Bitwa pod Kłuszynem, stoczona 4 lipca 1610 roku, była jednym z największych i najbardziej spektakularnych zwycięstw w historii Rzeczypospolitej Obojga Narodów.
Hetman polny koronny Stanisław Żółkiewski, dysponując niespełna 7 tysiącami żołnierzy, rozgromił ponad czterokrotnie liczniejszą armię rosyjsko-zachodnioeuropejską, liczącą 30–35 tys. ludzi. Jak do tego doszło?
Wszyscy chcą przełamać impas
Wiosną 1610 roku Rzeczpospolita kontynuowała zbrojną interwencję w ogarniętej kryzysem Rosji. Głównym celem było zdobycie Smoleńska, obleganego od 1609 roku. Aby odwrócić losy wojny, car Wasyl IV Szujski wysłał na odsiecz miastu dużą armię pod dowództwem brata, Dymitra Szujskiego. W jej skład weszło ok. 10 tys. cudzoziemskich najemników – Szwedów, Niemców, Anglików i Francuzów – pod komendą szwedzkiego generała Jakuba de la Gardie.
Jednak w obozie rosyjskim narastały napięcia. Najemnicy, od miesięcy bez żołdu, buntowali się – m.in. angielscy żołnierze wzniecili tumult. Mimo przysłania przez cara 10 tys. rubli, de la Gardie nie wypłacił żołdu, co pogłębiało frustrację. Mimo to dowództwo rosyjsko-szwedzkie liczyło, że wyczerpane polskie siły będą łatwym celem. Planowano zniszczyć armię Żółkiewskiego, oczyścić pogranicze i ruszyć na odsiecz Smoleńskowi.
Blokada Carowego Zajmiszcza
Część wojsk rosyjskich (ok. 6–10 tysięcy) rozlokowała się w silnie ufortyfikowanym obozie pod Carowym Zajmiszczem, ok. 12–30 km od głównych sił Szujskiego. Żółkiewski zablokował ten obóz, odcinając znajdujących się w nim Rosjan od zaopatrzenia i łączności.
Na odsiecz Zajmiszczu ruszyła 2 lipca cała armia Szujskiego. Siły rosyjsko-cudzoziemskie po szybkim marszu w letnim upale były wyczerpane. Szujski rozbił obóz pod Kłuszynem, ale nawet odpowiednio go nie ufortyfikował. Zabezpieczono się jedynie wozami.
Zamiast czekać na główne siły wroga, Żółkiewski zdecydował się na śmiały manewr. Nocą z 3 na 4 lipca poprowadził przez lasy i bezdroża 2700–4000 ludzi, pozostawiając pod Zajmiszczem tylko siły pozorujące dalszą blokadę. Manewr był zaskoczeniem – rano, po dziewięciu godzinach marszu, hetman stanął przed całkowicie nieprzygotowanym przeciwnikiem.
Przewaga husarii była miażdżąca
Pole bitwy było trudne – lasy, bagna i wąskie przejścia między płotami utrudniały manewry. Naprzeciw husarii stanęła dobrze ustawiona piechota najemna. „Tylko męstwo mogło zapewnić owo zwycięstwo, stąd rzadko spotykany poziom determinacji u żołnierzy” – pisze na stronach Pałacu Wilanów historyk Przemysław Gawron. – „Polacy i Litwini mieli zaufanie do swoich dowódców i wierzyli w rozsądek i doświadczenie swoich oficerów, na czele z hetmanem.” U Rosjan było zupełnie odwrotnie. Ludzie nie chcieli umierać za niepopularnego cara, a Dymitr Szujski był kiepskim wodzem. Najemnicy nie otrzymywali żołdu.
Armia Żółkiewskiego liczyła według różnych źródeł 2700–7000 ludzi, z czego większość stanowili husarze. Przeciwnik miał 30–35 tysięcy ludzi, w tym ok. 10 tysięcy najemników. Kluczowa okazała się przewaga jakościowa – husaria była doskonale wyszkolona, uzbrojona i zorganizowana. Rajtaria i cudzoziemska piechota nie była w stanie jej sprostać.
Przełomem okazała się bierność (lub zdrada) cudzoziemskich najemników, sfrustrowanych brakiem wynagrodzenia i konfliktami z Rosjanami. Część przeszła na stronę Żółkiewskiego, inni zaniechali walki. Odsłonięci Rosjanie ulegli panice. Husaria przełamała przeszkody, rozbijając kolejne linie wroga. W popłochu rosyjscy żołnierze mieli wykrzykiwać: „Siadaj portki, dawaj konia!” Bitwa zakończyła się kompletną klęską wojsk Szujskiego. Pola pod Kłuszynem pokryły się ciałami poległych.
Jak pisał na naszych stronach Radosław Sikora: „Natychmiast po bitwie, obładowane zdobyczą wojsko polskie ruszyło spiesznym marszem w drogę powrotną – pod Carowe Zajmiszcze. Wałujew [dowódca obozu w Zajmiszczu] na szczęście nie zorientował się w podziale wojsk polskich i nie przedsięwziął żadnej akcji zbrojnej. Gdy Polacy powiadomili go o swoim zwycięstwie pod Kłuszynem, nie chciał uwierzyć. Dopiero gdy pokazali mu zdobyczne chorągwie i więźniów, gdy pozwolono posłać na miejsce bitwy swoich ludzi, dał wiarę. Po dłuższych rokowaniach, wraz ze swoją armią, poddał się Żółkiewskiemu. Ponieważ w wyniku bitwy większość cudzoziemców przeszła na polską stronę, a i Rosjanie zaczęli czy to łączyć się z Żółkiewskim, czy też poddawać pod jego protekcję, droga do Moskwy stanęła otworem.”
Przeczytaj artykuł Radosława Sikory o bitwie pod Kłuszynem
Punkt kulminacyjny naszej potęgi
Bitwa otworzyła Rzeczypospolitej drogę na Moskwę. 27 lipca armia polsko-litewska wkroczyła do stolicy. Car Wasyl Szujski został obalony, a bojarzy zaproponowali tron królewiczowi Władysławowi Wazie.
Mimo sukcesu militarnego, nie osiągnięto trwałych korzyści politycznych. Plan unii z Rosją upadł z powodu różnic religijnych, ustrojowych i kulturowych – układ z bojarami nie przetrwał. Choć w 1611 zdobyto Smoleńsk, to właśnie Kłuszyn był punktem kulminacyjnym potęgi militarnej Rzeczypospolitej.
Bitwa pod Kłuszynem przeszła do legendy jako szczyt potęgi husarii i dowód kunsztu dowódczego Stanisława Żółkiewskiego.
Czytaj też: Carowie Szujscy zostali pochowani w Warszawie. Co stało się z ich kaplicą grobową?











