Rzecznik Kremla w ostrzegawczym tonie wyraził nadzieję, że władze „braterskiego kraju”, Armenii, nie zdecydują się pójść drogą, którą niegdyś poszedł Kijów.
W środę rzecznik Kremla Dmitrij Pieskow był pytany przez dziennikarzy m.in. o Armenię, w kontekście polityki jej władz w ostatnim czasie, szczególnie względem Zachodu.
„Armenia jest suwerennym krajem, który wybiera swoje władze obszary priorytetowe interakcji. To (…) nasz sojusznik, braterski kraj” – oświadczył Pieskow.
„Szanujemy te poszukiwania, ale nie chcielibyśmy, żeby te poszukiwania poszły tą drogą, którą niegdyś obrał reżim kijowski” – zaznaczył. Powiedział też, że Rosja jest zdeterminowana, by rozwijań relacje z Armenią. „Mamy wiele planów” – dodał.
Przypomnijmy, że w czerwcu Rosja oskarżyła Armenię o pomoc Siłom Zbrojnym Ukrainy. Ministerstwo Spraw Zagranicznych Rosji poinformowało, że wysłało notę protestacyjną do Armenii.
W ostatnim czasie zwracaliśmy uwagę, że Armenia wyraźnie zmienia wektory swojej polityki zagranicznej, w efekcie przegranego konfliktu o Górski Karabach z Azerbejdżanem. Między innymi, na początku lipca br. armeńskie władze ogłosiły wspólne ćwiczenia wojskowe z żołnierzami amerykańskimi. Odbyły się one w dniach 15-24 lipca br. Niedługo później minister spraw zagranicznych Armenii Ararat Mirzojan przybył do Waszyngtonu na szczyt Sojuszu Północnoatlantyckiego, co było kolejnym sygnałem zmiany międzynarodowego zaangażowania kaukaskiego państwa.
Jak pisaliśmy, na początku marca Armenia zagroziła opuszczeniem Organizacji Układu o Bezpieczeństwie Zbiorowym (ODKB), jeśli nie odpowie na zadawane przez kraj pytania dotyczące suwerenności jego terytorium. Erywań prowadzi bojkot naczelnych organów ODKB. Eliminuje też rosyjskie media z armeńskiej infosfery. Ponadto, wcześniej premier Armenii Nikol Paszynian wezwał do szerokiego dialogu publicznego w swoim kraju w sprawie potencjalnego wniosku o członkostwo w Unii Europejskiej.
Paszynian zdobył władzę na skutek ulicznej rewolucji i już wtedy był politykiem mniej orientującym się na Moskwę niż rządzący wcześniej Armenią “klan karabsaki”. Przełomem okazała się przegrana przez karabaskich Ormian wojna z Azerbejdżanem z jesieni 2020 r. Ormianie utracili wówczas dwie trzecie kontrolowanego przez siebie oficjalnego terytorium Azerbejdżanu. W pozostałej części ich separatystyczna republika funkcjonowała dalej jak protektorat rosyjskich sił pokojowych.
We wrześniu zeszłego roku nie powstrzymały one jednak ofensywy azerbejdżańskiej armii, która doprowadziła do całkowitego upadku Republiki Górskiego Karabachu i gremialnej ucieczki Ormian z jej dawnego terytorium.
Paszynian uznał, że Rosjanie nie zapewnili mu politycznego wsparcia, a obecnie nie dostarczają wsparcia strategicznego, w sytuacji, gdy siły azerbejdżańskie posuwały się do przekraczania uznanej międzynarodowo granicy Armenii i okupowania skrawków jej terytorium. Erywań krytykuje tez bierność rosyjskich oddziałów rozjemczych podczas wojny z Azerbejdżanem. Właśnie w tym kontekście, w obliczu napięć ze swoją tradycyjną sojuszniczką, Rosją, Armenia od kilku miesięcy stara się nawiązać bliższe relacje z Zachodem.
W roku bieżącym Ormianie odmówili organizacji ćwiczeń ODKB na swoim terytorium. Pod koniec maja premier Armenii Nikol Paszynian powiedział, że dwa kraje członkowskie Organizacji Układu o Bezpieczeństwie Zbiorowym (ODKB) uczestniczyły w przygotowaniach inwazji Azerbejdżanu na Górski Karabach w 2020 r.
Tass / Kresy.pl
































