Wojskowy prokurator wszczął postępowanie w sprawie dowódcy jednego z pododdziałów batalionu “Kijiwska Ruś”, który wyprowadził żołnierzy spod ostrzału w rejonie Debalcewa.

Pododdział walczył w na pozycjach pod Uglegorkiem położonym w korytarzu łączącym ukraińskie zgrupowanie wokół Debalcewa z resztą sił wiernych Kijowowi. Według dowódcy Jewginija Tkaczuka, pozostawanie na tych pozycjach groziło jego pododdziałowi pewną śmiercią, dlatego w nocy wycofał się. Wraz ze swoimi żołnierzami został skierowany do koszar w Charkowie. Prokurator wojskowy granizonu tego miasta Andriej Głumakow ocenił jego zachowanie jako mogące wypełniać znamiona “niewypełniania rozkazów warunkach bojowych”.

Żołnierze jednak usprawiedliwiają swojego dowódcę twierdząc, że żadnych rozkazów nie było, bo pododdział z braku odpowiedniego sprzętu łączności utracił kontakt z przełożonymi, tymczasem zaczęło mu już brakować amunicji.

nikvesti.com/kresy.pl

forma płatności