Na terenach kontrolowanych przez władze Ukrainy mieszka obecnie około 27–28 mln ludzi, a po zakończeniu wojny nie należy oczekiwać baby boomu – ocenia demograf Ołeksandr Hładun. Ostrzega, że masowy napływ cudzoziemców może podnieść czynsze, zahamować wzrost płac, a w ciągu 20–25 lat migranci i ich rodziny mogliby stanowić nawet jedną trzecią ludności kraju.
Demograf zaznaczył w przeprowadzonej w tym tygodniu rozmowie, że nie można obecnie wiarygodnie określić liczby osób przebywających na terenach okupowanych. Ze względu na wojnę ukraińska służba statystyczna nie publikuje danych demograficznych, dlatego naukowcy opierają swoje szacunki między innymi na informacjach Ministerstwa Sprawiedliwości o urodzeniach i zgonach, danych straży granicznej, organizacji międzynarodowych oraz badaniach ankietowych. Wskazał, że obecnie na terenach kontrolowanych przez władze Ukrainy mieszka obecnie około 27–28 mln ludzi.
Ostatni powszechny spis ludności na Ukrainie przeprowadzono w 2001 roku. Według Hładuna organizowanie kolejnego podczas wojny nie ma sensu ze względu na niestabilne procesy migracyjne. Spis powinien zostać przeprowadzony rok lub dwa lata po zakończeniu działań wojennych.
Z danych przywołanych przez demografa wynika, że poza Ukrainą, z wyłączeniem Rosji, przebywa około 5,8 mln Ukraińców. Z kolei ujemne saldo przekroczeń zachodniej granicy od rozpoczęcia rosyjskiej inwazji na pełną skalę wynosi około 3,3 mln osób. Najważniejszym warunkiem powrotu uchodźców pozostaje bezpieczeństwo, przy czym wraz z przedłużaniem się wojny maleje odsetek osób planujących powrót.
Hładun ocenił, że po zakończeniu wojny nie nastąpi na Ukrainie baby boom. Możliwy jest jedynie niewielki, kompensacyjny wzrost liczby urodzeń, który nie odwróci długotrwałego trendu demograficznego.
Na Ukrainie coraz bardziej rozpowszechnia się model rodziny z jednym dzieckiem. Demograf wiąże to między innymi z sytuacją gospodarczą, wysokimi kosztami mieszkań, niedostatecznie rozwiniętą infrastrukturą społeczną oraz procesami obserwowanymi również w innych państwach.
Starzenie się społeczeństwa wynika jego zdaniem przede wszystkim ze spadku liczby dzieci i młodych ludzi, a nie ze znacznego wydłużenia średniej długości życia. Zjawisko to zwiększa obciążenie solidarnościowego systemu emerytalnego, który już od wielu lat wymaga znacznych dopłat z budżetu państwa.
Hładun odniósł się również do propozycji uzupełniania niedoborów pracowników przez masowe sprowadzanie cudzoziemców. Jego zdaniem skutki takiej polityki należy rozpatrywać osobno z perspektywy państwa, przedsiębiorców i obywateli.
„Obywatele w ogóle nic na tym nie zyskają” – oświadczył demograf.
Jak wyjaśnił, napływ dużej liczby zagranicznych pracowników zwiększyłby popyt na mieszkania, prowadząc do wzrostu czynszów. Większa konkurencja na rynku pracy ograniczałaby natomiast wzrost wynagrodzeń.
Korzyści dla państwa również nie byłyby jednoznaczne. Wprawdzie wzrosłaby liczba podatników, ale jednocześnie zwiększyłyby się wydatki na ochronę zdrowia, edukację, pomoc społeczną oraz organy ścigania.
„Najwięcej zyska na tym biznes, który odczuwa niedobór pracowników” – powiedział Hładun.
Zdaniem demografa zagraniczni pracownicy powinni być zatrudniani przede wszystkim czasowo, na podstawie kontraktów zawieranych w celu realizacji konkretnych przedsięwzięć, między innymi związanych z odbudową Ukrainy.
Ostrzegł, że trwała i masowa imigracja może wywołać dodatkowe problemy społeczne oraz demograficzne. Według jego szacunków, gdyby taka polityka została zastosowana na dużą skalę, za 20–25 lat migranci i członkowie ich rodzin mogliby stanowić nawet jedną trzecią ludności Ukrainy.
Hładun uznał także, że powrót Ukrainy w najbliższej przyszłości do poziomu 42 mln mieszkańców jest nierealny. Przezwyciężenie kryzysu demograficznego będzie wymagało między innymi wspierania rodzin, rozwoju gospodarczego, zwiększenia wydajności pracy, ograniczenia zatrudnienia w szarej strefie oraz skuteczniejszego wykorzystania krajowych zasobów pracy.
Czytaj: Reuters: Ukraina stoi w obliczu załamania demograficznego
nas.gov.ua / komersant.ua / Kresy.pl
































