Ukraińscy politolodzy są przekonani, że wczorajsze eksplozje w Makiejewce pod Donieckiem nie mają charakteru politycznego. Ich zdaniem, stawiane żądania wskazują, że chodziło przede wszystkim o pieniądze.
Do dwóch eksplozji doszło wczoraj rano w centrum Makiejewki. Nikt nie został ranny, ale wybuchy znacznie uszkodziły 2 budynki. Dziś na ulicach miast obwodu donieckiego zwiększono liczbę patroli milicji. Dotąd jednak nieznane są motywy szantażystów, którzy grozili kolejnymi eksplozjami, jeśli nie dostaną ponad 4 milionów euro.
Politolog Wołodymyr Fesenko twierdzi, że wskazuje to na wersję ekonomiczną albo konfliktu biznesowego. Jego zdaniem, ocena tych wydarzeń w kontekście polityki to wina samych rządzących, którzy starali się wcześniej stworzyć atmosferę zagrożenia aresztując opozycjonistów i nacjonalistów. Teraz jednak widać pewne odejście od tego schematu, które nastąpiło po ostrzegawczych sygnałach z Brukseli i Waszyngtonu.
„Otoczenie prezydenta i sam szef państwa zrozumieli, że poszli za daleko. […] Teraz zastanawiają się, jak wyjść z tej sytuacji. […] Nie chcą, aby ich uznawano za nowy reżim autorytarny na terenie byłego ZSRR” – podkreślił Wołodymyr Fesenko.
Dziś swoje zaniepokojenie rozwojem demokracji wyraził unijny ambasador w Kijowie Jose Manuel Pinto Teixeira. Podkreślił jednocześnie, że ma nadzieję, iż ukraińskie władze naprawią swoje błędy.
IAR/Kresy.pl




























