1 sierpnia niemiecka ambasada w Warszawie upamiętniła ofiary Powstania Warszawskiego, określając niemieckie działania z 1944 roku mianem „barbarzyństwa”.
1 sierpnia, Ambasada Niemiec w Polsce opublikowała oświadczenie, w którym uczciła pamięć poległych w Powstaniu Warszawskim. „Upamiętniamy ofiary niemieckiego barbarzyństwa. Czcimy bohaterstwo Powstańców Warszawskich. Opuszczone do połowy masztu flagi są symbolem naszej żałoby i wstydu” – czytamy w komunikacie.
Powstanie Warszawskie, które wybuchło 1 sierpnia 1944 roku o godzinie 17:00, było największym zrywem zbrojnym w okupowanej Europie.
Jego geneza sięgała ogólnego planu „Burza”. Była to akcja Armii Krajowej, zaplanowana na 1944 rok, mającą na celu ujawnienie się polskiego podziemia wobec zbliżającej się Armii Czerwonej. Oddziały AK miały atakować Niemców w momencie ich odwrotu i witać Rosjan jako gospodarze terenu.
Warszawa miała być jedynie symbolicznym finałem operacji prowadzonej na wschodzie. Początkowo Komenda Główna Armii Krajowej zakładała, że walki ominą stolicę – obawiano się o los ludności cywilnej i skalę zniszczeń. Jednak rozwój sytuacji wojennej i politycznej doprowadził do zmiany tych planów.
Głównym inicjatorem idei powstania w Warszawie był gen. Leopold Okulicki „Niedźwiadek”, który przekonywał, że nie ma szans na skuteczne przerzucenie sił AK poza miasto. Chciał, by Warszawa została wyzwolona przez Polaków, a nie przez wkraczających od wschodu Rosjan. „Musiała się Rosja zdecydować aut aut: albo uznać nas, albo siłą złamać na oczach świata” – miał mówić, według relacji gen. Bora-Komorowskiego. Choć Bór-Komorowski, Komendant Główny AK, długo opierał się presji, ostatecznie 31 lipca zapadła decyzja: walki rozpoczną się następnego dnia.
Radzieckie czołgi pod Warszawą
Czynnikami przyspieszającymi decyzję były informacje o radzieckich czołgach pod Pragą oraz chaosie wśród niemieckich garnizonów. Wydawało się, że Niemcy są zdezorientowani, a Sowieci lada moment wkroczą do stolicy. Rzeczywistość okazała się inna. Jeszcze 1 sierpnia rano dowództwo sowieckie wydało rozkaz przejścia do obrony. Czołówki pancerne, które zdobyły Radzymin i Wołomin, zostały zmuszone do odwrotu.
Gen. Bór-Komorowski i jego sztab, mimo świadomości braków w uzbrojeniu i ryzyka klęski, liczyli na szybkie wkroczenie Armii Czerwonej. Tylko 15–25 proc. z około 20 tys. powstańców miało broń nadającą się do walki. Oceniano, że AK utrzyma miasto przez kilka dni – do tygodnia. Walczyła przez ponad dwa miesiące.
Powstanie było błędem strategicznym – ani Niemcy nie byli tak bliscy załamania, jak sądzono, ani Rosjanie nie zamierzali wspierać AK. Stalin świadomie wstrzymał ofensywę, co pogrzebało szanse powstańców. Gen. Norman Davies, brytyjski historyk i autor książki „Powstanie 44”, podsumowuje to jednak tak:
„Powstanie było naturalnym, silnym i patriotycznym odruchem młodych ludzi, którzy żyli pod okupacją niemiecką przez pięć lat. Myślę, że bardzo trudno byłoby je powstrzymać […] Plan załamał się z przyczyn politycznych, o których ani rząd polski, ani Armia Krajowa nie wiedzieli.”
Prof. Davies zwraca uwagę, że alianci zachodni nie byli w stanie przebić się przez sowiecką blokadę informacyjną. Polacy nie wiedzieli, że Stalin celowo zatrzymał ofensywę, by nie wspierać sił wiernych rządowi w Londynie. Pomoc Zachodu była zablokowana – m.in. zakazano alianckim samolotom lądować na lotniskach ZSRR.
Skala powstania zaskoczyła jednak Niemców. W walczącej Warszawie powstańcy utworzyli cywilną administrację, która zajmowała się m.in. organizacją obrony przeciwlotniczej i przeciwpożarowej, zaopatrzeniem ludności cywilnej, kopaniem studni oraz grzebaniem poległych. Uruchomiono także pocztę polową i powstańczą radiostację „Błyskawica”. Do walk spontanicznie włączyli się mieszkańcy stolicy, budując barykady i wspierając powstańców. Armię Krajową wspomogły również inne organizacje podziemne – Narodowe Siły Zbrojne, Polska Armia Ludowa, Armia Ludowa oraz mniejsze formacje zbrojne.
Czytaj też: Pomnik dojrzałego powstańca
Na Zachodzie ten akt bohaterstwa długo był nieznany
Przez dekady Powstanie było słabo znane poza Polską. „Dla wielu ludzi w Ameryce wiadomość o Powstaniu w Polsce w 1944 roku była rewelacją” – zauważa Davies. Przez długi czas mylono je z powstaniem w getcie warszawskim. Dopiero po 60. rocznicy w 2004 roku zaczęto głośniej mówić o jego znaczeniu.
Z perspektywy czasu, ocena Powstania Warszawskiego nie jest łatwa. „Z militarnego punktu widzenia był to sukces” – twierdzi Davies – „zadaniem powstańców było utrzymać miasto przez tydzień. Utrzymali je przez dziesięć.” Nie mogli przewidzieć zdrady sojusznika.
Choć cele polityczne nie zostały osiągnięte, Powstanie stało się symbolem niezłomności. W walce zginęło ponad 150 tys. ludzi, miasto zostało niemal zrównane z ziemią. Niemcy – mimo że przegrywali wojnę – zdecydowali się brutalnie bronić Warszawy. Powstanie, choć tragiczne, nie było – jak podkreśla Davies – efektem politycznej lekkomyślności, lecz desperacką próbą ratowania polskiej suwerenności. „To, że się nie udało, nie znaczy, że było bez sensu” – podsumowuje prof. Norman Davies.
Kresy.pl/X































