Prof. Stephen F. Cohen: Mity o Majdanie, w które wierzy Zachód

Prawdziwe niebezpieczeństwo polega na tym, że upadający kijowski reżim, w celu odzyskania poparcia, zinterpretuje dostawę amerykańskiej broni jako sygnał Waszyngtonu do nowej ofensywy przeciwko Donbasowi, która jednak ponownie zakończy się katastrofą militarną dla Kijowa, być może przybliżając do władzy neofaszystów oraz przyczyniając się do przekształcenia nowej amerykańsko-rosyjskiej zimnej wojny w większą, bardziej bezpośrednią wojnę między nuklearnymi supermocarstwami.

Z prof. Stephenem F. Cohenem, emerytowanym wykładowcą rosjoznawstwa i politologii na Uniwersytecie Nowojorskim (NYU) oraz Uniwersytecie Princeton, rozmawia John Batchelor, gospodarz programu radiowego John Batchelor Show, w którym wspólnie z prof. Cohenem prowadzi cotygodniowe dyskusje na temat nowej amerykańsko-rosyjskiej zimnej wojny.

Cohen twierdzi, że kryzys na Ukrainie, który rozwinął się pod koniec 2013 i na początku 2014 roku i który doprowadził do aneksji Krymu (albo „reunifikacji”) przez Rosję i do trwającej w dalszym ciągu wojny zastępczej na wschodniej Ukrainie, stanowi przełomowe wydarzenie XXI wieku. Zmilitaryzowało ono i przesunęło nową zimną wojnę do granic Rosji – w postaci domowej wojny zastępczej – w istocie przesunęło on konflikt do wnętrza cywilizacji, która przez całe wieki była obejmowała Rosję i rozległe obszary Ukrainy. Kryzys ukraiński wprowadził toksyczne i niebezpieczne elementy polityczne do polityki amerykańskiej, rosyjskiej, ukraińskiej i europejskiej, prawdopodobnie na okres co najmniej jednego pokolenia. Postawił Ukrainę na krawędzi ruiny ekonomicznej, spowodował śmierć tysięcy obywateli, przemieszczenie milionów ludzi i usilne dążenie jeszcze większej liczby osób, usiłujących odzyskać poziom życia, jaki mieli przed rokiem 2014. Wydarzenia z 2014 r. doprowadziły również do postępującego rozmieszczania wojsk NATO wzdłuż zachodniej granicy rosyjskiej, w regionie bałtyckim – jeszcze jednym, napiętym froncie nowej zimnej wojny z prawdopodobieństwem przekształcenia się w gorącą wojnę. Pogarszając tylko sprawy, pod koniec 2017 r. administracja Trumpa ogłosiła, że dostarczy rządowi w Kijowie więcej bardziej zaawansowanej broni, co było posunięciem, od którego wzbraniała się nawet administracja Obamy, która przecież odegrała bardzo niekorzystną rolę w tym kryzysie.

Dwie wzajemnie wykluczające się narracje kryzysu ukraińskiego są istotnym czynnikiem powstrzymującym jego rozwiązanie. Jedna, propagowana przez Waszyngton i wspierany przeń rząd w Kijowie, obwinia o wywołanie konfliktu wyłącznie „agresję” Kremla a w szczególności prezydenta Putina. Druga, promowana przez Moskwę i popierane przez nią siły rebelianckie na wschodniej Ukrainie, wini inspirowaną przez Waszyngton „agresję” Unii Europejskiej i NATO. Cohen dostrzega złe intencje, błędne wyobrażenia i przekonania ale w ostateczności, uważa, że bliższa faktom jest narracja rosyjska, prawie całkowicie usunięta z amerykańskich mediów.

Dwie wzajemnie wykluczające się narracje kryzysu ukraińskiego są istotnym czynnikiem powstrzymującym jego rozwiązanie. Jedna, propagowana przez Waszyngton i wspierany przeń rząd w Kijowie, obwinia o wywołanie konfliktu wyłącznie „agresję” Kremla a w szczególności prezydenta Putina. Druga, promowana przez Moskwę i popierane przez nią siły rebelianckie na wschodniej Ukrainie, wini inspirowaną przez Waszyngton „agresję” Unii Europejskiej i NATO. Cohen dostrzega złe intencje, błędne wyobrażenia i przekonania ale w ostateczności, uważa, że bliższa faktom jest narracja rosyjska, prawie całkowicie usunięta z amerykańskich mediów.

Putin, celebrując udane igrzyska olimpijskie zorganizowane w Soczi, w lutym 2014 r. chciał pokazać, że Rosja była prosperującym, suwerennym i godnym partnerem w stosunkach międzynarodowych i nie miał powodu aby wywoływać wielki kryzys międzynarodowy z Zachodem na granicach Rosji, a tym bardziej z „braterską” Ukrainą. Racjonalne czy nie, jego działania od tego momentu mają charakter głównie reakcyjny, a nie „agresywny”, w tym posunięcia na Krymie i wschodniej Ukrainie.

Z drugiej strony, już od lat 90-tych, po upadku Związku Radzieckiego, Waszyngton dawał jasno do zrozumienia, że wschodnia ekspansja zarówno UE jako i NATO powinna ostatecznie objąć Ukrainę, co było postrzegane jako „największa nagroda”. Kryzys na Ukrainie został przyspieszony przez „partnerstwo” z UE zaproponowane prezydentowi Ukrainy, Wiktorowi Janukowyczowi, które to partnerstwo ukraiński przywódca odrzucił w listopadzie 2013 roku. (W rzeczywistości,  po tym jak dowiedział się o astronomicznych kosztach przystąpienia do UE, poprosił tylko o więcej czasu na rozważenie warunków.) Protesty w Kijowie, skoncentrowane na Majdanie, doprowadziły do przemocy i ostatecznie do obalenia Janukowycza oraz zastąpienia go rządem popieranym przez Stany Zjednoczone.

Nie istnieje darmowe dziennikarstwo. Darmowa jest jedynie propaganda.

Przekaż 50 zł

Zwalczaj propagandę.

Wspominając te wydarzenia należy pamiętać lub poznać kilka okoliczności. Putin i jego ministrowie starali się przekonać UE do zawarcia „trójstronnego” porozumienia gospodarczego z Ukrainą, z udziałem Moskwy, aby nie oddziaływać niekorzystnie na znaczące stosunki handlowe pomiędzy Ukrainą i Rosją. Przywódcy UE z różnych względów odmówili, stanowczo sugerując Kijowowi by dokonał wyboru pomiędzy Rosją a Zachodem. Przez lata, o czym wiedziały wszystkie strony, Waszyngton i inne zachodnie podmioty pompowały miliardy dolarów w Ukrainę aby przygotować ją do „cywilizacyjnych” wartości Zachodu. To znaczy, że „marsz” na Ukrainę rozpoczął się o wiele wcześniej. Porozumienie z UE – rzekomo tylko gospodarcze i cywilizacyjne – zawierało warunki zobowiązujące nowego „partnera” do przestrzegania polityki NATO w zakresie „zbrojenia i bezpieczeństwa”. (Zamiar był jasny, prezydent George W. Bush zaproponował Ukrainie w 2008 roku szybkie członkostwo w NATO, tylko po to, by zostało ono zawetowane przez Niemcy i Francję). Co więcej, w latach poprzedzających zaproponowane przez UE porozumienie, prezydent Janukowycz nie był „pro-kremlowski”, o co posądzały go regularnie amerykańskie media, ale „przechylał się” ku Zachodowi, za radą swojego amerykańskiego doradcy wyborczego (cieszący się obecnie złą sławą Paul Manafort), w celu rozszerzenia swojego elektoratu poza południowo-wschodnią Ukrainę. (Niechęć Putina do Janukowycza jako chciwego i skorumpowanego oportunisty była dobrze znana w Moskwie i w Kijowie, chociaż ewidentnie nie przez amerykańskie media). Jak wie każdy, kto śledził rozwój kryzysu, prominentni członkowie amerykańskiej biurokracji – z Departamentu Stanu, Kongresu  i administracji Obamy – byli aktywni przez cały czas trwania wydarzeń na Majdanie, publicznie i prywatnie wzywając do rozprawienia się z Janukowyczem, konstytucyjnie wybranym prezydentem (Upubliczniona rozmowa telefoniczna pomiędzy zaangażowanym, czołowym urzędnikiem Departamentu Stanu i Ambasadorem USA na Ukrainie planującymi skład następnego rządu). Ostatecznie, dzień przed tym jak Janukowycz został zmuszony do ucieczki z kraju przez uzbrojony tłum, podpisał porozumienie, za pośrednictwem trzech ministrów spraw zagranicznych UE, że zakończy kryzys pokojowo poprzez utworzenie rządu koalicyjnego z przywódcami opozycji i zgodzi się na przeprowadzenie wczesnych wyborów prezydenckich. Co oznacza, że demokratyczne rozwiązanie kryzysu, prywatnie zatwierdzone przez prezydenta Putina i prezydenta Obamę, było pod kontrolą. Nie jest do końca jasne, dlaczego żaden przedstawiciel Zachodu nie bronił swojego własnego porozumienia, nalegając na jego respektowanie, choć prawdopodobnie nie jest to również tajemnicą.

Zobacz także: Dlaczego kryzys ukraiński to wina Zachodu

To z kolei prowadzi Cohena do kolejnego mitu rozpowszechnianego w mediach: to, co wydarzyło się na Majdanie w lutym 2014 roku było „demokratyczną rewolucją”. Czy była to w istocie „rewolucja” będą mogli osądzić przyszli historycy, póki co należy zauważyć, że większość oligarchicznych sił, które gnębiły Ukrainę przed 2014 r. pozostaje u władzy 4 lata później razem ze swymi skorumpowanymi praktykami. Co do „demokratycznego” charakteru rewolucji – usunięcie legalnie wybranego prezydenta poprzez zagrożenie jego życiu raczej nie kwalifikuje się jako działanie demokratyczne. Nie jest nim także autorytarny sposób utworzenia nowego rządu, zmiany konstytucji i zakazu działania partii pro-janukowyczowskich. Chociaż przewrót zaangażował ludzi na ulicach, był to zamach stanu. Ile było w nim spontaniczności, a do jakiego stopnia był kierowany lub inspirowany przez wysokiego szczebla polityków Zachodu także pozostaje niejasne. Ale jeden mit musi zostać obalony. Pośpiech aby przejąć posiadłość Janukowycza był wywołany przez snajperów, którzy zabili około 80 lub więcej protestujących osób i policjantów na Majdanie. Przez długi czas twierdzono, że snajperzy zostali wysłani przez Janukowycza, ale obecnie zostało praktycznie udowodnione, że strzelcy należeli do neo-faszystowskiej grupy Prawy Sektor, która była wśród protestujących na placu). (Zobacz na przykład raporty dra Ivan Kaczanowskiego)

Antydemokratyczne początki obecnego reżimu w Kijowie nadal go nękają. Jego prezydent, Petro Poroszenko, jest wyjątkowo niepopularny w kraju. Rząd jest całkowicie skorumpowany. Gospodarka Ukrainy, finansowana przez Zachód, nadal słabnie, co przyznają teraz nawet niektórzy z zagorzałych amerykańskich entuzjastów reżimu. Rząd w dalszym ciągu odmawia realizacji swoich zobowiązań wynikających z porozumień pokojowych Mińsk II z 2015 r., przede wszystkim odmawiając nadania zrewoltowanym terytoriom Donbasu autonomii pozwalającej na utrzymanie ich w granicach państwa ukraińskiego. Tymczasem Kijów jest częściowo zakładnikiem zbrojnych ultra-nacjonalistycznych batalionów, których ideologia i symbole obejmują elementy neofaszystowskie i które w niemal równym stopniu nienawidzą Rosji, co dzisiejszych zachodnich wartości „cywilizacyjnych”. Można powiedzieć, że rebelianckie „republiki” Donbasu mają swoje niechlubne cechy, ale należy dodać, że walczą tylko w obronie własnego terytorium przed wojskami Kijowa i nie są sponsorowane przez rząd Stanów Zjednoczonych.

Przeczytaj: Chomsky i Kissinger o Ukrainie: To zachód ponosi odpowiedzialność za wywołanie konfliktu

Podsycając tę wybuchową mieszankę, administracja Trumpa obiecuje dziś dostarczenie jeszcze większej ilości broni. Oficjalny pretekst jest wyraźnie sprokurowany: powstrzymać Putina przed „dalszą agresją przeciwko Ukrainie”, do czego ten ostatni nie wykazał ani chęci, ani jakiegokolwiek zamiaru. Nie miałoby to zresztą żadnego geopolitycznego ani strategicznego sensu. Ościenna Rosja może z łatwością zmodernizować swoją broń dla rebelianckich prowincji. Faktycznie, niebezpieczeństwo polega na tym, że upadający kijowski reżim, w celu odzyskania poparcia, zinterpretuje dostawę amerykańskiej broni jako sygnał Waszyngtonu do nowej ofensywy przeciwko Donbasowi, która jednak ponownie zakończy się katastrofą militarną dla Kijowa, być może przybliżając do władzy neofaszystów, którzy mogą wejść w posiadanie amerykańskiej broni, ponadto przyczyniając się do przekształcenia nowej amerykańsko-rosyjskiej zimnej wojny w większą, bardziej bezpośrednią wojnę między nuklearnymi supermocarstwami. (Amerykańscy instruktorzy będą musieli zostać wysłani na Ukrainę z bronią, powiększając liczbę około 300 instruktorów już tam stacjonujących. Jeśli którykolwiek zostanie zabity przez siły rebelianckie wspierane przez Rosję, nawet jeśli stanie się to nieumyślnie, jaka będzie reakcja Waszyngtonu?).

Zobacz także: Prof. J. Mearsheimer: Nie dozbrajajcie Ukrainy

Przeczytaj: Stephen M. Walt: Dlaczego dozbrajanie Ukrainy to naprawdę bardzo zły pomysł

Dlaczego Trump, który chce „współpracować z Rosją”, miałby podjąć tak lekkomyślny krok, na który od dawna nalegały antyrosyjskie ‘jastrzębie’ z Waszyngtonu? Zakładając, że była to decyzja Trumpa, bez wątpienia miała ona na celu obalenie podstawowych założeń wciąż nieudowodnionych zarzutów Russiagate, mówiących że ​​jest on pachołkiem Kremla i wspólnikiem Putina – oskarżenia, które słyszy i czyta codziennie, nie tylko w potępiających komentarzach w MSNBC i pozornie neutralnych dyskusjach w CNN, ale również od niegdyś wybitnego naukowca, Paula Krugmana, który mówi swoim czytelnikom w New York Times: „Nie ma wątpliwości co do zmowy Trumpa z Putinem, zaś Trump w rzeczywistości nadal zachowuje się jak marionetka Putina”. Wszystko jest „wątpliwością” a nie „rzeczywistością”, ale Trump za wszelka cenę chce uciąć bezprecedensowe zarzuty, że jest „zdradzieckim” prezydentem – pragnąc udowodnić, że nie było „żadnej zmowy, żadnej zmowy, żadnej zmowy”. Cohen zwraca uwagę, że jest to kolejny dowód na prawdziwość jego tezy, że Russiagate stała się największym zagrożeniem dla amerykańskiego bezpieczeństwa narodowego, zwłaszcza w kontekście w nuklearnego mocarstwa, jakim jest Rosja.

Nie istnieje darmowe dziennikarstwo. Darmowa jest jedynie propaganda.

Przekaż 50 zł

Zwalczaj propagandę.

Cohen podsumowuje, że jeśli media nalegają na potępienie Trumpa za przekłamane wypowiedzi i podejrzane międzynarodowe powiązania, może powinni skupić się na byłym wiceprezydencie Josephie Bidenie. Od dawna wiadomo, że prezydent Obama powierzył mu zarządzanie „ukraińskim projektem”, w efekcie czyniąc go gubernatorem nadzorującym coraz bardziej skolonizowany Kijów. Krótko mówiąc Biden, który już wyraźnie dąży do nominacji na prezydenta z ramienia Partii Demokratycznej w roku 2020, ponosi ogromną osobistą odpowiedzialność za czteroletni kryzys na Ukrainie. Jednak nie okazuje przy tym żadnych oznak jakiejkolwiek refleksji i jeszcze mniej wyrzutów sumienia. W artykule w Foreign Affairs, Biden i jego współautor, Michael Carpenter, tworzą lawinę wysoce wątpliwych, jeśli nie wręcz fałszywych, opowieści o tym „jak stawiać czoła Kremlowi”, z których wiele obejmuje lata, w których Biden był wiceprezydentem. Przez cały czas Biden wielokrotnie krytykował Putina za wtrącanie się do zachodnich wyborów. To ten sam Joe Biden, który powiedział Putinowi, by ten nie wracał do rosyjskiej prezydentury podczas rzekomego „resetowania” Obamy z Moskwą i który w lutym 2014 r. powiedział demokratycznie wybranemu prezydentowi Ukrainy, Janukowyczowi, żeby abdykował i uciekał z kraju.

Stephen F. Cohen jest emerytowanym profesorem rosjoznawstawa i politologii na New York University i Princeton University oraz redaktorem współpracującym w magazynie The Nation.

Tłumaczenie: Iwona Hope




Zbierzmy 1000 stałych darczyńców i wyłączmy wszystkie zewnętrzne reklamy na Kresach. Pomóż nam zbudować solidną dziennikarską platformę, publikującą ekskluzywne, wysokiej jakości informacje, opinie i analizy, utrzymującą się wyłącznie dzięki zaufaniu Czytelników.

Kresy.pl są w 100% oddolną obywatelską inicjatywą, nie stoją za nami ani medialne konsorcja, ani rządowe dotacje. Naszym celem jest przeciwstawianie się wszelkim formom manipulacji opinią publiczną w Polsce. W dobie wojny informacyjnej nie ma zadania bardziej palącego niż odpowiedzialne wspieranie zaufanych mediów.

Wyłącz reklamy

Wesprzyj jednorazowo

4 odpowiedzi

Zostaw odpowiedź

Chcesz przyłączyć się do dyskusji?
Nie krępuj się!

Dodaj komentarz