Naukowcy zidentyfikowali szczątki czterech kolejnych uczestników wyprawy Franklina, jednej z najsłynniejszych katastrof w dziejach badań Arktyki.
Ustalenia oparto na analizach DNA porównanych z materiałem genetycznym żyjących potomków marynarzy.
Badania nie rozpoczynają dochodzenia w sprawie losu ekspedycji, lecz stanowią jego kolejny etap. Wcześniej analizowano już relacje Inuitów, odnalezione szczątki, ślady na kościach, możliwe przyczyny śmierci załogi, poziom ołowiu w tkankach oraz wraki HMS Erebus i HMS Terror. Nowe identyfikacje pozwalają jednak dopisać konkretne nazwiska do miejsc, w których kończył się marsz ludzi Franklina.
Peglar umierał sam, inni w grupach
Najważniejsze nowe rozpoznanie dotyczy Harry’ego Peglara, kapitana marsa fokmasztu na HMS Terror. Peglar nie jest pierwszym uczestnikiem całej wyprawy zidentyfikowanym dzięki DNA. Wcześniej rozpoznano m.in. Johna Gregory’ego, inżyniera z HMS Erebus, oraz Jamesa Fitzjamesa, oficera, który po śmierci sir Johna Franklina objął dowództwo nad HMS Erebus. Peglar jest natomiast pierwszym członkiem załogi HMS Terror definitywnie zidentyfikowanym metodami genetycznymi.
Jego przypadek od dawna budził wątpliwości. Szczątki znaleziono już w 1859 roku na południowym wybrzeżu Wyspy Króla Williama. Przy zmarłym znajdowały się dokumenty Peglara, w tym świadectwo marynarskie i tzw. „Peglar Papers”, jeden z nielicznych osobistych zapisów pozostawionych przez ludzi Franklina. Problem polegał na tym, że ubranie zmarłego wskazywało raczej na stewarda lub służącego oficera niż na podoficera pokładowego. Przez lata przypuszczano więc, że ciało mogło należeć do innego człowieka, który niósł papiery Peglara. Analiza DNA potwierdziła jednak, że szczątki należały właśnie do niego.
Badacze nie mają pewnego wyjaśnienia, dlaczego Peglar był ubrany jak steward. Jedna z hipotez zakłada, że w ostatniej fazie wyprawy mógł zostać zdegradowany albo przeniesiony do innej funkcji. W takim wypadku strój nie byłby przypadkowym „przebraniem”, lecz śladem zmiany pozycji na pokładzie. Nie zachował się jednak żaden rozkaz ani dokument, który pozwalałby to potwierdzić. Inna możliwość mówi, że w czasie desperackiego marszu przez Arktykę załoga korzystała z każdej dostępnej odzieży bez względu na wcześniejszą rangę, choć samo to wyjaśnienie również pozostaje niepewne, ponieważ w miejscach obozowisk znajdowano duże ilości porzuconej odzieży; Peglar miał w czym wybierać.
Oprócz Peglara zidentyfikowano trzech ludzi z HMS Erebus: Williama Orrena, doświadczonego marynarza pokładowego; Davida Younga, chłopca okrętowego pierwszej klasy; oraz Johna Bridgensa, stewarda. Ich szczątki odkryto w rejonie Erebus Bay.
Położenie ciał wskazuje, że uczestnicy wyprawy zwykle nie umierali w całkowitej samotności. W pobliżu mogli znajdować się inni ocalali członkowie ekspedycji. Inaczej wygląda jednak przypadek Peglara: jego szczątki znaleziono osobno, daleko od miejsca śmierci trzech marynarzy z Erebus, co sugeruje, że przynajmniej w chwili śmierci był odłączony od innych.
Sprawdzian potęgi morskiej, który zakończył się klęską
Wyprawa Franklina wyruszyła z Anglii w maju 1845 roku. Jej celem było odnalezienie Przejścia Północno-Zachodniego, arktycznej drogi morskiej łączącej Atlantyk z Pacyfikiem. W ekspedycji uczestniczyły dwa okręty, HMS Erebus i HMS Terror, oraz 129 ludzi. Było to przedsięwzięcie prestiżowe, prowadzone w epoce, w której Wielka Brytania traktowała eksplorację Arktyki jako sprawdzian potęgi Royal Navy i imperialnej ambicji.
Okręty zostały uwięzione w lodzie w pobliżu Wyspy Króla Williama we wrześniu 1846 roku. Franklin zmarł 11 czerwca 1847 roku. 22 kwietnia 1848 roku 105 ocalałych członków załogi opuściło statki, skute lodem od 19 miesięcy, i ruszyło pieszo na południe, w stronę rzeki Back na kanadyjskim lądzie. Ludzie ciągnęli łodzie na saniach. Nikt nie przeżył.
Wiadomo to m.in. z noty z Victory Point, najważniejszego dokumentu pozostawionego przez ekspedycję. Pierwszy zapis, z maja 1847 roku, informował jeszcze, że wszystko jest w porządku. Drugi, dopisany w kwietniu 1848 roku, mówił już o śmierci Franklina, 24 zmarłych członkach wyprawy i decyzji o opuszczeniu statków.
Śmierć załogi była prawdopodobnie skutkiem połączenia głodu, zimna, chorób, wycieńczenia, szkorbutu i być może zatrucia ołowiem. Badania ciał pierwszych zmarłych, zachowanych w wiecznej zmarzlinie na Beechey Island, oraz późniejsze analizy kości i tkanek stały się częścią wieloletniego śledztwa nad tym, dlaczego dobrze wyposażona ekspedycja Royal Navy uległa całkowitej zagładzie.
Relacje Inuitów i szok w Wielkiej Brytanii
Jednym z najważniejszych źródeł wiedzy o końcu wyprawy były relacje Inuitów. Dotyczyły one ostatniej fazy marszu ludzi Franklina po opuszczeniu statków. Inuici mówili o chorych i wygłodzonych białych ludziach przemieszczających się na południe, o porzuconych przedmiotach, łodziach ciągniętych po lodzie lub lądzie, obozowiskach, zwłokach i szkieletach, znajdowanych wzdłuż trasy odwrotu. Pojawiały się także przedmioty z okrętów: sztućce, guziki, fragmenty ubrań, książki i elementy wyposażenia.
Najbardziej wstrząsające były informacje zebrane wśród Inuitów w 1854 roku przez szkockiego badacza Johna Rae. Mieszkańcy Arktyki przekazali mu, że część ludzi Franklina zmarła po drodze, a ocalali w skrajnej desperacji jedli ciała zmarłych towarzyszy. Według relacji wspominano także o gotowaniu mięsa w dużych kotłach. Dla brytyjskiej opinii publicznej był to szok. Wiktoriańska Wielka Brytania nie chciała uwierzyć, że oficerowie i marynarze Royal Navy mogli dopuścić się czegoś, co uznawano za skrajne upodlenie. Relacje Inuitów podważano, a Rae spotkał się z ostrą krytyką. Możliwość kanibalizmu publicznie odrzucał m.in. Charles Dickens.
Dopiero współczesne badania archeologiczne i antropologiczne potwierdziły, że inuickie świadectwa miały materialne podstawy. Na kościach członków wyprawy znaleziono ślady cięć wskazujące na odcinanie tkanek. Późniejsze analizy wykazały również ślady rozłupywania i wygładzenia kości, tzw. „pot polish”, co sugeruje podgrzewanie ich w wodzie w celu wydobycia szpiku i tłuszczu.
Badania trwają ponad 100 lat
Badania nad losem ekspedycji prowadzono na wielu etapach. XIX-wieczne wyprawy poszukiwawcze odnajdywały szczątki, przedmioty i porzucone obozowiska. Francis McClintock w 1859 roku znalazł m.in. łódź na ciężkich saniach, szkielety, groby, książki i ubrania, a jego współpracownik William Hobson odnalazł notę z Victory Point. Później Charles Francis Hall i Frederick Schwatka spisywali kolejne relacje Inuitów, które okazały się niezbędne dla zrozumienia trasy odwrotu i lokalizacji śladów ekspedycji.
W XXI wieku doszły badania DNA, które pozwalają nie tylko ustalać pokrewieństwo, ale też przywracać nazwiska konkretnym ludziom. Nowe identyfikacje zwiększyły liczbę rozpoznanych uczestników wyprawy do sześciu. Badacze podkreślają, że szczątki czterech najnowszych zidentyfikowanych marynarzy nie noszą śladów kanibalizmu, w przeciwieństwie do szczątków Jamesa Fitzjamesa.
Legenda wyprawy Franklina wynika więc nie tylko z samej klęski. Tworzą ją całkowite zniknięcie świetnie wyposażonej ekspedycji, długie poszukiwania, niechęć imperium do przyjęcia prawdy o jej końcu, późniejsze potwierdzenie relacji Inuitów, dowody kanibalizmu oraz odnalezienie wraków obu okrętów dopiero w XXI wieku. Nowe identyfikacje nie zmieniają ogólnego obrazu tragedii, ale pozwalają dokładniej odtworzyć ostatni marsz ludzi z Erebus i Terrora. Dla potomków oznaczają także coś, czego przez blisko 180 lat brakowało: wiedzę, gdzie i w jakich okolicznościach zginęli ich krewni.
Wyniki dotyczące trzech członków załogi HMS Erebus opublikowano w „Journal of Archaeological Science: Reports”, a identyfikację Harry’ego Peglara z HMS Terror opisano w czasopiśmie „Polar Record”.
Czytaj też:
Rosja będzie dalej zwiększać swój potencjał militarny w Arktyce
Rosja tworzy w Arktyce nowy szlak transportowy
Kresy.pl / LiveScience / Phys.Org































