Niemiecki dziennik „Sueddeutsche Zeitung” opisał stanowisko rządu Donalda Tuska wobec wojny na Ukrainie i planów ewentualnej misji pokojowej. Redakcja krytykuje odmowę wysłania żołnierzy na Ukrainę. Medium pisze, że Warszawa osłabia w ten sposób swoją pozycję w rozmowach.
Niemiecki dziennik „Sueddeutsche Zeitung” w niedzielnej publikacji odniósł się do stanowiska premiera Donalda Tuska wobec przyszłych rozmów o Ukrainie. Według gazety szef polskiego rządu z jednej strony zabiega o wiodącą rolę Polski w procesach dyplomatycznych dotyczących zakończenia wojny, z drugiej jednak jednoznacznie wyklucza udział polskich wojsk w ewentualnej misji pokojowej.
Autorka tekstu, warszawska korespondentka „SZ” Viktoria Grossmann, przywołała wypowiedź Tuska po ostatnim posiedzeniu rządu w 2025 roku, w której wyrażał on nadzieję na rychłe zakończenie konfliktu. Optymizm ten miał wynikać z deklarowanej gotowości Stanów Zjednoczonych do zagwarantowania pokoju poprzez obecność własnych żołnierzy.
Jak relacjonuje dziennikarka, spotkanie państw wspierających Ukrainę w Paryżu „jeszcze bardziej poprawiło humor Tuska”. Po tym wydarzeniu premier zapowiedział, że Polska chce przejąć kluczową rolę w kwestiach logistycznych i organizacyjnych. Równocześnie jednak wyraźnie zaznaczył, że Warszawa nie planuje wysyłać własnych żołnierzy na Ukrainę w ramach misji pokojowej.
Grossmann ocenia, że Polska „ociąga się” z częścią działań pomocowych wobec Kijowa, i to nie tylko w odniesieniu do możliwej obecności wojskowej. Przypomina przy tym, że polskie siły zbrojne brały wcześniej udział w misjach w Afganistanie i Iraku. Po rosyjskim ataku w lutym 2022 roku Polska szybko przekazała Ukrainie uzbrojenie z własnych zapasów, w tym ponad 300 czołgów.
W tekście czytamy również, że gdy latem kilka państw NATO porozumiało się w sprawie zakupu w USA broni dla Ukrainy, Polska początkowo nie przystąpiła do tego programu. Dopiero w grudniu zdecydowała się przekazać 100 mln dolarów. Pod koniec roku resort obrony zapowiedział natomiast przekazanie myśliwców MiG-29.
Jak ocenia gazeta, ze względu na swoje możliwości militarne oraz położenie geograficzne – wspólną granicę zarówno z Ukrainą, jak i z Rosją – Polska zabiega o większy wpływ na międzynarodowe rozmowy dotyczące wojny. Brak zaproszeń do kluczowych formatów negocjacyjnych wywołuje w kraju długotrwałe dyskusje polityczne i medialne. „Polska chce być widziana i słyszana, ale co ma do zaoferowania?” – pyta w tym kontekście Grossmann.
„SZ” przytacza opinię politologa Piotra Burasa, który brak gotowości Warszawy do udziału w misji pokojowej uznał za „co najmniej niezręczne”. „W ten sposób Polska wymanewrowała się na aut” – stwierdził.
Zdaniem Grossmann głównym źródłem ostrożnej postawy rządu jest sytuacja wewnętrzna. Prezydent Karol Nawrocki, związana z nim partia PiS oraz skrajnie prawicowa Konfederacja zdecydowanie sprzeciwiają się misji zagranicznej na Ukrainie. W tej sytuacji rząd – według autorki – ostrożnie manifestuje swoje poparcie dla Kijowa. „Temat jest drażliwy” – podkreśliła Grossmann.
Dziennikarka pisze również o spadku poparcia dla ukraińskich uchodźców w Polsce. Łączy ten fakt z „zawiścią i niechęcią” podsycaną rzekomo przez środowiska prawicowo-narodowe. W tym kontekście rząd ograniczył część świadczeń i uzależnił je od bardziej złożonych kryteriów.
„Sueddeutsche Zeitung” zwraca uwagę, że w Polsce narasta strach przed wojną. Jak twierdzi Buras, na ten lęk grają partie opozycyjne, a jednym z polityków, którzy na tym zyskują, jest Grzegorz Braun. Jego ugrupowanie ma – według cytowanych badań – niemal 10-procentowe poparcie.
Jak czytamy, Tusk postrzega Brauna i innych przedstawicieli tego obozu jako „wielkie zagrożenie”. W ocenie Burasa strategia premiera polega na unikaniu tematów, które mogłyby stać się dla przeciwników pretekstem do ataku. „Uważam taką strategię za krótkowzroczną” – cytuje go Grossmann.
W podsumowaniu „SZ” pisze, że choć Koalicja Obywatelska notuje obecnie dobre wyniki w sondażach, cała koalicja rządząca nie ma większości. Kolejne wybory parlamentarne odbędą się jesienią 2027 roku, jednak – jak sugeruje gazeta – Donald Tusk już teraz uwzględnia je w swoich kalkulacjach politycznych.
Jak informowaliśmy, dwa dni po paryskim szczycie „koalicji chętnych” Emmanuel Macron przedstawił francuskim liderom politycznym plan rozmieszczenia francusko-brytyjskich wojsk na Ukrainie po zawarciu porozumienia pokojowego. Jak podają media, chodzi o około dwie brygady, czyli nieco poniżej 10 tys. żołnierzy.
Wcześniej w Paryżu podpisano deklarację intencji dotyczącą rozmieszczenia sił wielonarodowych na Ukrainie po ewentualnym zawieszeniu broni. Dokument ma stanowić podstawę do dalszych, prawnie wiążących uzgodnień.
Zobacz też: Wielka Brytania przeznaczy 268 milionów dolarów na przygotowania do możliwej misji na Ukrainie
sueddeutsche.de / Kresy.pl































