Mike Pence, wiceprezydent USA podczas swojego wystąpienia Mike Pence na Światowym Szczycie w Obronie Prześladowanych Chrześcijan w Waszyngtonie nazwał zbrodnie dżihadystów popełniane na chrześcijanach za ludobójstwem.

Wiceprezydent Pence wziął udział w pierwszym Światowym Szczycie w Obronie Prześladowanych Chrześcijan, na którym był głównym mówcą. Trzydniowe zgromadzenie przywódców religijnych w Waszyngtonie zostało niemal całkowicie zignorowane przez amerykańskie media głównego nurtu. Bierze w nim udział ponad 600 przywódców różnych odłamów chrześcijaństwa ze 135 państw świata, w znacznej części protestantów.

Pence, cieszy się olbrzymią popularnością wśród religijnych konserwatystów. Pochodzi z rodziny katolickiej, jednak później związał się z protestantami ewangelikalnymi poprzez ruch „nowo narodzonych chrześcijan”.

– Jestem chrześcijaninem, konserwatystą i Republikaninem dokładnie w takiej kolejności – przedstawił się uczestnikom spotkania.

W swoim wystąpieniu wiceprezydent zapewnił, że „ochrona i promowanie swobody wyznania jest priorytetem polityki zagranicznej administracji prezydenta (Donalda) Trumpa”.

– W ponad 100 państwach, rozsianych po wszystkich zakątkach globu – od Iranu po Erytreę, od Nigerii po Koreę Północną – ponad 215 milionom chrześcijan grożą prześladowania, więzienie, zmiana wiary pod przymusem, maltretowanie, tortury i jeszcze gorsze cierpienia – za to, że są wierni prawdom Ewangelii – podkreślił Pence.

Podoba Ci się ta strona?
Wesprzyj nas.

– Państwo Islamskie jest winne zbrodni ludobójstwa wyznawców chrześcijaństwa i nadszedł czas, aby świat nazwał to po imieniu – stwierdził.

Przeczytaj: Prof. Ryszard Legutko dla Kresów.pl: Jak bronić prześladowanych chrześcijan?

Organizator spotkania, pastor Franklin Graham uważa, że publiczne użycie przez Pence’a terminu „ludobójstwo” ma tu duże znaczenie, szczególnie w porównaniu z poprzednią administracją Baracka Obamy, która – jak zaznacza – „obawiała się nawet mówić o „islamskim terroryzmie””.

Czytaj również: Wojna religijna ISIS

W listopadzie ub. roku z okazji obchodów Dnia Solidarności z Kościołem Prześladowanym do Polski przyleciał chaldejsko-katolicki arcybiskup Irbilu Baszar Warda. – Chrześcijanie nigdy nie byli żadną ze stron konfliktu w Iraku. Jesteśmy jego ofiarami, a to daje nam moralne prawo do bycia mostem pojednania i pokoju pomiędzy zwaśnionymi stronami – mówił iracki hierarcha.

Jak przypomina Papieskie Stowarzyszenie Pomoc Kościołowi w Potrzebie, dramatyczna sytuacja w Iraku utrzymuje się od czasu upadku reżimu Saddama Husajna w 2003 r., a kraj stał się symbolem wojny z chrześcijanami.Nieprzerwanie od 1400 lat trwa też konflikt między wyznawcami różnych odłamów islamu. W ciągu ostatnich 10 lat liczba chrześcijan w Iraku spadła z 1,4 mln do niespełna 275 tys. Większość z nich, w obawie o własne życie, ucieka ze swojego kraju do Libanu, Jordanii lub Kurdystanu, gdzie liczba chrześcijan wzrosła z 30 tys. w 2003 do 100 tys. obecnie, mimo że panujące tam warunki życia uchodźców są katastrofalne.

Rp.pl / Kresy.pl

Reklama



0 odpowiedzi

Zostaw odpowiedź

Chcesz przyłączyć się do dyskusji?
Nie krępuj się!

Dodaj komentarz