Katar sygnalizuje konieczność zakończenia wojny USA i Izraela przeciw Iranowi przy stole rozmów. Jego przedstawiciel odkreślił, że państwa arabskie muszą nauczyć się żyć obok Iranu.
Występując na środowej konferencji prasowej rzecznik katarskiej dyplomacji, Madżid al-Ansari stwierdził przy tym – “im szybciej zaczną się negocjacje, tym mniej będzie ofiar”. Jak ocenił – “nie ma usprawiedliwienia dla opóźniania rozwiązania dyplomatycznego”. Wyraził poparcie Kataru dla wszelkich oficjalnych i nieoficjalnych rozmów, które mogą doprowadzić do zakończenia wojny na Bliskim Wschodzie. Zarazem al-Ansar podkreślił, że obecnie jego państwo nie odgrywa roli mediatora między USA, Izraelem a Iranem.
Rzecznik katarskiej dyplomacji nadmienił, że jego państwo koncentruje się obecnie na “obronie” i uniknięciu strat wynikających z “różnych ataków”, co znaczące więc, al-Ansari nie wskazał wprost na Iran jako ich sprawcę. Sami Irańczycy kilkukrotnie sugerowali już, że część ataków na państwa trzecie było atakami prowadzonymi “pod fałszywą flagą”.
Al-Ansari twierdził, że rozpoczęcie wojny z Iranem przez USA nie było konsultowane z Katarem. Twierdził też, że w ciągu ostatnich “kilku dni” nie jego państwo nie odnotowało żadnych ataków na swoje terytorium.
“Iran jest tutaj od tysiącleci. Ludzie żyją w tym regionie od tysiącleci. Nikt stąd nie wyjedzie. Totalna anihilacja nie jest opcją. Żaden naród czy państwo nie zniknie na życzenie jakiegokolwiek politycznego aktora. Będziemy żyć obok siebie, będzie sąsiadami w przyszłości rodzaju ludzkiego i musimy znaleźć sposób być żyć obok siebie” – powiedział przedstawiciel katarskiego Ministerstwa Spraw Zagranicznych. Retoryka ta różni się od retoryki dobiegające ostatnio ze Zjednoczonych Emiratów Arabskich czy Arabii Saudyjskiej. W mediach pojawiły się nawet spekulacje o możliwym włączeniu się tej ostatniej w działania zbrojne.
W dalszej części swojej wypowiedzi al-Ansari powiedział, że przebieg wojny USA i Izraela z Iranem obalił szereg założeń, które do tej pory były podstawą ładu międzynarodowego na Bliskim Wschodzie. “Oznacza to, że państwa Zatoki Perskiej, które pracowały równolegle, czego byliście świadkami, by zapewnić sobie bezpieczeństwo, muszą po zakończeniu tej wojny dokonać ponownej oceny wspólnego systemu bezpieczeństwa regionu” – stwierdził dyplomata.
Jego słowa można potraktować jako aluzję do tego, iż USA nie były w stanie osłonić swoich arabskich partnerów, z których terytorium korzystają w prowadzeniu działań zbrojnych przed odwetem Teheranu.
Al-Ansari chwalił się jednak działaniem systemów obrony swojego emiratu, twierdząc, że zneutralizowały one około 90 proc. środków rażenia nadlatujących nad Katar. Mówił o “kompletnej pewności” Dohy.
28 lutego rano USA i Izrael rozpoczęły zbrojny atak na Iran. Fala bombardowań jest znacząco większa niż w czasie pierwszego dnia wojny dwunastodniowej z czerwca zeszłego roku. Atak został przeprowadzony także na bazę proirańskiej milicji w Iraku. Izrael rozpoczął również bombardowania Libanu, w tym jego stolicy Bejrutu.
Poważniejsza jest także militarna odpowiedź Iranu, który wystrzelił rakiety nie tylko na Izrael, ale na bazy amerykańskie i inne obiekty w Omanie, Jordanii, Katarze, Kuwejcie, Iraku, Arabii Saudyjskiej, Bahrajnie i Zjednoczonych Emiratach Arabskich. Celem ataku była też brytyjska baza wojskowa na Cyprze. Iran odnotowuje sukcesy, poraził między innymi radar wczesnego ostrzegania rozlokowany w Zjednoczonych Emieratów Arabskich warty pół miliarda dolarów.
Szczególne straty z powodu tego irańskiego odwetu poniósł Katar. Doszło do znacznych szkód w instalacjach przetwarzania gazu i gazoport Ras Laffan, które są niemożliwe do szybkiej naprawy. Ras Laffan, położone 80 km na północ od stolicy Kataru – Dohy, jest centrum przemysłu energetycznego i siedzibą wielu międzynarodowych firm. Znajdują się tam instalacje przetwarzania gazu ziemnego i jego pompowania na statki. Katar jest jednym z czołowych eksporterów tego surowca.
english.alarabiya.net/kresy.pl































