Władze Białorusi skoncentrowały w poniedziałek w Mińsku poważne siły by uniemożliwić przeprowadzenie marszu w rocznicę katastrofy czarnobylskiej.
Białoruskie organizacje opozycyjne przez lata organizowały w rocznicę wybuchu w elektrowni atomowej w Czarnobylu swoje manifestacje. Upamiętniały one skutki radioaktywnego skażenia, które w 1986 r. przybrało szczególnie szeroki zakres w Białoruskiej SRR, ale wyrażały też sprzeciw wobec władzy Aleksandra Łukaszenki, choć pierwszy „Białoruski szlak” został urządzony przez BNF w Mińsku jeszcze w 1989 r. i miał charakter antyradziecki.
Także w tym roku opozycjoniści złożyli wniosek do władz Mińska o umożliwienie im przeprowadzenia manifestacji. Podpisali go przewodniczący Białoruskiego Frontu Narodowego Ryhor Kastusiou, przewodniczący partii Zielonych Dzmitryj Kuczuk oraz przewodnicząca Białoruskiej Socjaldemokratycznej Partii Ludmiła Wołkowa. Prośba nie została zaakceptowana, a sam Kastusiou trafił do aresztu jako podejrzany o udział w grupie planującej morderstwo Aleksandra Łukaszenki i zamach stanu.
Władze zadbały aby nikt nie zdołał przeprowadzić na ulicach miasta niesankcjonowanego zgromadzenia. Jak zrelacjonował portal Tut.by w centrum białoruskiej stolicy zgromadzono znaczne siły OMON-u, Wojsk Ministerstwa Spraw Wewnętrznych i milicji. Rozmieszczono je obok gmachu Narodowej Akademii Nauk, wokół Placu Wolności, Placu Październikowego, ulicy Lenina i Niemigi.
Funkcjonariusze zatrzymywali przechodniów w centrum Mińska. Byli oni legitymizowanie. W przypadku niektórych przeszukiwano plecaki i torebki, a nawet przeglądano zawartość telefonów komórkowych. Według Centrum Obrony Praw Człowieka Wiesna zatrzymano co najmniej sześć osób.
tut.by/kresy.pl
































