Zdaniem Rosjan szlak przez Arktykę może stać się drugim „Jedwabnym Szlakiem”, łączącym Azję z Europą. Jego długość od Władywostoku do Sankt Petersburga wynosi 14 tys. km. Szlak morski przez Kanał Sueski jest dłuższy i wynosi 23 tys. km.

Władze Rosji od wielu lat mówią o konieczności zagospodarowania Arktyki i korzystania z jej bogactw naturalnych. Od lat strefa Rosji w Arktyce leży bowiem odłogiem. Zajmuje zaś aż 60 proc. powierzchni kraju, a jest zamieszkała przez zaledwie 2 mln ludzi.

Są to głównie miejscowi aborygeni, a także żołnierze i oficerowie stacjonujący tam w garnizonach. W Arktyce mieszkają też pracownicy firm naftowych, ale pracują metodą wachtową i nie można ich zaliczyć do stałych mieszkańców.

Pomysłów na zagospodarowanie Arktyki Moskwa miała wiele, ale dopiero niedawno coś się w sprawie zaczęło dziać. Został opracowany państwowy program zagospodarowania Arktyki. Przewiduje on tworzenie specjalnych stref rozwoju. Po jednej w każdym z regionów, które wchodzą w skład rosyjskiej Arktyki. Na więcej w chwili obecnej Rosji nie stać. Jedną ze stref ekonomicznych będzie Archangielsk, gdzie ma rozwinąć się obróbka diamentów i granulatu opałowego z drzewa. W okolicy stref mają być pozyskiwane surowce, które następnie za pośrednictwem statków będą dowożone do portów mających infrastrukturę transportową, łączącą Arktykę z „Wielką Ziemią”.

Ten materiał powstał dzięki pracy dziennikarzy portalu Kresy.pl.
Wspieraj rzetelne dziennikarstwo.

By koncepcja ta stała się realna, Rosja musi udrożnić tzw. północną drogę morską, biegnącą przez Ocean Lodowaty. Zdaniem Rosjan szlak ten może stać się drugim „Jedwabnym Szlakiem”, łączącym Azję z Europą. Jego długość od Władywostoku do Sankt Petersburga wynosi 14 tys. km. Szlak morski przez Kanał Sueski jest dłuższy i wynosi 23 tys. km. Będąc dłuższym ma jednak przewagę nad drogą morską, wiodącą przez Arktykę. Jest stale czynny. Drogę północną skutą lodem trzeba niestety często udrażniać. Wzdłuż niej nie ma też portów, co dla załóg statków ma znaczenie w przypadku awarii, choroby członka załogi, czy katastrofy morskiej. Rosja od dawna stara się drogę przez Arktykę udrożnić i otworzyć. Jako jedyna w świecie posiada flotę złożoną z 5 atomowych lodołamaczy.

Sześć statków tzw. lodowej klasy ma również kompania „Nornikiel” z Norylska. Nie tylko jednak ta kompania korzysta z północnej drogi morskiej. Należy do nich m.in. „Rosatom”, „Rosnieft”, „Gazprom” i „Nowatek”. Już w 2016 r. przetransportowały one tym szlakiem 6,9 mln ton ładunków.

Flota lodołamaczy rosyjskich jest już niestety przestarzała i Kreml, myśląc o przekształceniu arktycznej drogi morskiej w jakąś alternatywę „Jedwabnego Szlaku”, musi ją znacząco wzmocnić. Moskwa zdając sobie z tego sprawę, przyjęła ambitny program nowych lodołamaczy serii 22 22 0 „Sibir”. Stocznia w Sankt Petersburgu przyjęła zamówienie i w 2015 r. położyła stępkę pod pierwszy atomowy lodołamacz „Sibir”. Oprócz niego na zlecenie „Rosatomfłotu” zgodziła się zbudować jeszcze dwa tego typu lodołamacze o nazwie „Arktyka” i „Ural”.

Te trzy lodołamacze mają być w założeniu największymi tego typu statkami w świecie. Każdy z nich jest przeznaczony do kruszenia lodu o grubości 2,8- 2,9 m. Może działać na różnych głębokościach i warunkach, łamać lód oceaniczny, ale także wchodzić do koryt uchodzących do oceany rzek.

ZOBACZ TAKŻE: Trzeci Rzym wśród lodowych pustkowi

Specjaliści oceniają, że nowy projekt łączy w sobie walory dwóch dotychczas używanych lodołamaczy klasy „Arktyka” i „Tajmyr”. Lodołamacz jest długi na 173,3 m, szeroki na 33 m. Jego napęd stanowią dwa reaktory jądrowe typu RITM- 200. Na wodzie bez lodu porusza się z szybkością 22 węzłów. Seria trzech lodołamaczy nosi nazwę „Lider”. Jej oddanie do użytku i przetestowanie w praktyce rozpocznie zapewne budowę nowych lodołamaczy. Trzy nowe mimo swojej mocy stanowią program minimum. Pierwszy z nich przed kilkoma dniami został zwodowany, ale do eksploatacji zostanie włączony dopiero w 2019 r. Musi zostać doposażony i przejść serię prób. Nie ma bowiem światowego odpowiednika. Następne tego typu lodołamacze zostaną zwodowane i przekazane do użytku w 2025 r. Taka ich ilość Rosji na razie wystarczy. Według prognoz uczonych w 2030 r. pokrywa lodu w Arktyce latem całkowicie stopnieje i lodołamacze będą potrzebne tylko zimą.

Ten materiał powstał dzięki pracy dziennikarzy portalu Kresy.pl.
Wspieraj rzetelne dziennikarstwo.

Obecnie Rosja musi się martwić jeszcze rozwojem technologii informacyjnych i Internetu w Arktyce. Pozwoli to bowiem na uproszczenie pracy statków transportujących kontenery i obniży koszty ich logistyki.

W najbliższym czasie w Archangielsku ma zostać powołane „Arktyczne Centrum”, które zapewni on-line wizualizację poruszania się floty i dostępnej dla nich bazy ładunkowej. Ułatwi ona kapitanom jednostek wybór odpowiedniej trasy.

ZOBACZ TAKŻE: Broń dla Arktyki

Agencja Dalekiego Wschodu d.s. Inwestycji i Wspierania Eksportu przygotowuje też koncepcję powołania kompanii zarządzającej północną drogą morską. Według ekspertów usprawni to poruszanie się po trasach tego szlaku, a także ułatwi wyładunek towarów w portach. Rosjanie sądzą, że z nowej drogi morskiej będę korzystały oprócz rodzimych kompanii także firmy chińskie, japońskie i południowokoreańskie. Wiele z nich już formalnie zgłosiło akces do tego przedsięwzięcia.

Władze Rosji mają nadzieję, że wraz z uruchomieniem nowej trasy do Arktyki zaczną napływać inwestycje, które pomogą im w rozwoju przynajmniej stref ekonomicznych. Te zaś sprawią, że w rejonie Arktyki zacznie się coś dziać.

Marek A. Koprowski

Reklama



0 odpowiedzi

Zostaw odpowiedź

Chcesz przyłączyć się do dyskusji?
Nie krępuj się!

Dodaj komentarz