Ministerstwo Zdrowia chce uzupełnić braki lekarzy w Polsce cudzoziemcami, głównie lekarzami z Ukrainy. Wspólnie z resortem nauki pracuje nad zmianami w prawie, by lekarze z dyplomem zza wschodniej granicy nie musieli nostryfikować dyplomu i mogli szybciej zacząć pracę w Polsce.
Na początku marca minister zdrowia wystąpił do ministra nauki i szkolnictwa wyższego z wnioskiem o zmiany w rozdziale drugim rozporządzenia z 22 grudnia 2015 r. w sprawie nostryfikacji dyplomów ukończenia studiów za granicą. Ministerstwo Zdrowia chce, by dyplomowani lekarze zza wschodniej granicy, szczególnie z Ukrainy, mogli szybciej leczyć polskich chorych. Z tego względu we współpracy z resortem nauki pracuje nad zmianami w prawie, dzięki którym lekarze-cudzoziemcy nie musieliby nostryfikować dyplomu.
Według rzeczniczki Ministerstwa Nauki i Szkolnictwa Wyższego, Katarzyny Zawady prace są na bardzo wstępnym etapie. Według tego resortu, ułatwienia dla lekarzy z Ukrainy czy Białorusi miałyby być pomóc rozwiązań problem chronicznego braku lekarzy.
Przeczytaj: Minister zdrowia: Polska powinna otworzyć się na lekarzy z Białorusi i Ukrainy. „To jest naturalne źródło”
W 2017 roku Naczelna Izba Lekarska wydała 747 zaświadczeń o postawie etycznej potrzebnych lekarzom do pracy w innych krajach Unii Europejskiej. Nie wiadomo jednak dokładnie, ilu polskich lekarzy zdecydowało się na wyjazd do krajów spoza Unii. W 2005 roku wnioski o wydanie uprawnień do wyjazdu złożyło 1,7 tys. lekarzy. Później co roku emigrowało za pracą w zagranicznej służbie zdrowia od 600 do ponad 800 lekarzy rocznie.
Innego zdania są jednak samorządy lekarskie, w tym Maciej Hamankiewicz, prezes Naczelnej Rady Lekarskiej. Opowiada się on za utrzymaniem egzaminu nostryfikacyjnego, ale wolałby, żeby przeprowadzany był przez izby lekarskie. Obecnie egzamin jest organizowany przez osiem uczelni medycznych, a każda z nich opracowuje własne pytania egzaminacyjne.
Dane Ministerstwa Zdrowia wskazują, że o uprawnienia do praktykowania medycyny w Polsce stara się obecnie ok. 500 osób. Według resortu, w większości są to Polacy, którzy ukończyli na Ukrainie studia medyczne i chcieliby szybciej zacząć praktykować w Polsce.
Po Polakach, najliczniejszą grupą narodową praktykującą medycynę w Polsce są Ukraińcy. W naszym kraju jest ich 314, czyli 36 proc. wszystkich 1142 cudzoziemców z prawem wykonywania zawodu lekarza. Białorusinów, którzy zajmują drugie miejsce, jest ponad dwa razy mniej (138), a Niemców ponad trzy razy mniej (84). Ukraińców dominują też wśród obcokrajowców – dentystów (72; przy 59 Niemcach i 35 Białorusinach).
Zdaniem ekspertów, na których powołuje się „Rzeczpospolita”, na wzajemne uznawanie kwalifikacji lekarskich Ukrainy może się nie zgodzić Unia Europejska. W takim przypadku oznaczałoby to, że ich kwalifikacje zostaną uznane we wszystkich krajach unijnych.
Jak informowaliśmy wcześniej, polski rząd planował zliberalizowanie zasad zatrudniania lekarzy zza granicy. Efektem tego może być masowa migracja zarobkowa medyków ze Wschodu do naszego kraju. Niedobory wykształcenia mieliby uzupełniać już w trakcie pracy w Polsce.
Resort zdrowia przyznał w ubiegłym roku, że wzoruje się tu m.in. na rozwiązaniach niemieckich. Oznaczałoby to obejście wymogu nostryfikowania dyplomu i uzupełnienia braków w wykształceniu obowiązującego dotychczas medyków spoza UE chcących pracować w Polsce. Jak pisał DGP, lekarz zatrudniony na nowych zasadach miałby prawo wykonywania określonych czynności w wyznaczonym miejscu. Już w trakcie pracy uzupełniałby wykształcenie i starałby się o pełne prawo wykonywania zawodu.
Perspektywa liberalizacji polskiego rynku pracy dla ludzi z dyplomami lekarskimi zza granicy nie budzi entuzjazmu na Ukrainie. Ukraińcy boją się, że jeśli Polska wydrenuje z Ukrainy tysiące lekarzy, nad Dnieprem drastycznie spadnie dostępność usług medycznych.
Jak informowaliśmy, międzyresortowy zespół roboczy przygotowuje pakiet ułatwień dla pracowników ze Wschodu. Nowe przepisy mają ułatwić znalezienie w Polsce pracy imigrantom zarobkowy, głównie z Ukrainy, którzy będą należeć do grupy pożądanych profesji. Ułatwienia dotyczyłyby m.in. uproszczenia procedury ubiegania się o pobyt i pracę.
Według wiceministra rodziny, pracy i polityki społecznej Stanisława Szweda, chodzi głównie o branże budowlaną i kierowców. Według niego, tu zapotrzebowanie na pracowników jest największe. Z kolei później na ułatwienia mogą liczyć pracownicy wysoko wykwalifikowani, w tym lekarze i pielęgniarki.
– Do tego potrzeba więcej zmian m.in. ułatwiających zdobywanie dyplomów, czy też notyfikację, znajomość języka – mówi wiceminister Szwed w rozmowie z Money.pl. Dodaje, że te zmiany musi zaproponować również ministerstwo zdrowia zaproponować. Konieczna jest też zgoda samorządów lekarskich i pielęgniarskich.
Rp.pl / rynekzdrowia.pl / Kresy.pl






























