Ceny papryki przemysłowej w Polsce spadły do 60–80 groszy za kilogram, co sprawia, że jej produkcja przestała być opłacalna. Ceny skupu innych warzyw są jeszcze niższe. Rolnicy podają, że cebula sprzedawana jest po 25 groszy za kilogram, a marchew przemysłowa zaledwie po 15 groszy. Rolnicy rozdają plony mieszkańcom lub organizują samozbiory po symbolicznej złotówce, by warzywa się nie zmarnowały.

W Gałkowicach w woj. świętokrzyskim plantator Maciej Siekiera udostępnił mieszkańcom swoje pole papryki do darmowego samozbioru. Podobne inicjatywy pojawiają się w całym kraju – w internecie rośnie liczba ogłoszeń o samozbiorach, w których paprykę można kupić nawet za 1 zł za kilogram.

Ceny skupu papryki przemysłowej spadły do poziomu 60–80 groszy za kilogram, podczas gdy w handlu detalicznym osiągają 10–12 zł/kg. Jeszcze gorzej wygląda sytuacja na rynku ziemniaków, których cena w hurcie wynosi zaledwie 5–25 groszy/kg – to najniższy poziom od lat.

Jak informują portale SadyOgrody.pl i „Tygodnik Nadwiślański”, Maciej Siekiera prowadzi gospodarstwo warzywnicze w Gałkowicach od ośmiu lat. W tym roku zdecydował się oddać zbiory mieszkańcom. „Nie chcę za to złotówki. Serce mi się kraje, jak muszę to po prostu zniszczyć. Nie opłaca się nawet zbierać – koszt zbioru przewyższa wartość papryki w skupie” — powiedział w rozmowie z portalem SadyOgrody.pl.

„Nie chciałem się żalić, tylko chciałem, żeby ludzie zobaczyli, jak wygląda rzeczywistość polskich rolników. My nie jesteśmy leniami – po prostu system nas przygniata” — wyjaśnił w rozmowie z „Tygodnikiem Nadwiślańskim”.

Rolnik uprawia paprykę, cebulę, kapustę i marchew. Jak podkreśla, wszystkie te warzywa w tym roku przynoszą straty. „Za kilogram papryki oferują mi 60 groszy. Cebula? 25 groszy za kilogram. Marchew przemysłowa – może 15 groszy. A koszty produkcji rosną z każdym miesiącem: nawozy, paliwo, prąd, folie, opakowania. To się już nie bilansuje” — tłumaczył Siekiera.

Może Cię zainteresować: Rolnik spod Trzebnicy został z 11 tonami śliwek. Z pomocą ruszyli zwykli mieszkańcy

Jak dodał, przetwórnie nie odbierają zakontraktowanego towaru, a pośrednicy nie kupują, bo rynek został zalany importem z Holandii i Hiszpanii. „To nie jest rynek, to jest ruletka. W jednym roku cena dobra, w następnym wszystko się wali. I nie mamy żadnego wsparcia, żadnych narzędzi, żeby to przetrwać” — stwierdził rolnik.

Pole Macieja Siekiery zajmuje około dwóch hektarów. Ze względu na brak możliwości zatrudnienia pracowników do zbioru, postanowił zaprosić mieszkańców, by sami zebrali paprykę. „Nie stać mnie na ludzi do zbioru. Dzienna dniówka to 300 zł, a żeby się zwróciło, pracownik musiałby zebrać pół tony papryki. To nierealne. Dlatego postanowiłem, że niech ludzie przyjadą, zbiorą i zabiorą do domów. Przynajmniej się nie zmarnuje” — powiedział w rozmowie z SadyOgrody.pl.

Warto przeczytać: Wielka ferma drobiu tuż przy granicy z Polską. Ukraińska spółka ogłasza plany

Na polu w Gałkowicach codziennie pojawiają się dziesiątki samochodów. Ludzie przyjeżdżają z całego regionu, by pomóc rolnikowi. „Jestem w szoku, ile osób się pojawiło. Każdy z dobrym sercem, chcą pomóc, coś zostawić. To buduje wiarę w ludzi” — podkreślił Siekiera.

W internecie ruszyła również zbiórka „Urwij paprykę, wpłać grosz dla rolnika”, mająca pokryć część kosztów produkcji. Do momentu publikacji zebrano blisko 5 tys. zł.

Jak zauważa SadyOgrody.pl, przypadek z Gałkowic nie jest odosobniony. W ostatnich tygodniach rolnicy z Mazowsza, Lubelszczyzny i Wielkopolski publikują ogłoszenia o samozbiorach papryki po 1 zł za kilogram. W mediach społecznościowych pojawiają się setki wpisów o treści: „Papryka do samozbioru, bez chemii, 1 zł/kg. Przyjedź, zbierz, niech się nie zmarnuje”. Niektórzy organizują „dni otwarte” na polach, podczas których za pomoc w zbiorach można zabrać warzywa lub wpłacić dowolną kwotę.

„To już nie jest biznes, to forma ratunku. Przynajmniej ludzie zjedzą świeże warzywa, a my nie będziemy patrzeć, jak tonami gniją w polu” — powiedział jeden z producentów z Mazowsza cytowany przez SadyOgrody.pl.

Zobacz również: Rolnik musiał zapłacić prawie 120 tys. zł kary za hodowlę świń. Pomogli ludzie z całej Polski

Rolnicy od miesięcy ostrzegają, że napływ taniej żywności z Zachodu i brak interwencji państwa doprowadzają do zapaści sektora warzywniczego. „W Holandii i Hiszpanii kończą się uprawy i czyszczą szklarnie. To wszystko trafia do Polski po cenach dumpingowych. Nasze magazyny są pełne, ale nikt nie chce polskiej papryki, bo zagraniczna jest o grosze tańsza” — tłumaczył Maciej Siekiera.

Jak dodał, Polska nie posiada realnych narzędzi ochrony rynku: „Nie ma dopłat do przechowywania, nie ma pomocy dla producentów, którzy zostali z towarem. My walczymy sami – i przegrywamy”.

Podobny problem dotyka plantatorów ziemniaków, którzy również zmagają się z nadprodukcją i drastycznym spadkiem cen. Według danych Izby Rolniczej Województwa Łódzkiego, w powiecie sieradzkim ceny hurtowe spadły do 5–25 groszy za kilogram, a w detalu ziemniaki kosztują 2–3 zł/kg. „Ziemniak stał się symbolem bezsensu – rolnik dostaje grosze, a klient płaci krocie. My pracujemy cały rok, a na koniec nie mamy z czego zapłacić rachunków” — komentował jeden z rolników z rejonu Sieradza.

Historia z Gałkowic stała się symbolem szerszego problemu polskiego rolnictwa. „Nie chcę, żeby ktoś mi współczuł, tylko żeby ludzie zrozumieli, że tak dłużej się nie da. Nie potrzebujemy litości, tylko normalnego rynku i uczciwej ceny. Inaczej zostaną tylko pola chwastów” — podkreślił Maciej Siekiera.

Na jego polu wciąż można zebrać paprykę i zabrać ją do domu. „Niech się nie zmarnuje. Wiem, że to nie rozwiąże problemu, ale chociaż tyle możemy zrobić – my i ludzie, którzy przyszli nam pomóc” — dodał rolnik.

Od piątku na jego plantacji pojawiają się dziesiątki osób – całe rodziny i sąsiedzi z okolicznych miejscowości. „Nie spodziewałem się takiej reakcji. Każdy przyjechał z dobrym sercem, żeby pomóc, żeby ta papryka się nie zmarnowała” — podsumował Siekiera.

Kresy.pl/tyna.info.pl/sadyogrody.pl

Tagi:
forma płatności