wykorzystał tę frustrację podczas kampanii wyborczej. Ale jego obecna polityka zagraniczna jest pozbawiona spójnej i silnej filozofii. Popatrzmy na jego podejście do NATO. Podczas kampanii skrytykował ekspansję sojuszu na wschód i agresywne podejście do Rosji; następnie jako prezydent zaakceptował członkostwo malutkiej Czarnogóry w NATO, co było policzkiem dla Rosjan; później zasugerował, że status Czarnogóry w NATO może wciągnąć USA do poważnego konfliktu, jeśli ten mały naród, który określił jako agresywny, popadłby w konflikt z sąsiadem spoza NATO. Taka niekonsekwencja nie jest dziełem człowieka o silnych przekonaniach. Raczej jest cechą charakterystyczną dla kogoś, kto improwizuje na podstawie małej wiedzy.

Nie istnieje darmowe dziennikarstwo. Darmowa jest jedynie propaganda.

Przekaż 50 zł

Zwalczaj propagandę.

Taka sytuacja wydaje się być wspaniałą okazją dla Boltona i Pompeo, których filozofia i przekonania są wyraźne i oczywiste dla wszystkich. Bolton jasno wyraził swoje pragnienie, by Ameryka dokonała zmiany reżimu w Iranie i Korei Północnej. Wspierał wojnę w Iraku i nigdy nie zawahał się w obliczu kolejnych podobnych wydarzeń. Opowiadał się za prewencyjnym uderzeniem przeciwko Korei Północnej. Pompeo ma podobne poglądy. Opowiadał się za wycofaniem z irańskiego porozumienia nuklearnego i stosuje agresywną retorykę zarówno wobec Iranu, jak i Rosji.

Konflikt między Mattisem a nowszymi członkami administracji był prawdopodobnie nieunikniony. New York Times spekuluje, że Bolton prawdopodobnie podważył pozycję Mattisa w oczach Trumpa. Jak twierdzi artykuł: „Bolton, konserwatywny ideolog, którego poglądy na temat polityki zagranicznej są bardziej jastrzębie niż Mattisa, wydaje się pogłębiać podejrzenia prezydenta, że pogląd na świat jego sekretarza obrony jest bliższy poglądom Demokratów niż jego własnym”.

Zobacz także: Trump kontra sternicy imperium

Artykuł nie wyjaśnił podstawy tej spekulacji, ale ma to sens. Bolton i Pompeo są politycznymi wojownikami, którzy uderzają w najczulsze miejsca. Trump jest uległy, podatny na służalczą manipulację. Mattis jest staroświeckim wojskowym o prostej mentalności, ze wstrętem do zdrady. Wygląda więc na to, że jesteśmy świadkami transformacji antyestablishmentowego kandydata Trumpa w Trumpa – prezydenta neokonserwatywnego.

Robert Merry

Nie istnieje darmowe dziennikarstwo. Darmowa jest jedynie propaganda.

Przekaż 50 zł

Zwalczaj propagandę.

Reklama




Zbierzmy 1000 stałych darczyńców i wyłączmy wszystkie zewnętrzne reklamy na Kresach. Pomóż nam zbudować solidną dziennikarską platformę, publikującą ekskluzywne, wysokiej jakości informacje, opinie i analizy, utrzymującą się wyłącznie dzięki zaufaniu Czytelników.

Kresy.pl są w 100% oddolną obywatelską inicjatywą, nie stoją za nami ani medialne konsorcja, ani rządowe dotacje. Naszym celem jest przeciwstawianie się wszelkim formom manipulacji opinią publiczną w Polsce. W dobie wojny informacyjnej nie ma zadania bardziej palącego niż odpowiedzialne wspieranie zaufanych mediów.

Wyłącz reklamy

Wesprzyj jednorazowo

0 odpowiedzi

Zostaw odpowiedź

Chcesz przyłączyć się do dyskusji?
Nie krępuj się!

Dodaj komentarz