Polszczyzna zachowała wyjątkowo bogaty zasób słów opisujących zimowe zjawiska przyrodnicze. Część z nich wciąż funkcjonuje w języku codziennym, inne jednak wyszły z użycia lub przetrwały jedynie w języku specjalistycznym.
Zestawienie takich określeń opublikowało w mediach społecznościowych Towarzystwo Krajoznawcze Krajobraz, przypominając słownictwo ukształtowane w realiach długich i surowych zim. O bogactwie zimowej polszczyzny przypomniał także serwis PAP Nauka w Polsce.
Jak podkreśla Jan Mencwel, pomysłodawca inicjatywy i członek Towarzystwa Krajoznawczego Krajobraz, różnorodność tego słownictwa ma swoje historyczne uzasadnienie. „Słowa na określenia zimowych zjawisk na ogół są stare. Nie jest przypadkiem, że mamy w języku polskim tyle zwrotów opisujących zimowe zjawiska. Zimy trwały u nas zwykle długo, były mroźne i śnieżne. Mamy więc bardzo dużo określeń, których po prostu zapomnieliśmy” — powiedział PAP.
Czytaj też: W Polsce „dron”, na świecie „slop” i „rage bait”. Słowa, które zdefiniowały 2025 rok
Słowa te bardzo precyzyjnie opisują konkretne formy śniegu, lodu czy mrozu. Wśród zapomnianych lub rzadko dziś używanych pojęć znajduje się „śryż” — skupisko drobnych, gąbczastych bryłek lodu unoszących się w rzece przy temperaturze poniżej 0 st. C. Jest to wczesna faza zamarzania wody i zapowiedź tworzenia się pokrywy lodowej. „Okiść” oznacza ciężki, mokry śnieg osiadający na drzewach, często prowadzący do łamania gałęzi. Z kolei „szreń” to twarda, zbita warstwa śniegu powstała po częściowym roztopieniu i ponownym zamarznięciu.
W opisie zimowych zjawisk funkcjonuje natomiast nadal powszechnie używana „szadź”, czyli lodowy osad powstający z przechłodzonych kropelek wody osiadających na wychłodzonych powierzchniach. Rzadko spotykane „sastrugi” oznaczają charakterystyczne fałdy i grzbiety śniegu uformowane przez wiatr, spotykane głównie na otwartych przestrzeniach. „Morszkulce” to z kolei naturalne kule lodowe tworzące się na brzegach mórz i jezior w warunkach temperatury bliskiej zeru stopni, natomiast „torosy” to spiętrzenia kry lodowej powstające wtedy, gdy napierające na siebie płyty lodu zostają wyniesione ku górze pod wpływem wiatru i fal.
W zestawieniu znalazły się również „oparzelisko”, czyli miejsce na torfowisku, jeziorze lub rzece, które nie zamarza nawet podczas silnych mrozów, oraz „przetaina” — niebezpieczna luka w lodzie lub śniegu, w której pokrywa stopniała.
Zdaniem językoznawcy Marka Łazińskiego nazwy zimna w językach słowiańskich są szczególnie rozbudowane. „Mróz i lód są u nas swojskie. W tych słowach zachował się ślad epok, gdy zimno było codziennym doświadczeniem” — podkreśla. Zwraca uwagę, że zanik takiego słownictwa wiąże się głównie z urbanizacją i coraz rzadszym bezpośrednim kontaktem z przyrodą.
Czytaj też: Litewscy językoznawcy bronią polskiej pisowni
Kresy.pl / PAP Nauka w Polsce































