Protest przeciwników nowych uregulowań przeciwepidemicznych pod gmachem litewskiego Seimasu przerodził się w próby jego blokady.

Protest wywołały plany władz Litwy wprowadzenia ograniczeń dla osób, które nie zaszczepiły się przeciwko koronawirusowi SARS CoV-2. Rozpoczął się on jeszcze przed południem, by skupić pod parlamentem kilka tysięcy osób, co jak na Litwę jest liczną manifestacją. Organizator zarejestrował ją jako zgromadzenie, które może trwać do 17 godzin.

Kresowy Przegląd Tygodnia

Zgoda RODO: Wyrażam zgodę na wykorzystywanie przez FUNDACJA KOMPANIA KRESOWA, ul. Gen. Władysława Sikorskiego 166 / 0.03, 18-400 Łomża moich danych osobowych przesłanych w niniejszym formularzu w celu otrzymywania informacji drogą elektroniczną.
Możesz zrezygnować z subskrypcji w dowolnym momencie, klikając link w stopce naszych e-maili.

W czasie manifestacji jej uczestnicy zbierali podpisy pod apelem o dymisję rządu. Zostały one przekazane do kancelarii prezydenta Litwy. W urzędzie prezydenta spotkał ich jego doradca, Jarosław Narkiewicz. W apelu znalazły się także zapisy wyrażające sprzeciw wobec stosowania ograniczeń przeciwepidemicznych w zależności od tego czy obywatele są zaszczepienie czy nie.

Protest odbywał się w dniu posiedzenia Seimasu. Po jego zakończeniu zgromadzeni przeszkadzali parlamentarzystom w opuszczaniu gmachu izby. Podejmowali próby blokady wyjść. Wychodzący deputowani spotykali się z zarzutami i pytaniami ze strony protestujących, bądź też głośnym skandowaniem haseł. Spowodowało to wzmocnienie oddziałów policji wokół budynku. Według portalu Delfi skupiono tam funkcjonariuszy czterech policyjnych brygad. Największe problemy mieli ci parlamentarzyści, którzy zaparkowali swoje samochody na wewnętrznym parkingu parlamentu. Ostatecznie doprowadziło to do tego, że większość z nich opuściła miejsce pracy pieszo.

Protestujący reagowali z niechęcią nie tylko na parlamentarzystów, ale też na dziennikarzy mediów głównego nurtu. Pod naciskiem tłumu miał znaleźć się pracownik litewskiego nadawcy publicznego LRT. Policja użyła wówczas gazu łzawiącego, co doprowadziło do starć między funkcjonariuszami, a najbardziej krewkimi protestującymi.

Pilnujemy wspólnych spraw

Zależymy od Twojego wsparcia

Deputowany partii socjaldemokratycznej Algirdas Sisas oskarżył protestujących o to, że działają z premedytacją – „Rozumieją, że większość policjantów pilnujących nielegalnych migrantów nie ma w Wilnie, policja nie może zabezpieczyć 75-metrowego perymetru Seimasu”. Komendant główny policji Renatas Pożela miał potwierdzić, że policji nie wystarcza sił, by rozbić protest. Manifestacja nadal trwa.

Czytaj także: Jak dyskryminuje Litwa

delfi.lt/kresy.pl

Czytaj kolejny artykuł
1 odpowieź

Zostaw odpowiedź

Chcesz przyłączyć się do dyskusji?
Nie krępuj się!

Dodaj komentarz