W piątek przypada 85. rocznica Obrony Grodna podczas agresji ZSRR na Polskę.
W piątek przypada 85. rocznica Obrony Grodna podczas agresji ZSRR na Polskę. Armia Czerwona, łamiąc polsko-sowiecki pakt o nieagresji, wkroczyła na teren II RP. Była to realizacja ustaleń zawartych w tajnym protokole paktu Ribbentrop-Mołotow.
Obrona Grodna we wrześniu 1939 roku przed sowiecką agresją była zarówno w PRL, jak i ZSRR tematem zakazanym. Dlatego bohaterstwo mieszkańców miasta nie funkcjonuje w polskiej świadomości narodowej, w przeciwieństwie do pamięci o obrońcach Poczty Gdańskiej, Westerplatte, Wizny, Warszawy i Modlina czy też bohaterach znad Bzury, którzy walczyli z niemieckim najeźdźcą. Przez lata na milczenie byli skazani żyjący obrońcy Grodna, których los rozrzucił po świecie. Jednym z niewielu dziś żyjących jest kpt. Jerzy Krusenstern, mieszkający w naszym mieście. Podczas walk przygotowywał butelki z benzyną, a jego koledzy podpalali nimi sowieckie czołgi.
Bohaterstwo obrońców Grodna znalazło uznanie w oczach Naczelnego Wodza gen. Władysława Sikorskiego. W grudniu 1941 roku podczas inspekcji Armii Polskiej w ZSRS, wysłuchawszy relacji kilku z nich, powiedział: „Jesteście nowymi Orlętami. Postaram się, żeby wasze miasto otrzymało Virtuti Militari i tytuł Zawsze Wiernego”. Tej obietnicy nie udało mu się spełnić. W polskiej świadomości narodowej mocno zakodowana jest pamięć o Orlętach Lwowa – bohaterach walk z Ukraińcami w listopadzie 1918 roku. Ale były też inne Orlęta – te z Grodna, które w tragicznym wrześniu 1939 roku nie szczędziły krwi i sił, aby obronić swe Kresowe Westerplatte przed najazdem sowieckich wojsk.
Obronę miasta przed Sowietami organizowali wiceprezydent Roman Sawicki i szef Wojskowej Komendy Uzupełnień mjr Benedykt Serafin. Na wezwanie pierwszego z nich do kopania okopów i zapór przeciwczołgowych stawiły się tysiące ludzi. Z kolei drugi pozostawił przebywającym w koszarach 81. pułku piechoty żołnierzom wybór: kto chce odejść, niech odejdzie, kto chce walczyć – niech zostanie. Pozostali wszyscy oficerowie z Komendy Miasta i harcerze. Wraz ze zdeterminowanymi cywilami było to około 2 tys. ludzi, którzy gotowi byli bronić miasta.
Po przekroczeniu wschodniej granicy Polski przez Armię Czerwoną w Grodnie uaktywnili się sympatyzujący z komunizmem miejscowi Żydzi i Białorusini. Od 17 września 1939 roku przez trzy kolejne dni ostrzeliwali polskie oddziały, udało im się też zająć jeden z kluczowych punktów miasta, jakim był Plac im. Stefana Batorego. Po opanowaniu rebelii postąpiono z nimi zgodnie z prawem wojennym. Nie zniechęciło to następnych dywersantów, służących sowieckim czołgistom za przewodników po mieście. Zgodnie z logiką, spodziewano się Armii Czerwonej od wschodu, tymczasem 20 września pojawiła się ona – ku zaskoczeniu obrońców – od strony zachodniej. Dziesięciu sowieckim czołgom udało się wjechać przez most na Niemnie do miasta.
W walce z nimi najskuteczniejsze okazały się butelki z benzyną. Tak rozpoczęła się obrona Grodna, w której brały udział nawet kilkunastoletnie dzieci.
Jak poinformowało Muzeum Pamięci Sybiru, tragiczna historia Tadzia Jasińskiego – bohaterskiego obrońcy Grodna, który przywiązany przez Sowietów do czołgu zginął jako „żywa tarcza” we wrześniu 1939 roku – wydarzyła się naprawdę. Dzięki sensacyjnemu odkryciu po 82 latach dowiedzieliśmy się, jak chłopiec wyglądał. Losy Tadeusza Jasińskiego, który stał się symbolem cywilnej obrony Kresów przed inwazją sowiecką, znane były dotąd tylko ze wspomnień Grażyny Lipińskiej. Miał on być jednym z nastoletnich bojowników, którzy zginęli atakując butelkami z benzyną sowieckie czołgi nacierające na Grodno. Fakt istnienia chłopca o takim imieniu i nazwisku był jednak nieraz podawany w wątpliwość: nie wspominali o nim inni grodnianie, a opisujący jego historię badacze opierali się wyłącznie na wspomnieniach Lipińskiej.
Kresy.pl






























