Donald Trump przyznał w niedzielę, że w trakcie lipcowej rozmowy telefonicznej z Wołodymyrem Zełenskim wspomniał o byłym wiceprezydencie USA Joe Bidenie i jego synu w kontekście zwalczania korupcji na Ukrainie. Od kilku dni w USA trwa afera związana z rzekomym szantażowaniem Zełenskiego przez Trumpa groźbą obcięcia pomocy dla Ukrainy w razie braku wszczęcia śledztwa przeciw Bidenowi.

W niedzielę Trump przed wylotem do Teksasu i Ohio podszedł do dziennikarzy i poinformował o tym, że rozmawiając 22. lipca z Zełenskim powiedział, iż nie chce, by Amerykanie, w tym wiceprezydent Biden i jego syn, przyczyniali się do korupcji na Ukrainie.

„Rozmowa, którą przeprowadziłem, była w dużej mierze gratulacyjna [oraz] w dużej mierze o korupcji, o całej korupcji, która ma miejsce” – mówił Trump. „W dużej mierze [chodziło o] fakt, że nie chcemy, aby nasi ludzie, tacy jak wiceprezydent Biden i jego syn, kreowali korupcję, która jest już na Ukrainie”. – dodawał amerykański prezydent.

Według Trumpa Zełenski powiedział mu, że zdoła pozbyć się z kraju korupcji. „Powiedziałem, że byłoby to wspaniałe. Mieliśmy świetną rozmowę. Rozmawialiśmy na wiele tematów” – wyjaśniał Trump.

Prezydent USA powtarzał, że nie powiedział w trakcie rozmowy z Zełenskim nic złego. Uchylił się od bezpośredniej odpowiedzi na pytanie, czy Biały Dom opublikuje transkrypcję rozmowy.

Po przylocie do Teksasu Trump powiedział dziennikarzom, że zajmie się ujawnieniem szczegółów lub transkrypcji rozmowy, ale podkreślił, że zagraniczni przywódcy nie chcą, aby takie rzeczy były upubliczniane i że powinni swobodnie rozmawiać z prezydentem USA bez obaw o późniejsze ujawnienie ich słów.

Agencja AP podaje, powołując się na anonimowego urzędnika znającego treść rozmowy, że rozmawiając z Zełenskim Trump wzywał go do przeprowadzenia dochodzenia w sprawie Huntera Bidena, syna byłego wiceprezydenta, jednak nie szantażował go groźbą obcięcia pomocy dla Ukrainy.

Nie istnieje darmowe dziennikarstwo. Darmowa jest jedynie propaganda.

Przekaż 50 zł

Zwalczaj propagandę.

Jak pisaliśmy,  Hunter Biden, syn Joe Bidena, byłego wiceprezydenta USA i jednego z głównych kandydatów Partii Demokratycznej na prezydenta, jest powiązany z ukraińskim oligarchą Mykołą Złoczewskim, podejrzanym o pranie brudnych pieniędzy, łapówkarstwo i malwersacje finansowe. Hunter Biden był członkiem rady nadzorczej należącego do tego oligarchy holdingu gazowego, a wszczęcie śledztwa mogłoby zostać wykorzystane przez Trump i Republikanów przeciwko czołowemu przedstawicielowi obozu Demokratów.

W tym tygodniu Washington Post napisał, że jeden z amerykańskich urzędników pracujących w Białym Domu i zajmujący się sprawami wywiadowczymi, złożył w sierpniu br. zawiadomienie o możliwości popełnienia przestępstwa przez prezydenta USA. Według źródeł gazety, sprawa została potraktowana na tyle poważnie, że trafiła do generalnego inspektora ds. amerykańskiej społeczności wywiadowczej. Te same źródła twierdziły, że skarga dotyczyła rozmowy Trumpa z prezydentem Ukrainy. Donald Trump w rozmowie z Zełenskim rzekomo złożył mu „propozycję nie do odrzucenia”. Mianowicie, albo Ukraina zainicjuje śledztwo ws. jego oponenta politycznego, czyli Huntera Bidena, albo może zapomnieć o dobrych relacjach z USA. Według „The Wall Street Journal” prezydent USA miał też prosić Zełenskiego, by ten pomógł jego prawnikowi, Rudiemu Giulianiemu, zbadać sprawę.

W miniony czwartek główny inspektor ds. wywiadu Michael Atkinson za zamkniętymi drzwiami złożył zeznanie ws. doniesienia odnośnie rozmowy przed Komisją ds. Wywiadu Kongresu. Ponadto na piśmie przyznał, że zgłoszenie urzędnika Białego Domu uważa za “wiarygodne”.

Nie istnieje darmowe dziennikarstwo. Darmowa jest jedynie propaganda.

Przekaż 50 zł

Zwalczaj propagandę.

CZYTAJ TAKŻE: Trump i Giuliani naciskali na ukraińskie władze? Sprawdzą to komisje Izby Reprezentantów

Kresy.pl / AP




Zbierzmy 1000 stałych darczyńców i wyłączmy wszystkie zewnętrzne reklamy na Kresach. Pomóż nam zbudować solidną dziennikarską platformę, publikującą ekskluzywne, wysokiej jakości informacje, opinie i analizy, utrzymującą się wyłącznie dzięki zaufaniu Czytelników.

Kresy.pl są w 100% oddolną obywatelską inicjatywą, nie stoją za nami ani medialne konsorcja, ani rządowe dotacje. Naszym celem jest przeciwstawianie się wszelkim formom manipulacji opinią publiczną w Polsce. W dobie wojny informacyjnej nie ma zadania bardziej palącego niż odpowiedzialne wspieranie zaufanych mediów.

Wyłącz reklamy

Wesprzyj jednorazowo

0 odpowiedzi

Zostaw odpowiedź

Chcesz przyłączyć się do dyskusji?
Nie krępuj się!

Dodaj komentarz