Szef Biura Polityki Międzynarodowej w Kancelarii Prezydenta Marcin Przydacz skrytykował administrację Donalda Trumpa za brak wcześniejszych konsultacji z sojusznikami przed wywołaniem wojny na Bliskim Wschodzie wraz z Izraelem. Jednocześnie podkreślił, że państwa dysponujące większym potencjałem wojskowym od Polski powinny rozważyć wsparcie dla Stanów Zjednoczonych.

W środę w Radiu ZET Przydacz stwierdził, że decyzje USA i Izraela dotyczące Iranu powinny były zostać wcześniej omówione w ramach NATO. „Jeśli nasz sojusznik zza oceanu chce europejskiej pomocy, to minimalny szacunek wymagałby konsultacji wcześniej, a nie dopiero wtedy, gdy pojawiają się problemy” – powiedział.

„Na pewno należałoby oczekiwać większych konsultacji z kluczowymi sojusznikami – w przeddzień czy tydzień przed atakiem. Sytuacja, w której najpierw podejmuje się działania, a potem, gdy pojawiają się problemy, oczekuje się pomocy, nie jest optymalna”.

Przydacz zaznaczył jednocześnie, że nie kwestionuje strategicznego znaczenia sojuszu ze Stanami Zjednoczonymi. Podkreślił jednak, że brak reakcji europejskich partnerów na oczekiwania Waszyngtonu może w przyszłości osłabić gotowość USA do udzielenia pomocy Polsce w razie zagrożenia.

Przydacz ocenił także działania Izraela na Bliskim Wschodzie. Pytany, czy Izrael stoi „po jasnej stronie mocy”, odpowiedział krótko: „Nie”. Dodał, że wielu działań Izraela „nie dałoby się obronić w sensie moralnym” i że są one prowadzone w niezgodzie z prawem międzynarodowym i humanitarnym.

Wypowiedź ta pojawiła się w nawiązaniu do wcześniejszej tezy wygłoszonej w Radio ZET przez wiceprezesa PiS Mariusza Błaszczaka. Polityk pytany o sytuację na Bliskim Wschodzie powiedział: „Przecież Izrael jest częścią wolnego świata. Przecież Izrael jest po jasnej stronie mocy, a nie po ciemnej stronie mocy”.

„W Strefie Gazy również po jasnej stronie mocy?” – zapytał Rymanowski. „Co robił Iran? Iran jest po stronie Rosji” – odpowiedział Błaszczak.

Później były szef MSZ z czasów rządów PiS Jacek Czaputowicz uznał, że Polska powinna była rozważyć skierowanie jednej baterii Patriot i co najmniej 100 polskich żołnierzy do jednego z państw arabskich jako gest lojalności wobec Donalda Trumpa. W jego ocenie obecna postawa osłabia polskie relacje ze Stanami Zjednoczonymi.

Relacje między Pałacem Prezydenckim a rządem

Odnosząc się do doniesień o możliwym przesunięciu polskiej baterii Patriot na Bliski Wschód, Przydacz zapewnił, że na poziomie prezydenta Karola Nawrockiego nie prowadzono takich rozmów. „Nie mam też sygnałów od Amerykanów, by naciskali na przesyłanie sprzętu” – dodał.

Minister skrytykował jednocześnie premiera Donalda Tuska i szefa MON Władysława Kosiniaka-Kamysza za wywoływanie tego tematu. „Pierwszą osobą, która wywołała temat przesuwania wojsk, był Donald Tusk, mówiąc, że «chodzą takie słuchy». To kłamstwo, by zaatakować prezydenta i opozycję” – stwierdził.

Przydacz poruszył także kwestię współpracy między Kancelarią Prezydenta a rządem w polityce zagranicznej. Zarzucił administracji Tuska brak przekazywania notatek ze spotkań premiera, w przeciwieństwie do materiałów przekazywanych przez prezydenta (m.in. po rozmowie z Viktorem Orbánem). „Od 9 miesięcy nie dostaliśmy żadnej notatki z żadnej rozmowy pana premiera. Dyplomaci w MSZ mówią, że tak się nie da pracować” – powiedział.

W krytycznych słowach odniósł się również do zarzutów o rzekomą prorosyjskość obozu prezydenckiego: „Premier próbuje budować fałszywą narrację o rzekomej prorosyjskości… Prezydent jest człowiekiem ściganym przez Putina, a Donald Tusk ściskał się z Władimirem Putinem. Ma najwięcej zdjęć ze spotkań i zbijania żółwików z Putinem. Czy naprawdę, panie Tusk, wydaje się panu, że ludzie tego nie pamiętają?”

Minister odniósł się też do sporu o ambasadorów, wskazując, że przedłużający się brak rozwiązania tej kwestii negatywnie odbija się na wizerunku Polski za granicą. Niektóre państwa otwarcie zarzucają Polsce „oszustwo”.

Kresy.pl/Radio ZET

Tagi: , ,
forma płatności