Premier Ukrainy Denys Szmyhal potwierdził ujawnione wcześniej informacje szefa państwowej służby katastru o „zniknięciu” z własności państwowej ponad 5 mln ha gruntów rolnych, najprawdopodobniej w wyniku nielegalnego procederu prywatyzacyjnego, w który mają być zamieszane m.in. osoby powiązane z Petrem Poroszenką.

Tydzień temu premier Ukrainy Denys Szmyhal przedstawił „Gospodarczy Audyt Ukrainy”. Dokument zawiera też potencjalne kierunki wzrostu gospodarczego Ukrainy. Uznano m.in., że obecny roczny PKB Ukrainy, wynoszący w przybliżeniu 150 mld dolarów, może w ciągu dziesięciu lat zwiększyć się nawet do poziomu 1,2 tryliona dolarów rocznie. Według Szmyhala, można to uzyskać poprzez rozsądne wykorzystanie bogactw naturalnych, potencjału ludzkiego czy adekwatną współpracę z innymi krajami.

Miesięczny koszt funkcjonowania portalu Kresy.pl wynosi 22 tys. PLN. Do tej pory zebraliśmy:

6489 PLN    (29.49%)
Nr konta: 60 1020 1097 0000 7302 0195 3702
Wspieraj Kresy.pl

Podczas prezentacji wyników audytu ukraiński premier poinformował m.in., że z własności państwowej zniknęło 5 mln ha gruntów rolnych. Potwierdził w ten sposób wcześniejsze wypowiedzi Romana Łeszczenki, szefa Państwowej Służby Ukrainy ds. Geodezji, Kartografii i Katastru (DerżHeoKadarstru).

 

Pod koniec października Łeszczenko publicznie oświadczył, że od czasu uzyskania niepodległości większość państwowej ziemi rolnej na Ukrainie została w nielegalny sposób sprywatyzowana. Z wyliczeń jego agencji wynika, że po przekazaniu samorządom około 4 ha gruntów w ramach reformy decentralizacyjnej w latach 2018–2020, do państwa należy już tylko 750 tys. ha zamiast deklarowanych 6,4 mln ha ziemi rolnej. To oznacza, że brakuje dużo ponad 5 mln ha, czyli ponad 50 tys. km kwadratowych. To około 8 proc. powierzchni Ukrainy. Dla porównania, to więcej niż wynosi całkowita powierzchnia Słowacji.

Łeszczenko twierdził, że brakujące grunty zostały nielegalnie sprywatyzowane w okresie co najmniej kilkunastu lat. Miało się do odbyć poprzez proces, który polegał na przekazywaniu w prywatne ręce niewielkich działek, o powierzchni maksymalnie 2 hektarów.

Szef DerżHeoKadarstru obiecał, że ujawni „siatkę” tworzenia „latyfundiów”, jednak według ukraińskich mediów jak dotąd nie opublikowano danych na ten temat. Wiadomo, że organom ścigania przekazano dokumenty dotyczące naruszeń w ponad 300 sprawach. Łeszczenko zapowiedział też, że zostaną opracowane specjalne procedury prawne, które mają umożliwić przywrócenie własności państwowej nielegalnie nabytej ziemi.

W czwartek komentarz do sprawy zamieścił Ośrodek Studiów Wschodnich. Zaznaczono w nim, m.in., że DerżHeoKadarstr, czyli Państwowa Służba Katastru, która zajmuje się m.in. ewidencją gruntów rolnych, jeszcze niedawno miała opinię jednej z najbardziej skorumpowanych instytucji na Ukrainie. Gdy w czerwcu br. Łeszczenko zaczął nią kierować, przeprowadził audyt systemu rejestracji oraz inwentaryzację ziem rolnych. W wyniku tego ujawniono szereg rażących naruszeń. Ustalono np., że niekontrolowany dostęp do rejestru miały osoby trzecie, które mogły w nim dokonywać dowolnych modyfikacji, przykładowo – zmieniać docelowe przeznaczenie danej działki.

OSW przypomina też, że dzięki tzw. bezpłatnej prywatyzacji, umożliwionej w 2001 roku, każdy obywatel Ukrainy w teorii ma prawo do uzyskania 6 działek o różnym przeznaczeniu i o łącznym obszarze około 6 ha. Jednak w praktyce proces przyznawania działek był nietransparentny i uzależniony od decyzji urzędników DerżHeoKadarstru. Luki w systemie umożliwiały też nabywanie wielu działek przez jedną osobę, a ponadto rozwijał się proceder przekazywania ziemi podstawionym osobom. W obwodzie winnickim 80 tys. ha ziemi trafiło w ten sposób do przedstawicieli pięciu powiązanych ze sobą rodzin. Ponadto, prywatyzowane były ziemie w korzystnych lokalizacjach lub takie, gdzie znajdowały się np. pokłady bursztynu czy gazu. Dokumenty z lat 2013–2020 potwierdzają, że w ten sposób miano przekazać obywatelom 700 tys. ha ziemi. W rejestrze brakuje jednak informacji o ponad 5 mln ha sprywatyzowanych przed 2013 rokiem, przy czym bez digitalizacji papierowych dokumentów nie da się stwierdzić, w czyje ręce trafiły.

Pilnujemy wspólnych spraw

Zależymy od Twojego wsparcia
Wspieram Kresy.pl

Łeszczenko wcześniej nie wymieniał nikogo z nazwiska. Powiedział jednak, że jego Służba była kierowana przez „grupę doniecką”, a po 2014 roku i EuroMajdanie przez „grupę winnicką”. Zdaniem komentatorów, może tu chodzić odpowiednio o klan doniecki i osoby związane z byłym prezydentem Wiktorem Janukowyczem oraz o byłego prezydenta Petra Poroszenkę i byłego premiera Wołodymyra Hrojsmana, którzy są związani z Winnicą).

Według OSW to, że informacje ujawnione przez Łeszczenkę nie wywołały na Ukrainie większego poruszenia politycznego, może świadczyć o zamieszaniu w proceder większości ukraińskiego establishmentu politycznego, w tym także przedstawicieli większości takich partii opozycyjnych jak Europejskiej Solidarności Poroszenki czy prorosyjskiej Platformy Opozycyjnej – Za Życie. Eksperci mają też wątpliwości, czy z uwagi na stopień skorumpowania ukraińskiego wymiaru sprawiedliwości osoby uczestniczące w nielegalnej prywatyzacji zostaną pociągnięte do odpowiedzialności.

Czytaj także: Prezydent Ukrainy podpisał ustawę umożliwiającą obrót ziemią rolną. Oczekiwał tego MFW

112.ua / OSW / Kresy.pl

0 odpowiedzi

Zostaw odpowiedź

Chcesz przyłączyć się do dyskusji?
Nie krępuj się!

Dodaj komentarz