Prokuratura Okręgowa w Warszawie odwołała się od wyroku uniewinniającego żołnierza, który w marcu 2024 roku oddał 12 strzałów podczas próby nielegalnego przekroczenia polsko-białoruskiej granicy przez imigrantów. Sprawą Karola S. zajmie się teraz Wojskowy Sąd Okręgowy w Warszawie.

Pod koniec maja Wojskowy Sąd Garnizonowy w Lublinie uniewinnił 25-letniego szeregowego od zarzutów przekroczenia uprawnień oraz narażenia innych osób na bezpośrednie niebezpieczeństwo utraty życia albo ciężkiego uszczerbku na zdrowiu. Wyrok nie był prawomocny. „Apelacja została przyjęta i przekazana do rozpoznania do Wojskowego Sądu Okręgowego w Warszawie” – poinformował w niedzielę rzecznik warszawskiej prokuratury okręgowej prok. Piotr Skiba.

Obrońca żołnierza mec. Edyta Skwira oceniła, że środek odwoławczy stanowi polemikę prokuratury z ustaleniami i rozstrzygnięciem sądu pierwszej instancji. „Czekamy na termin rozprawy” – przekazała.

Uzasadniając uniewinnienie, sędzia Radosław Hunek podkreślił, że Karol S. nie przekroczył przysługujących mu uprawnień. „Żołnierz wykonywał swoje zadanie zgodnie z obowiązkami” – podkreślił.

Sąd wskazał, że żołnierze mają konstytucyjny i ustawowy obowiązek obrony granic państwa. Na podstawie ustawy o obronie ojczyzny mogą natomiast stosować środki przymusu bezpośredniego oraz broń w sposób odpowiadający występującemu zagrożeniu.

Według sądu oddelegowanie wojskowych do służby granicznej i przyznanie im części uprawnień Straży Granicznej nie pozbawia ich prawa do użycia broni. Sąd uznał również, że strzały oddane przez oskarżonego nie były wymierzone w migrantów, żołnierzy ani funkcjonariuszy Straży Granicznej. Formalnie uznani za pokrzywdzonych mundurowi zeznali, że nie czuli się zagrożeni i nie domagali się ścigania Karola S.

Do zdarzenia doszło 25 marca 2024 roku w rejonie Dubicz Cerkiewnych. Według aktu oskarżenia grupa migrantów rozgięła przęsła stalowej bariery za pomocą samochodowego lewarka, a następnie przedostała się na terytorium Polski. Migranci nieśli drabiny, przy użyciu których zamierzali pokonać zwoje concertiny.

Karol S. znajdował się wówczas w odległości od około 210 do 164 metrów od miejsca zdarzenia. Prokuratura twierdzi, że żołnierz, przyjmując postawę strzelecką, oddał łącznie 12 strzałów wzdłuż drogi granicznej, na której znajdowali się migranci oraz polscy mundurowi.

Trzy pociski miały rykoszetować po uderzeniu w betonowy słup, ziemię i drut ostrzowy. Pozostałych dziewięć przeleciało obok grupy. W tym czasie migranci wycofywali się w stronę Białorusi, rzucając kamieniami i gałęziami w żołnierzy oraz funkcjonariuszy. Polskie służby używały wobec nich gazu łzawiącego.

Biegły z zakresu balistyki ocenił, że pociski, które nie rykoszetowały, zachowywały energię zdolną spowodować zranienie lub śmierć człowieka.

Sam żołnierz nie przyznał się do winy. Wyjaśniał, że najpierw wezwał migrantów do zatrzymania się, a następnie ostrzegł ich, że będzie strzelał. Utrzymywał, że oddał strzały alarmowe i ostrzegawcze w bezpiecznym kierunku, pod niewielkim kątem w powietrze. Miały one również zaalarmować sąsiednie posterunki.

Karol S. pełnił wówczas służbę w 1. Warszawskiej Brygadzie Pancernej. Wcześniej nie był karany.

Decyzję prokuratury skrytykował poseł Prawa i Sprawiedliwości Radosław Fogiel. W niedzielnym programie Polsat News ocenił ją jako „szokującą” i „skandaliczną”.

Polityk podkreślił, że żołnierz został uniewinniony przez sąd wojskowy po tym, jak użył broni podczas nielegalnego przekraczania granicy. Zarzucił prokuraturze ściganie i prześladowanie funkcjonariuszy broniących polskiej granicy.

Zobacz: Umorzyli sprawę napaści migranta na żołnierza. Za to żołnierz wciąż pod lupą prokuratury

Czytaj: Żołnierz z zarzutami po postrzeleniu nielegalnego migranta na granicy

polsatnews.pl / Kresy.pl

Tagi: , , , , ,
forma płatności