Państwowa Inspekcja Językowa Litwy domaga się od władz rejonu solecznickiego usunięcia ozdobnej talibcy z polskojęzyczną nazwą wsi Posolcz.
Wieś Posolcz położona jest przy samej granicy z Białorusią. Od lat przy wjeździe do niej ustawiona jest duża, rzeźbiona drewniana instalacja z polską nazwą tej niewielkiej miejscowości zamieszkanej przez kilkadziesiąt osób. Rejon solecznicki jest jedynym rejonem Litwy, gdzie etniczni Polacy stanowią bezwzględną większość mieszkańców – 76 proc. Mimo tego tablica znalazła się na celowniku instytucji odgrywające na Litwie rolę swoistej policji językowej.
“My piszemy nazwy własne po litewsku” – zaznaczył szef Państwowej Inspekcji Językowej Audrius Valotka. “I żadne Soliečnykai i Druskienykai nie są na Litwie dopuszczalne” – dodał litewski urzędnik, który być może zniekształcił polskie nazwy Solecznik i Druskiennik, a być może zrobiła to redakcja portalu mająca najwyraźnie problem z prawidłową transkrypcją polskich nazw własnych
Cytujący go portal TV3.lt w sobotnim artykule twierdzi, że Inpekcja jeszcze przed nowym rokiem wysłała do samorządu rejonu solecznickiego pismo z żądaniem likwidacji instalacji z polskojęzycznym napisem. Jednak dyrektor administracji rejonu nie zamierza podporządkować się temu żądaniu. “To już kolejny raz kiedy otrzymujemy skargę Inspekcji Językowej tego rodzaju. Nie wiem czy powinniśmy wyjaśniać każdy taki przypadek w sądzie, ponieważ mieliśmy już takie spory sądowe” – powiedział portalowi dyrektor Grzegorz Jurgo.
“Samorząd solecznicki ma [chyba] bardzo dużo pieniędzy i bardzo lubi postępowania sądowe, tracić pieniądze na prawników. Albo zdejmą, albo wszystko trafi do sądu” – odpowiedział Valotka.
Jak relacjonuje portal TV3.lt mieszkańcy wsi wyrażają zadowolenie z tego, że istnieje tablica z polskojęzyczną nazwą ich miejscowości. Powołując się na ich opinie portal twierdzi, że dopuszczają oni kompromis w postaci dodania do tablicy także litewskojęzycznej wersji napisu. Zwrócili oni uwagę, że we wsi nie mieszkają praktycznie etniczni Litwini, a dla starszych mieszlańców język litewski jest słabiej zrozumiały.
Przedstawiciel administracji w Gierwiszkach, do którego jednostki należy Posolcz, Paweł Kozarin powiedział dziennikarzowi portalu, że nie wie, kto postawił tablice z polską nazwą Posolcza. Dyrektor Jurgo powiedział, że była to inicjatywa oddolna, spośród mieszkańców, ale również nie miał wiedzy o tym, kto konkretnie ustawił tablicę.
Valotka dał się już poznać z walki z polkojęzycznymi napisami, ale też grubiańskiej retoryki wobec Polaków i innych mniejszości narodowych zamieszkujących Litwę. W 2022 roku na celowniku Inspekcji Językowej znalazły się dwujęzyczne napisy informacyjne umieszczone w Solecznikach przez tamtejszy samorząd. Również w tym przypadku Inspekcja wszczęła postępowanie administracyjne, co oznaczało naliczanie kar pieniężnych wobec dyrektora administracji rejonu solecznickiego. Samorząd rejonu solecznickiego wygrał postępowanie przeciwko decyzji Valotki w sądzie administracyjnym.
W lipcu 2023 r. Valotka w czasie rozmowy na temat dwujęzycznych oznaczeń w miejscowościach Orzełówka i Bieliszki w rejonie wileńskim, w którym Polacy stanowią 46 proc. mieszkańców uznał, że tego rodzaju wyrażanie tożsamości polskich mieszkańców Wileńszczyzny to „strefa okupacyjna, w której miała miejsce gwałtowna polonizacja Litwinów”. Posunął się do porównywania umieszczania litewsko-polskich tablic z nazwami miejscowości do działań Rosjan w Donbasie. Jego decyzje zostały zaskarżone do sądów administracyjnych.
Działania i komentarz Valotki odbiły się echem, wywołując skandal. Nie wszyscy ocenili je jednak krytycznie. Jak pisaliśmy, działacze partii Związek Ojczyzny-Litewscy Chrześcijańscy Demokraci (TS-LKD), wówczas rządzącej krajem, poparli szefa Inspekcji Językowej.
Zdecydowanie zareagował na słowa Valotki ówczesny ambasador Polski w Wilnie – Konstanty Radziwiłł. Spotkał się z nim, w czasie spotkania litewski urzędnik przeprosił za swoje słowa. Radziwiłł wręczył Valotce wiążące Litwę międzynarodowe dokumenty zawierające zapisy o prawie mniejszości narodowych do publicznego używania swojego języka ojczystego.
W reakcji na takie twierdzenia Valotki ówczesny minister kultury Litwy Simonas Kairys, któremu podlega Inspekcja Językowa, powołał specjalną komisję, która miała zająć się oceną jego postawy. Sam uznał, że Valotka dopuścił się nadinterpretacji Ustawy o języku państwowym. W sierpniu tego roku Komisja ta nałożyła na Valotkę karę upomnienia, co oznacza, że nie mógł w ciągu roku otrzymać podwyżki lub premii.
W lipcu zeszłego roku w wywiadzie Valotka wezwał do likwidacji szkół z językami nauczania mniejszości, w tym polskim. Nazwał zamieszkany w większości przez Polaków rejon solecznicki “gettem językowym”. Określił też etnicznych Litwinów jako “bardziej wykształconych, mądrzejszych” od innych narodowości zamieszkujących Litwę. Wkróce potem przeprosił za swoje słowa, ale kolejny minister kultury Šarūnas Birutis nałożył na niego naganę.
Mimo takich wypowiedzi i działań, minister kultury nominował w zeszłym roku Valotkę na kolejną kadencję na stanowisku szefa Państwowej Inspekcji Językowej.
tv3.lt/kresy.pl





























