Sąd Najwyższy oddalił skargę kasacyjną Szymona Kluki, rolnika spod Łodzi, uznając działalność jego gospodarstwa za uciążliwą. Sąsiedzi pozwali go za zapachy pochodzące z jego chlewni, za co musiał wypłacić łącznie 114 344 zł zadośćuczynienia. Według komentarzy branżowych to bardzo niepokojący sygnał, ponieważ podobne pozwy mogą ruszyć teraz w całym kraju.
Sąd Najwyższy oddalił skargę kasacyjną Szymona Kluki, rolnika spod Łodzi, którego sąsiedzi pozwali za uciążliwe zapachy pochodzące z jego chlewni. Tym samym potwierdzono wyrok sądu niższej instancji, uznający działalność rolnika za naruszającą dobra osobiste sąsiadów. Sprawa ciągnie się od 2012 r., kiedy to mieszkańcy wsi, którzy osiedlili się w pobliżu gospodarstwa, złożyli skargę, wskazując na uciążliwości związane z odorem.
Szymon Kluka prowadzi gospodarstwo od pokoleń, kontynuując tradycję rodzinną. Utrzymuje 360 sztuk trzody chlewnej, gospodarując na 65 ha. Praca w gospodarstwie – jak sam mówi – jest jego życiem. Pomimo że – według jego relacji – przestrzega wszelkich przepisów środowiskowych i wykonuje zalecenia sądowe, pozostaje pod stałą presją. Obawia się kolejnych donosów i kontroli.
W maju 2025 r. Sąd Najwyższy oddalił kasację, co oznacza, że wyrok sądu niższej instancji, nakazujący zapłatę zadośćuczynienia, stał się prawomocny. Rolnik zapłacił już 114 344,44 zł wraz z odsetkami i kosztami postępowania. Dodatkowo został obciążony kosztami kasacji w wysokości 2 700 zł.
Jedyną teoretyczną drogą prawną pozostaje skarga nadzwyczajna, którą mogą wnieść tylko uprawnione organy – Prokurator Generalny lub Rzecznik Praw Obywatelskich. Jednak, jak przyznaje rolnik, mimo wielu deklaracji pomocy ze strony instytucji i ministerstwa, został pozostawiony sam sobie.
Szymon Kluka relacjonuje, że mimo wcześniejszych zapowiedzi wsparcia – w tym pomocy prawniczej przy sporządzaniu skargi – działania te nie zostały zrealizowane. Był obecny na posiedzeniu poświęconym zmianom legislacyjnym, któremu przewodniczył poseł Stefan Krajewski. Zapowiadano projekt ustawy trafiający na biurko ministra rolnictwa do końca czerwca, jednak do tej pory nie widać żadnych efektów.
Rolnik wskazuje na szereg rozbieżności w ocenie sytuacji przez sądy. Zwraca uwagę, że plan zagospodarowania przestrzennego dopuszcza hodowlę do 50 DJP, podczas gdy jego gospodarstwo liczy mniej niż 40 DJP. W związku z tym nie wymagano od niego uzyskania decyzji środowiskowej. Dodatkowo, biegły sądowy ocenił uciążliwość chlewni na 19 w 50-punktowej skali, co mieści się w dolnym zakresie.
Zaskoczenie rolnika budzi także nakaz stosowania działań, które – jak twierdzi – już wcześniej realizował, m.in. utrzymywanie czystości przy jednoczesnym ograniczaniu zużycia wody, co uznaje za sprzeczność. Wskazuje również, że nakazano mu dokonanie nasadzeń, mimo że nie miały one związku z przedmiotem skargi.
Sytuacja finansowa gospodarstwa uległa pogorszeniu. Z powodu braku stabilności prawnej i obaw przed kolejnymi procesami, rolnik zrezygnował z dopłat i planowanych inwestycji, w tym z realizacji umowy na zakup sprzętu ograniczającego emisję azotanów.
Szymon Kluka zwraca uwagę, że w jego okolicy funkcjonują znacznie większe gospodarstwa, które nie spotykają się z podobnymi reakcjami. Z poczuciem bezsilności opisuje, że nie jest w stanie „wytłumaczyć się, że czegoś nie ma”. Jak sam mówi, nie czuje się winny i ma poczucie, że jego działalność została potraktowana niesprawiedliwie.
Kresy.pl/tygodnik-rolniczy.pl
































