4 lipca 1916 roku pod Kostiuchnówką na Wołyniu rozpoczęła się najkrwawsza bitwa Legionów Polskich w czasie I wojny światowej.
Przez trzy dni polskie oddziały, walczące u boku państw centralnych, odpierały natarcie przeważających sił rosyjskich.
Starcie było częścią ofensywy Brusiłowa, jednej z największych operacji armii rosyjskiej przeciwko Austro-Węgrom i Niemcom. Po przełamaniu frontu pod Łuckiem Rosjanie parli dalej na zachód, a jednym z ważnych kierunków ich uderzenia była droga na Kowel. Na tym odcinku drogę zagrodziły im Legiony Polskie.
W rejonie Kostiuchnówki, Optowej i Wołczecka znajdowały się oddziały wszystkich trzech brygad legionowych. Pierwszą linię obsadzały przede wszystkim I i III Brygada, natomiast II Brygada pozostawała w odwodzie.
Szczególne znaczenie miała wysunięta Reduta Piłsudskiego, a także umocnienia w Polskim Lasku i Lasku Saperskim. Całością sił legionowych dowodził generał Stanisław Puchalski, a Józef Piłsudski, dowódca I Brygady, kwaterował w pobliskim Karasinie.
Dysproporcja sił była znaczna. Po stronie legionowej znajdowało się około 5,5 tys. strzelców i 800 ułanów. Wojska rosyjskie miały około 13 tys. piechoty, 3 tys. kawalerii i wyraźną przewagę artyleryjską.
Rosyjski atak rozpoczął się rano 4 lipca od silnego ostrzału. Artyleria niszczyła okopy, zasieki i połączenia telefoniczne, a obserwatorzy z balonów korygowali ogień. Po przygotowaniu artyleryjskim ruszyła piechota. Legionistom udało się powstrzymać pierwsze natarcia, lecz sytuacja stawała się coraz trudniejsza, zwłaszcza po zachwianiu się sąsiednich odcinków obsadzonych przez sojuszników.
Najcięższe walki toczyły się o Redutę Piłsudskiego i Polski Lasek. Żołnierze bronili pozycji w upale, pod ogniem artylerii i karabinów maszynowych, często przy zerwanej łączności z dowództwem. Dochodziło również do walk wręcz. Szczególnie ciężkie straty poniósł 5. Pułk Piechoty Legionów.
5 lipca legioniści próbowali kontratakować, jednak przewaga Rosjan była zbyt duża. Mimo to polskie oddziały nie zostały rozbite. 6 lipca odparły jeszcze szarżę kawalerii rosyjskiej, po czym otrzymały rozkaz dalszego odwrotu. Wycofywały się dopiero wtedy, gdy groziło im oskrzydlenie lub okrążenie.
Bitwa pod Kostiuchnówką zakończyła się odwrotem Legionów, lecz nie była klęską w sensie wojskowym. Polacy opóźnili rosyjskie natarcie i umożliwili uporządkowane cofnięcie się wojsk austro-węgierskich na tym odcinku frontu. Cena była bardzo wysoka: poległo, zostało rannych lub zaginęło około 2 tys. legionistów.
W rozkazie wydanym 11 lipca 1916 roku Józef Piłsudski podkreślał postawę żołnierzy I Brygady. „Dumny jestem z zachowania się I Brygady w tych bojach pod Kostiuchnówką, chcę zaś wierzyć, że każdy z nas, jak to prawemu żołnierzowi przystoi, wyniósł z tych dni dużo doświadczenia i nauki, gdy tyle dla siebie nowych rzeczy widział, w tylu nowych formach boju brał udział. W kilka dni takiego boju rekrut staje się starym wiarusem, który ma co wspominać i czego uczyć drugich” — pisał.
Kostiuchnówka stała się jednym z najważniejszych miejsc pamięci legionowej. Pokazała wartość bojową polskich żołnierzy i wzmocniła polityczne znaczenie sprawy polskiej w obozie państw centralnych. Kilka miesięcy później, 5 listopada 1916 roku, cesarze Niemiec i Austro-Węgier ogłosili zapowiedź utworzenia Królestwa Polskiego, co po latach zaborów ponownie wprowadziło sprawę polską do oficjalnej polityki międzynarodowej.
Czytaj też: Legioniści stworzyli w Karpatach Rzeczpospolitą Rafajłowską. W styczniu 1915 stoczyli bitwę o jej utrzymanie
Kresy.pl / Dzieje














