W ramach festiwalu filmowego „Ukraina!” wyświetlany jest film, w którym dwaj rozśpiewani lwowscy batiarzy, Szczepko i Tońko, pod zmienionymi imionami są pokazywani jako Ukraińcy. Wydarzenie promuje ukraińska ambasada.

Jak informowaliśmy już wcześniej, ukraiński film pt. „Szlachetni włóczędzy” to swoisty remake przedwojennego polskiego filmu „Włóczędzy”, w którym w role słynnych lwowskich batiarów Szczepka i Tońka wcielili się Henryk Vogelfänger i Kazimierz Wajda. W ukraińskiej produkcji słynni lwowscy batiarzy są… Ukraińcami.

Teraz zakłamujący historię słynnych batiarów i samego Lwowa film jest pokazywany w Polsce. Jest wyświetlany w bieżący weekend w warszawskim kinie Iluzjon, w ramach wydarzenia „Ukraina! Festiwal Filmowy”, na którym promowane są ukraińskie filmy. Film na swoim profilu na portalu społecznościowym promuje też Ambasada Ukrainy w Polsce.

Pilnujemy wspólnych spraw

Zależymy od Twojego wsparcia
Wspieram Kresy.pl

Według opisu na stronie internetowej festiwalu, „Szlachetni Włóczędzy” to komedia muzyczna, „opowiadająca o lwowskich Batiarach, którzy muszą ratować świat, a razem za światem swoją młodą podopieczną”. Akcja rozgrywa się we Lwowie, w latach 1938-1939. Główni bohaterowie, lwowscy batiarzy Bodzio i Mirek są zmuszeni zostać opiekunami młodej, osieroconej dziewczyny, chroniąc ją m.in. przed niemieckimi nazistami i agentami NKWD.

O tym, że nowa wersja „Włóczęgów” będzie wykoślawieniem oryginału wiadomo już od ponad roku. Jak pisał w sierpniu ub. roku Kurier Galicyjski, film powstaje z intencją pokazania, że język i kultura ukraińska nie są wyłącznie chłopskie, czego rzekomo ma dowodzić istnienie subkultury lwowskich batiarów. „Jest rzeczą konieczną, by wypełnić treścią ukraińską wszystkie obszary naszego życia” – mówił wówczas reżyser filmu Aleksander Berezań.

Jeden ze scenarzystów filmu Dmytro Naumow zaprzeczał w rozmowie z Kurierem Galicyjskim, że będzie on remake’m „Włóczęgów”, lecz o inspiracji przedwojenną komedią świadczy wykorzystanie oryginalnych piosenek, przetłumaczonych na język ukraiński oraz motyw pary bohaterów-batiarów. Początkowo mieli oni nazywać się Tomek i Zbyszek, lecz potem zmieniono im imiona na Bohdan i Mirosław, by brzmiały bardziej ukraińsko.

Pilnujemy wspólnych spraw

Zależymy od Twojego wsparcia
Wspieram Kresy.pl

Podczas festiwalu pokazywany jest również film „Mit” opowiadający o Wasylu Slipaku – śpiewaku operowym i uczestniku wojny w Donbasie w szeregach Prawego Sektora. Wcześniej promował go w Polsce warszawski EuroMajdan, powiązany z kontrowersyjną i skrajnie proukraińską Fundacją Otwarty Dialog. Na początku maja prezydenta Przemyśla odmówił promocji tego filmu z uwagi na banderowskie barwy na plakacie promocyjnym.

W czasie EuroMajdanu Slipak organizował we Francji akcje poparcia dla opozycji, a po wybuchu konfliktu na wschodzie Ukrainy pojechał do Donbasu jako ochotnik. Wstąpił do Ukraińskiego Korpusu Ochotniczego (UKO) Prawego Sektora, biorąc w jego szeregach udział w walkach m.in. pod Awdijiwką, a także pod Mariupolem i w rejonie osiedla Ługańskie niedaleko Debalcewa, gdzie zginął w czerwcu 2016 roku. Jako członek UKO Prawego Sektora często publicznie prezentował symbole banderowskie, głównie czerwono-czarne flagi i emblematy. Jego pogrzeb we Lwowie posiadał oprawę w postaci członków Prawego Sektora i licznych flag banderowskich. Flagę OUN-UPA złożono mu do trumny obok ukraińskiej flagi państwowej. W jednym z wywiadów drugi z reżyserów filmu „Mit” Iwan Jasnyj mówił, że Slipak umierając cytował słowa „Modlitwy ukraińskiego nacjonalisty”.

Facebook.com / ukrainaff.com / Kresy.pl

Czytaj kolejny artykuł
8 odpowiedzi

Zostaw odpowiedź

Chcesz przyłączyć się do dyskusji?
Nie krępuj się!

Dodaj komentarz

  1. jaro7
    jaro7 :

    To nie dziwi jak się ma tylko takich „bohaterów' jak bandera,Chmielnicki,prymitywna czerń to się na siłę szuka czegoś innego.Upaińcy sa znani z kłamania ,fałszu,i okrucieństwa stepowej dziczy i tyle,tam ludzie po „studiach' sa na takim samym „poziomie” jak członkowie neobanderowskich band.Zero elit.

  2. Wolyn1943
    Wolyn1943 :

    1 XI 1918 r., w środku nocy, jak rasowy złodziej kradnący nie swoje dobra, Ukraińcy wyciągnęli rękę po polski Lwów. Wówczas miasto obroniło polskie dzieci. Dzisiaj kradną naszą kulturę, bezczeszczą nasze świętości narodowe, do jakich zalicza się Campo Santo, czyli Cmentarz Obrońców Lwowa, a polscy politycy uważają ich za strategicznych sojuszników, przyjaciół i braci. Aż boję się zapytać, jak wygląda obowiązująca w polskim MSZ made in Czaputowicz, definicja wroga? Histeria, jaka towarzyszy pojawieniu się w światowych przestworzach określenia „polskie obozy śmierci” jakoś nie współgra z milczeniem polskiego MSZ do coraz powszechniejszych twierdzeń ukraińskiej propagandy oficjalnego szczebla, o „polskiej okupacji Lwowa”. Obawiam się, że dna jeszcze nie osiągnęliśmy…