W Hoszczy na Ukrainie oddział położniczy świeci pustkami – symbolizując pogłębiający się kryzys demograficzny. Według rozmówców agencji Reuters malejąca liczba urodzeń, masowa emigracja i wysoka śmiertelność mogą w kolejnych dekadach doprowadzić do dramatycznego spadku liczby mieszkańców kraju.
Na początku grudnia doniesienia agencji Reuters, oparte na rozmowach z mieszkańcami zachodnioukraińskiej Hoszczy, wskazały skalę kryzysu demograficznego, z jakim mierzy się Ukraina. W miejscowym szpitalu oddział położniczy pozostaje niemal pusty. Według danych władz lokalnych odnotowano tam 139 urodzeń od początku roku, podczas gdy w 2024 roku było ich 164, a ponad dekadę temu – ponad 400.
Ginekolog Jewhen Hekkel mówił, że „wielu młodych mężczyzn zginęło”, co – jak ujął – pozbawiło kraj części potencjalnego „zasobu genetycznego”. Problemy widać nie tylko w placówkach medycznych. W pobliskiej wsi Sadowe zamknięto szkołę, która do niedawna kształciła ponad 200 uczniów. „Dwa lata temu byliśmy zmuszeni zamknąć tę instytucję, bo zostało tylko dziewięcioro dzieci” – przekazał szef rady miejskiej Hoszczy, Mykoła Panczuk.
Zobacz też: Ukraina straciła miliony kobiet, a teraz może stracić ich mężów – ostrzega demograf
Według Instytutu Demografii Narodowej Akademii Nauk Ukrainy populacja kraju, która przed agresją Rosji liczyła około 42 mln osób, spadła poniżej 36 mln, wliczając kilka milionów mieszkańców terenów zajętych przez wojska rosyjskie. Prognozy mówią o możliwości dalszego zmniejszenia tej liczby do 25 mln w 2051 roku. Ujęte w CIA World Factbook dane za 2024 rok plasują Ukrainę wśród państw o najwyższej śmiertelności i najniższym współczynniku urodzeń na świecie – na jedno urodzenie przypadają tam około trzy zgony.
Dodatkowym czynnikiem pozostaje spadek średniej długości życia. Rządowe statystyki wskazują, że oczekiwana długość życia mężczyzn obniżyła się z 65,2 roku przed rosyjską agresją do 57,3 roku w 2024 roku. W przypadku kobiet spadek wyniósł z 74,4 do 70,9 roku.
Władze w Kijowie podkreślają, że odbudowa kraju będzie wymagała milionów pracowników. W 2024 roku przedstawiono strategię demograficzną do 2040 roku, przewidującą deficyt około 4,5 mln pracowników w najbliższej dekadzie. Największe potrzeby dotyczą budownictwa, technologii oraz administracji. Strategia zakłada m.in. zatrzymanie dalszej emigracji, poprawę jakości usług publicznych oraz zachęcanie do powrotu obywateli mieszkających za granicą. Jeśli działania przyniosą skutek, populacja mogłaby wzrosnąć do 34 mln do 2040 roku, choć przy utrzymaniu obecnych trendów może spaść do 29 mln.
W Hoszczy widoczne są także skutki strat ponoszonych na froncie. Władze szacują, że od 2022 roku zginęło 141 mieszkańców miasta i okolic, a kolejnych 11 poległo od 2014 roku, walcząc przeciw wspieranym przez Rosję formacjom w Donbasie. W miejscowych szkołach widać wyraźny spadek liczby pierwszoklasistów, a – jak podała dyrektorka jednej z placówek, Marianna Chrypa – około 10% absolwentów wyjeżdża z kraju, najczęściej chłopcy. Rodzice starają się wysłać dzieci za granicę, zanim ukończą 18 lat, gdyż od tego wieku obowiązuje zakaz opuszczania kraju przez mężczyzn.
Ukraina, której populacja w 2001 roku przekraczała 48 mln, borykała się z trendem depopulacji jeszcze przed obecną fazą konfliktu. Po 2022 roku zjawisko masowej emigracji uległo znacznemu przyspieszeniu. Według Centrum Strategii Ekonomicznej około 5,2 mln osób, które wyjechały po rosyjskiej agresji, nadal przebywa za granicą. Eksperci przewidują, że od 1,7 do 2,7 mln z nich pozostanie poza krajem na stałe. Możliwe jest także, że po zakończeniu działań wojennych dołączy do nich część dorosłych mężczyzn.
Według Oleksandra Hładuna, zastępcy dyrektora Instytutu Demografii, kryzys pogłębia fakt, że wśród uchodźców dominują młodsze kobiety. Niezależne prognozy ONZ z 2024 roku są pesymistyczne – populacja Ukrainy może w 2100 roku liczyć między 9 a 23 mln osób.
Oddział położniczy w Hoszczy stracił finansowanie rządowe w 2023 roku, gdy nie udało się osiągnąć wymaganego progu 170 porodów rocznie. „Mieliśmy dziecko, które urodziło się o 15 minut za późno, więc wyszło 169” – powiedział Panczuk. Obecnie oddział funkcjonuje jedynie dzięki środkom z budżetu samorządowego.
Zobacz też: Po wojnie na Ukrainie może zostać tylko 25 mln ludzi
Kierująca nim Inna Antoniuk podkreśla, że nawet jedna trzecia rodzących kobiet to żony żołnierzy, z których część jest uznana za zaginionych. Mimo że linia frontu wschodniego przesuwa się powoli, Rosja nasiliła ataki rakietowe i dronowe, co dodatkowo wpływa na decyzje rodzin dotyczące posiadania dzieci.
W okolicznych wsiach odnotowuje się dalsze wyludnienie. W Dulibach, położonych niecałe 10 km od Hoszczy, wiele domów stoi opuszczonych. Mieszkanka wsi, Oksana Formanczuk, powiedziała, że jej mąż zaginął na froncie, a obawy budzi ewentualna mobilizacja jej dwóch dorosłych synów. „Co zrobię, jeśli ich też zabiorą?” – mówi.
Na ulicach Hoszczy młodzi ludzie wskazują na niepewność ekonomiczną i przyszłość bez stabilnych warunków życia. „Nie ma stabilności, nie ma na czym budować” – podkreśliła 21-letnia Anastasija Juszczuk, wyjaśniając, dlaczego ona i jej rówieśnicy odkładają decyzję o założeniu rodziny.
Wiceszefowa lokalnej rady, Anastasija Tabekowa, której mąż służy w wojsku, mówiła, że dzieci niosą nadzieję. „Znam wiele kobiet, których mężowie walczą, i takie, których mężowie już do nas nie wrócą. One trzymają się dzięki dzieciom – to dla nich powód, by się nie poddać”.
Kresy.pl/Reuters































