Obrona terytorialna, licząca nie tysiące, lecz dziesiątki lub setki tysięcy zbrojnych obywateli, da nam większe poczucie bezpieczeństwa niż najnowocześniejsze nawet rakiety manewrujące – pisze Andrzej Talaga w “Rzeczpospolitej”.
“Gdyby doszło do wojny na pełną skalę z Rosją, wojny, którą musielibyśmy toczyć samotnie, bez wsparcia NATO, armia zawodowa i jej rezerwa zostaną w końcu rozbite. Ciężar obrony muszą wówczas przejąć uzbrojeni obywatele. Jeśli stanie się inaczej, będzie to oznaczało koniec państwa polskiego” – pisze publicysta.
Walka z oddziałami partyzanckimi jest bardzo trudna.
“Nowoczesne siły zbrojne nie mają skutecznych doktryn walki z partyzantami, a ich żołnierze niezbędnej do tego odporności psychicznej, o wyszkoleniu nie wspominając” – pisze Talaga.
“Aby odstraszanie było przekonujące dla przeciwnika, obrona terytorialna nie może się stać rezerwą regularnej armii ani jej uzupełnieniem na polu walki. Odstraszać zaś będzie jako autonomiczna siła budowana równolegle z zawodowym wojskiem. Zdolna do boju przez lata, nawet gdyby naczelne organy państwa zostały unicestwione, a armia kompletnie rozbita” –zwraca uwagę publicysta.
rp.pl/KERSY.PL






























