Otrzymałem wprost taki przekaz, że Ukraińcy to są biali Azjaci i z nimi trzeba rozmawiać bardzo ostro. Oni co innego myślą, co innego robią, a jeszcze co innego mówią. Szanują tylko tego, kto patrzy na nich z pozycji siły – mówi Kresom.pl poseł Tomasz Rzymkowski (K’15), odnosząc się do ostatniej zmiany retoryki władz Polski w kwestii Ukrainy.
W ostatnim czasie przedstawiciele polskich władz zmienili retorykę ws. polityki względem Ukrainy. Choć jeszcze parę tygodni temu szef MSZ Witold Waszczykowski otwarcie deklarował chęć sojuszu z Kijowem, to w miniony czwartek zapowiedział, że zostaną uruchomione procedury które nie dopuszczą ludzi, zachowujących skrajnie antypolskie stanowisko, do przyjazdu do Polski. Przy okazji powiedział, że będzie się zastanawiał, „czy rekomendować polskiemu prezydentowi wizytę na Ukrainie w tej chwili”.
Przeczytaj: Waszczykowski: Ludzie, którzy ostentacyjnie zakładają mundury SS Galizien do Polski nie wjadą
Z kolei szef gabinetu prezydenta Krzysztof Szczerski odnosząc się do słów szefa polskiej dyplomacji powiedział: – Dostrzegamy negatywną ewolucję polityki historycznej i tożsamościowej Ukrainy wobec Polski.
W komentarzu dla Kresów.pl poseł Tomasz Rzymkowski odniósł się do tej kwestii.
– Zmiana jest rzeczywiście całkowita. Sam zadaję sobie pytanie, skąd to się wzięło – mówi Kresom.pl poseł Tomasz Rzymkowski (K’15). – W minioną niedzielę na antenie jednej ze stacji mówiłem o fiasku polskiej polityki zagranicznej i momentalnie, w tym tygodniu, wszystko się zmienia o 180 stopni – śmieje się poseł. – Oczywiście, nie przypisuję sobie takich zdolności sprawczych, że wpłynąłem na ministra spraw zagranicznych. I nie tylko na niego, również na Marszałka Sejmu, który w końcu zgodził się na procedowanie projektu ustawy o penalizacji banderyzmu.
Przeczytaj: Ustawa o penalizacji banderyzmu wraca pod obrady Sejmu [NASZ NEWS]
Poseł przyznaje, że w narracji polskiego rządu i oficjeli względem Ukrainy nastąpiła wielka zmiana. – Zobaczymy, czy jest to tylko chwilowe, tak by uspokoić nastroje społeczne. Bo podejrzewam, że w badaniach opinii publicznej, które każda partia polityczna sobie robi, wychodzi, że społeczeństwo polskie jest rozżalone nastawieniem naszych władz w stosunku do Ukrainy. Która po prostu gra nam na nosie.
Zdaniem Rzymkowskiego, obecnie stosunki polsko-ukraińskie mają charakter „wymuszonej przyjaźni”. – My chcemy się z Ukrainą przyjaźnić, ale to jest taka przyjaźń z podwórka – Ukraina cały czas nas bije, kradnie zegarek i ubliża nam i naszej rodzinie. Za wszelką cenę chcemy się z tym łobuziakiem przyjaźnić, a ten cały czas coś do nas ma. I dopóki nie nastąpi jakaś radykalna zmiana, to nic się nie zmieni. Bo z Ukrainą trzeba rozmawiać mocno.
Poseł K’15 przypomina, jak podczas swojej sierpniowej wizyty we Lwowie rozmawiał z jednym z przedstawicieli hierarchii Kościoła rzymskokatolickiego. – Otrzymałem wprost taki przekaz, że Ukraińcy to są biali Azjaci i z nimi trzeba rozmawiać bardzo ostro. Oni co innego myślą, co innego robią, a jeszcze co innego mówią. Szanują tylko tego, kto patrzy na nich z pozycji siły.
– My chcemy widzieć Ukrainę jako partnera europejskiego, jak Czechy, Słowację czy nawet Niemcy. Tutaj to partnerstwo często występują, ale z Ukrainą, niestety, tak się nie da. Zwłaszcza, gdy stawia ona na piedestał ideologię banderowską, będącą sworzniem całego systemu po drugim Majdanie, gdzie bez banderyzmu tej dzisiejszej Ukrainy już by nie było. Dla nas to jest nieakceptowalne. Jest to oczywiście na rękę Federacji Rosyjskiej, a mam wrażanie, że nie jest to na rękę jakimkolwiek dążeniom europejskim Ukrainy. I takie głaskanie Ukrainy, próba niepodnoszenia trudnych tematów czy wręcz takie serwilistyczne uchwały Sejmu jak ta z października ub. roku o przyjaźni za wszelką cenę, tylko i wyłącznie naszego sąsiada utwierdziły w dobrym kursie wobec Warszawy. Tzn. niech nam daje kasę na drogi, wspiera nas politycznie, sprzedaje nam broń, a my nadal będziemy jej kołki na głowie i plecach ciosać – mówi Rzymkowski.
– Na szczęście coś się zmieniło – zobaczymy, czy rzeczywiście nie zostanie to tylko w sferze idei. Jeśli nasz projekt ustawy ws. penalizacji banderyzmu zostanie uchwalony, to będzie to krok milowy w dobrą stronę. Kolejny krok to zmiana ambasadora w Kijowie i całej polityki wobec Ukrainy. Moim zdaniem ambasador Jan Piekło powinien zostać wezwany do Warszawy. I nawet już nie chodzi o jego serwilistyczne nastawienie wobec Kijowa, ale przede wszystkim o pokazanie stronie ukraińskiej, że te relacje nie są bezwarunkowe, tylko warunkowe. Jeśli nie będzie w tych relacjach dwustronności, to nie będzie dobrego współgrania. Kijów musi się w końcu otrząsnąć i zrozumieć, że Polska nie jest dobrym wujkiem, którego można okantować na miętówkach, tylko jest partnerem z którym się twardo i stanowczo rozmawia. I Warszawa musi jasno taki sygnał wysyłać, bo duża część winy leży po naszej stronie – pozwoliliśmy sobie wejść na głowę.
Poseł Rzymkowski odniósł się również do polityki rządu PiS względem ukraińskiej ustawy o oświacie, która nie jest korzystna dla polskiego szkolnictwa na Ukrainie. Jednocześnie, rząd przedstawia ogólnikową deklarację podpisaną w tej sprawie jako wielki sukces.
– Mam nadzieję, że w tym obszarze zmiana również nastąpi. Fakt, że szkolnictwo, które dziś istnieje na Ukrainie, istniało też w ZSRR. Tutaj mamy dwa wszechświaty równoległe, jeśli chodzi o Kościół Rzymskokatolicki na Ukrainie, a polskie szkolnictwo. Bo one w podobnej licznie i skali działały za czasów sowieckich. A w tej chwili, na wolnej Ukrainie jest sytuacja analogiczna. Mamy nadal dwa kościoły we Lwowie, jak za czasów Związku Sowieckiego, a wolna Ukraina nie chce wydać innych kościołów. Ona nie chce wydać nawet plebanii oo. Franciszkanom na ulicy Łyczakowskiej. To są działania czysto administracyjne, które miałyby nas i Polaków we Lwowie w jakiś sposób upokorzyć. To samo dotyczy szkolnictwa, które wciąż jest w tej samej skali, jak za ZSRR.
Poseł Rzymkowski zapowiedział, że będzie się starał doprowadzić do zwołania bilateralnej grupy polsko-ukraińskiej, wezwać ukraińskiego ambasadora i porozmawiać z nim na ten temat. – Nie tylko ja, ale też moi sejmowi koledzy i koleżanki mają sporo obaw – mówi poseł. Dodaje, że od kiedy przewodniczącą grupy została posłanka Mazurek z PiS, to jej spotkania przestały się odbywać. Inaczej, niż za czasów obecnego wiceszefa MON, Michała Dwroczyka. – Teraz sytuacja jest bardzo napięta i grupa bilateralna powinna się spotkać. Tym bardziej, że jako parlamentarzyści mamy wiele uwag odnośnie współpracy polsko-ukraińskiej.
Rzymkowski powtórzył również swoją koncepcję stworzenia „listy proskrypcyjnej” z nazwiskami obywateli Ukrainy, którzy mieliby zakaz wstępu do Polski. – Moim zdaniem pan Juszczenko powinien być numerem jeden na tej liście, za to co ostatnio mówił. Cieszę się, że MSZ rozważa taką możliwość. Mam nadzieję, że przejdzie od słów do czynów. I że w polskim Sejmie w końcu nowelizacja ustawy o IPN zostanie wreszcie uchwalona. Bo z Ukraińcami nie da się po dobroci.
KRESY.PL






























