Ucieczka pułkownika Ryszarda Kuklińskiego z Polski, która miała miejsce w nocy z 7 na 8 listopada 1981 roku, jest jednym z najbardziej zagadkowych i dramatycznych momentów zimnej wojny.

Choć dokładny przebieg wydarzeń nie jest w pełni jasny, to jedno jest pewne: Kukliński, oficer Ludowego Wojska Polskiego, który przez 10 lat współpracował z CIA, znalazł się w sytuacji, w której musiał opuścić kraj, aby ocalić siebie i swoją rodzinę przed dekonspiracją.

Z CIA współpracował co najmniej od 1972 roku

Jako zastępca szefa Zarządu Operacyjnego Sztabu Generalnego Ryszard Kukliński miał dostęp do najwyższej tajemnicy wojskowej, w tym do planów wojny i ewentualnego wprowadzenia stanu wojennego w Polsce.

Podwójne życie prowadził od grudnia 1972 roku, kiedy przekazał Amerykanom pierwszych trzysta stron dokumentów sfotografowanych sowieckim aparatem marki Zork. Operował pod pseudonimem „Jack Strong”. Wcześniej, gdy CIA jeszcze weryfikowało jego wiarygodność, nadano mu pseudonim „Mewa”.

W 1981 roku pułkownik wiedział, że jest bliski wykrycia. 2 listopada został wezwany na spotkanie w gabinecie zastępcy szefa Sztabu Generalnego, gen. Wacława Szklarskiego. Czekali tam wysocy rangą oficerowie. „Z Rzymu wiadomo, że ostatnia wersja planów stanu wojennego jest w rękach amerykańskich, jest na Langley w CIA [mówił Szklarski]. Kiedy mówił tę drugą wiadomość, jego wzrok był wbity we mnie. Mieli twarze pełne wściekłości, nienawiści, wszystkiego. W tym momencie – jestem tylko zwykłym człowiekiem – serce mi nie pękło, ale przestało bić. I pamiętam jak dzisiaj, że z rąk zaczęła mi ciec woda. Tak mi się ręce trzęsły… To nie był pot, mnie się ręce nigdy nie pocą. Po prostu zaczęła mi ciec woda”, wspominał mówił Kukliński podczas przesłuchania w 1997 roku.

Przez dekadę współpracy z CIA przekazał Amerykanom setki tysięcy stron tajnych dokumentów, dotyczących rozmieszczenia wojsk sowieckich, planów wojny i innych kluczowych informacji. Jego pozycja w strukturach PRL stała się jednak coraz bardziej niebezpieczna, zwłaszcza po ucieczce innego agenta CIA, Włodzimierza Ostaszewicza, który wcześniej mieszkał w tym samym bloku. Kukliński zdawał sobie sprawę, że jego czas w Polsce się kończy.

„Przecież czynem, a nie ofiarą możemy czegoś dokonać”

Na przełomie października i listopada 1981 roku sytuacja nabrała tempa. Władze PRL zaczęły zbierać informacje o działalności Kuklińskiego, a on sam stał się celem inwigilacji. Już wcześniej ostrzegał stronę amerykańską: „Proszę o oszczędne operowanie przekazywanymi przeze mnie danymi, gdyż, jak mi się zdaje, misja moja ma się ku końcowi. Dane te łatwo demaskują źródło. Nie mam nic przeciwko temu, jest to wręcz moja wola, aby przekazywane przeze mnie informacje służyły sprawie tych, którzy o wolność Polski walczą z podniesionym czołem. Gotów jestem także ponieść najwyższą ofiarę, ale przecież czynem, a nie ofiarą możemy czegoś dokonać”.

Dopiero po spotkaniu ze Szklarskim Kukliński odbył dramatyczną rozmowę z żoną informując ją o swoim podwójnym życiu. Postanowili uciec. 2 listopada wysłał też do CIA pilny komunikat, informując o zagrożeniu i prosząc o pomoc w ewakuacji. „Zwracam się z pilną prośbą o instrukcje w sprawie ewakuacji z kraju mnie i mojej rodziny”, pisał. Wiadomość została przesłana za pomocą „Iskry” – urządzenia szpiegowskiego, które umożliwiało szyfrowaną komunikację. W nocy pułkownik spalił wszystkie kompromitujące dokumenty. Jednocześnie przez kilka dni pozorował dalszą, zwykłą pracę dla PRL.

Nie do końca wiadomo, jak uciekł

Co ciekawe, Amerykanie nie dawali mu większych szans. Nadzorujący operację wywiezienia Kuklińskiego agent David Forden pisał po latach: „Nikt w centrali w Waszyngtonie nie dawał mu szansy na uratowanie się z opresji”.

Przez kilka kolejnych dni podejmowane są próby wywiezienia Kuklińskich. Rodzina chodzi na wskazane miejsca spotkań, czekając na transport. Udaje się 7 listopada. Wsiadają do volvo, które prowadzi amerykański agent.

Dokładny sposób samej ucieczki pozostaje niejasny, istnieje kilka wersji tego wydarzenia. Jedna z nich mówi, że Kukliński i jego rodzina zostali wywiezieni tej samej nocy w kartonach dyplomatycznych. Furgonetka na dyplomatycznych tablicach wiozła rodzinę przez granicę, a Kuklińscy dotarli do Berlina Zachodniego, gdzie zostali przyjęci przez amerykański wywiad.

Inna wersja sugeruje, że Kukliński opuścił kraj samolotem, posługując się fałszywym paszportem, który przekazała mu CIA, a jego rodzina została przewieziona do ambasady już wcześniej. Wersje te różnią się szczegółami, jednak wszystkie wskazują, że operacja była skomplikowana i wymagała wyjątkowej precyzji. Kukliński był pod ciągłą obserwacją, a polski wywiad ścigał go na każdym kroku. Istnieje także wersja, że pułkownik, zanim opuścił Polskę, udał się na bankiet w ambasadzie sowieckiej, co mogło być sprytnym posunięciem, mającym na celu zmylenie ścigających go służb.

Czytaj też: Powstanie wysokobudżetowy remake Jacka Stronga – filmu o pułkowniku Kuklińskim

„Zdarzyło się coś, co nie powinno się było zdarzyć. Zniknął płk Ryszard Kukliński”

Najważniejszym punktem jest jednak fakt, że Kukliński zdołał w końcu opuścić kraj i udał się do Stanów Zjednoczonych. Tymczasem w PRL odkryto jego wyjazd: „Zdarzyło się coś, co nie powinno się było zdarzyć. Zniknął płk Ryszard Kukliński, oficer Sztabu Generalnego” – notował w swoim dzienniku we wtorek 9 listopada wicepremier Mieczysław Rakowski.

Dzięki zdobytym przez Kuklińskiego informacjom CIA, Amerykanie byli w stanie skutecznie monitorować plany Układu Warszawskiego i przygotować się na ewentualny konflikt. Choć Kukliński przez wielu w Polsce był uważany za zdrajcę, jego decyzja o współprac z CIA miała na celu ratowanie kraju przed wojną.

Polskie służby podjęły potem próby odnalezienia pułkownika Kuklińskiego w USA, prawdopodobnie z zamiarem porwania lub zamordowania go. Gdy te próby zakończyły się niepowodzeniem, w Polsce przeprowadzono proces pułkownika. W 1984 roku Kukliński został skazany na karę śmierci.

Sam Kukliński we wrześniu 1986 roku przyjął obywatelstwo amerykańskie. „Przez kilka lat się przed tym wzbraniałem, ale w osiemdziesiątym czwartym roku przestałem być polskim obywatelem, po prostu to obywatelstwo mi odebrano, a potem sąd wojskowy skazał mnie na karę śmierci. Pomyślałem więc sobie, że nie wiadomo, czy kiedykolwiek będę mógł wrócić do Polski, i że nadal będę ścigany przez KGB i polski kontrwywiad. I jeżeli coś mi się stanie, to inna będzie reakcja władz amerykańskich, gdy będę obywatelem USA, a inna, gdy pozostanę bezpaństwowcem”, wyjaśniał.

Wyrok śmierci został uchylony w 1995 roku. Ryszard Kukliński zmarł 11 lutego 2004 roku na skutek udaru mózgu.

Kresy.pl / PAP / Polska Zbrojna

Czytaj też: CIA odmawia w sprawie Kuklińskiego

Tagi: , , , , ,
forma płatności