Około dziesięciu tysięcy osób wzięło udział w dorocznej Paradzie Polskości w Wilnie. Uczestnicy przeszli głównymi ulicami miasta.
Rzecznik Kremla, Dmitrij Pieskow uznał, że sposób w jakich państwa zachodnie pomagają Ukrainie prowadzić działania zbrojne jest równoznacznych z uczestnictwem w wojnie.
„Trwa wojna, prawdziwa wojna. Wiecie, dlaczego to jest wojna? Bo wszystko zaczęło się od specjalnej operacji wojskowej. Trwa jako wojna, bo Kijów ma za sobą Berlin, Paryż, Hagę, Oslo i, niestety, Waszyngton. Bo pomaga im się w namierzaniu za pośrednictwem satelitów i w kierowaniu zagranicznej broni na nasze cele za pośrednictwem całej swojej infrastruktury” – powiedział w niedzielę Pieskow w wywiadzie dla dziennikarza rosyjskich mediów państwowych Pawła Zarubina.
Jednocześnie rzecznika Kremla utrzymywał, że Kijów nie jest w stanie wywierać żadnej presji na Rosję. „Oczywiście, reżim w Kijowie kontratakuje, próbując stworzyć narrację dla swoich mocodawców, dla swoich wspólników w Sojuszu Północnoatlantyckim. Stworzyć wrażenie, że jest zdolny do wywierania jakiejkolwiek presji” – powiedział Pieskow.
Krzysztof Bosak zażądał pilnego przedstawienia Sejmowi pisemnej informacji o przekazaniu Ukrainie pocisków do systemów Patriot. Polityk Konfederacji odniósł się do wcześniejszych wypowiedzi szefa MON Władysława Kosiniaka-Kamysza oraz do informacji o sporze między rządem a otoczeniem prezydenta Karola Nawrockiego.
Sprawa dotyczy przekazania Ukrainie pocisków do systemu Patriot. Wiceszef resortu obrony Cezary Tomczyk mówił w poniedziałek, że decyzja dotyczyła „kilku” rakiet i była uzgodniona ze Stanami Zjednoczonymi i sekretarzem generalnym NATO Markiem Rutte. Zapewniał też, że w razie zagrożenia Polska miałaby otrzymać w ciągu pierwszej doby „dziesięć razy więcej” tego typu rakiet i systemów.
We wtorek Bosak zakwestionował sposób informowania opinii publicznej przez kierownictwo MON. Nawiązał do marcowego wpisu Władysława Kosiniaka-Kamysza, w którym szef resortu obrony zapewniał, że polskie Patrioty i ich uzbrojenie pozostają przeznaczone do ochrony kraju.
46,6 proc. badanych uważa, że to Ukraina ponosi odpowiedzialność za eskalację konfliktu z Polską – wynika z sondażu SW Research dla RP.pl. Odpowiedzialność po stronie Warszawy wskazało 12,7 proc. respondentów. (więcej…)
Prezydent Francji Emmanuel Macron przybył w poniedziałek do Syrii, stając się pierwszym przywódcą dużego zachodniego państwa, który odwiedził ją od czasu przejęcia władzy przez dawnych bojowników dżhadystycznych.
Wizyta nie jest zaskoczeniem. Francja pozostawała czołowym przeciwnikiem byłego prezydenta Baszara al-Asada i aktywnie wspierała, po wybuchu wojny syryjskiej w 2011 roku, przeciwników baasistowskich władz arabskiego państwa. Wsparcie to miało wymiar polityczny, Francja była czołowym promotorem izolowania al-Asada i sankcji wobec Syrii, ale też materialnie wspierała antyrządowe ugrupowania zbrojne, a francuscy żołnierze sił specjalnych operowali okresowo w Syrii.
Macron jeszcze w maju zeszłego roku przyjął w Paryżu tymczasowego prezydenta Syrii, Ahmeda asz-Szarę, wykonują poważny gest na rzecz jego międzynarodowej legitymizacji. W poniedziałek rozpoczął rewizytę, która jest pierwszym pobytem francuskiego prezydenta w arabskim państwie od 2009 roku.
Sąd aresztował na trzy miesiące 40-letniego obywatela Ukrainy podejrzanego o spowodowanie śmiertelnego wypadku po alkoholu i ucieczkę z miejsca zdarzenia. Na trasie Głębinów–Skorochów zginął 45-letni rowerzysta.
W poniedziałek nyska policja poinformowała o zatrzymaniu 40-letniego obywatela Ukrainy podejrzanego o spowodowanie śmiertelnego wypadku na trasie Głębinów–Skorochów i ucieczkę z miejsca zdarzenia. Decyzją sądu mężczyzna został tymczasowo aresztowany na trzy miesiące.
Do wypadku doszło w środę 1 lipca w godzinach nocnych. Dyżurny Komendy Powiatowej Policji w Nysie otrzymał zgłoszenie o rannym mężczyźnie leżącym w przydrożnym rowie. Obok niego znajdował się rower.
W sobotę odbywało się na Słowacji referendum w sprawie odebrania premierowi Słowacji dożywotniego świadczenia pieniężnego z racji sprawowania urzędu.
Robert Fico może być jednak spokojny o swoje fundusze na starość. Bez względu na wynik frekwencja w czasie referendum była zbyt niska, by jego wynik był wiążący. Według wstępnych danych do urn poszło w sobotę tylko 16 proc. uprawnionych do tego obywateli Słowacji, czyli znacznie poniżej poziomu 50 proc. czyniącego referendum wiążącym, podała agencja informacyjna Associated Press.
Referendum odbyło się na zasadzie wniosku obywatelskiego. Podpisy 350 tys. Słowaków po nim pozaparlamentarna partii liberalna Demokraci.































