Były członek izraelskiego parlamentu Mosze Feiglin podczas występu na żywo w telewizji Channel 14 w Izraelu oświadczył, że „każde dziecko w Gazie to wróg”. Jego wypowiedź spotkała się z ostrą krytyką.
Mosze Feiglin, były poseł izraelskiego Knesetu i znany z radykalnych poglądów polityk, wywołał falę oburzenia swoimi wypowiedziami podczas wywiadu udzielonego na żywo izraelskiej stacji telewizyjnej Channel 14. W programie porannym polityk stwierdził wprost: „Każde dziecko w Gazie to wróg. Musimy okupować Gazę i osiedlić ją, a żadne dziecko z Gazy nie może tam zostać. Nie ma innego zwycięstwa.”
Feiglin, który już wcześniej zasłynął z kontrowersyjnych wypowiedzi, tym razem posunął się dalej, formułując deklaracje o charakterze otwarcie dehumanizującym. „Wrogiem nie jest Hamas, ani jego skrzydło zbrojne” – dodał, wskazując, że jego zdaniem zagrożeniem jest cała ludność cywilna Gazy, w tym dzieci.
Wcześniej były członek Knesetu poinformował, że ucieszył się w związku z niszczycielską eksplozją w Bejrucie. Feiglin nazwał wybuch darem od Boga na czas żydowskiego święta Tu B’Av.
Feiglin zamieścił na Facebooku podziękowania dla Boga, że śmiertelny wybuch miał miejsce w Bejrucie i stwierdził, że nadszedł w sam raz na Tu B’Av, które jest świętem miłości. „Dzisiaj jest Tu B’Av, dzień radości i prawdziwych, ogromnych podziękowań dla Boga i wszystkich geniuszy i bohaterów, którzy zorganizowali dla nas tę wspaniałą uroczystość na cześć dnia miłości” – przekonywał.
Następnie spekulował, że eksplozja nie była przypadkowa, twierdząc, że miał „doświadczenie” z materiałami wybuchowymi. „Tak naprawdę nie wierzycie, że to był jakiś bałagan w magazynie paliwa, tak? Czy rozumiecie, że to piekło miało spaść na nas jak deszcz pocisków?! Mam pewne doświadczenie z materiałami wybuchowymi”.
Dodał: „To, co widzieliśmy wczoraj w porcie w Bejrucie, było znacznie większe. Niszczycielski efekt (bez promieniowania) był jak bomba atomowa”.
W wywiadzie dla lokalnego radia były Likud MK poinformował, że ma nadzieję, że Izrael był odpowiedzialny za wybuch i że pozwolono mu „cieszyć się”, że do wybuchu doszło w Bejrucie, a nie Tel Awiwie. „Gdybyśmy to byli my, a mam nadzieję, że to my, to powinniśmy być z tego dumni, unikając mówienia, że to my stawiamy się po ciemnej stronie moralności”.
Kresy.pl/MEE




























