Bez determinacji władz ukraińskich i wyeliminowania skrajnie nacjonalistycznych bojówek, bez stłumienia tendencji separatystycznych na zachodzie kraju, nie jest możliwe realizowanie planu pokojowego. Ukraina potrzebuje władzy silnej, odzwierciedlającej porozumienie między wschodem a zachodem. Takich środowisk w tej chwili nie ma, a państwo zmierza raczej do kolejnych, krwawych wstrząsów – mówi Kresom.pl prof. Włodzimierz Osadczy.

W rozmowie z portalem Kresy.pl na temat obecnej sytuacji na Ukrainie i zaakceptowaniu tzw. formuły Steinmeiera jako drogi do uregulowania sytuacji w Donbasie, prof. Włodzimierz Osadczy z Centrum Ucrainicum KUL zwraca uwagę na kontekst sytuacji w tym kraju po EuroMajdanie, który w jego opinii był swego rodzaju „walką klanów oligarchicznych”. Zaznacza, że w wyniku ostatniego Majdanu „została zaburzona równowaga, utrzymywana na Ukrainie od czasu uzyskania niepodległości, a polegająca na porozumieniu klanów oligarchicznych”.

– Na Ukrainie nie mamy do czynienia z typową demokracją europejską czy z państwem powstałym na skutek walki o tradycję, o odzyskanie niepodległości. Ono powstało na skutek rozpadu ZSRR i jest pozbawione głębszych tradycji państwowości. Można to określić w kategoriach postkomunistycznego państwa neofeudalnego. Polega to na tym, że państwo jest zarządzane przez klany oligarchiczne, kontrolujące poszczególne regiony kraju, więc podział regionalny jest tu czymś oczywistym. Pozory demokracji tylko tę sytuacje ukrywają. Każdy region, w zależności od koniunktury, zdobywał dominację w skali całego państwa; trochę podobnie, jak jest to w polskiej polityce i podziałem na dwa, rzekomo zwalczające się obozy, które nawzajem „nie ruszają swoich” – uważa prof. Osadczy. Dodaje, że sytuację tę pogłębia geopolityczny podział Ukrainy oraz rozgrywanie sytuacji przez Rosję i USA.

Nie istnieje darmowe dziennikarstwo. Darmowa jest jedynie propaganda.

Przekaż 50 zł

Zwalczaj propagandę.

Zdaniem historyka, w wyniku EuroMajdanu ta dotychczasowa równowaga została zaburzona. – Władzę uzurpował sobie jeden z klanów, w uproszczeniu „klan Poroszenki”. Z kolei klan Janukowycza, powiązany z Rinatem Achmetowem, został usunięty, a klan Kołomojskiego odsunięto od władzy. Oczywiście, tych formacji oligarchicznych jest o wiele więcej, ale te są najważniejsze. Poza tym, różne partie na ukraińskiej scenie politycznej to pochodne od ich działalności. Co ważne – w 2014 roku klan Poroszenki, przy wsparciu USA, zaczął realizować bardzo agresywną, antyrosyjską politykę w oparciu o siły skrajnie nacjonalistyczne, przez co ukraiński nacjonalizm stał się narzędziem z jednej strony uzurpacji władzy, a z drugiej nową rzeczywistością, która mocno wrosła we współczesne państwo ukraińskie, w społeczeństwo, w armię.

Profesor zaznacza, że ten model zasadniczo się nie sprawdził, zaś ostatnie wybory prezydenckie i parlamentarne faktycznie nie były niczyim zwycięstwem. – Zwycięstwo Wołodymyra Zełenskiego jest w rzeczywistości pozorne. W zasadzie, jego poparcie wynikało ze zdecydowanego odrzucenia polityki Poroszenki. Zresztą sam Zełenski nie reprezentuje żadnej opcji światopoglądowej, ani nie ma mocnego, zaangażowanego zaplecza. Jest to pewien projekt konkurencyjnego wobec Poroszenki klanu Kołomojskiego.

Ekspert zwraca uwagę, że odsunięcie Poroszenki od władzy miało ścisły związek z trwającą od pięciu lat wojną na wschodzie kraju. – Cała ta towarzysząca temu otoczka, jak zwinięcie demokracji czy różne obciążenia, które tłumaczy się wojną… przez pięć lat ta sytuacja wycieńczyła ukraińskie społeczeństwo. Wojna stała się czymś, przeciwko czemu występuje większość społeczeństwa. Jednocześnie, po rządach ekipy Poroszenki nastąpiły pewne daleko idące zmiany: trauma spowodowana dużą liczbą ofiar konfliktu, rzesze rozczarowanych, sfrustrowanych weteranów z Donbasu, którymi można łatwo manipulować.

– Klan Kołomojskiego wykorzystując prezydenta Zełenskiego, musi jakoś wywiązać się z zobowiązania, że zakończy konflikt na Ukrainie – uważa prof. Osadczy. – Pokój można tu osiągnąć tylko na drodze porozumienia: jest zbuntowany region, interesy USA, interesy Rosji. Widzimy, że dochodzi do pewnych nieśmiałych gestów porozumienia na poziomie Waszyngton-Moskwa, natomiast na poziomie klanów kontrolujących poszczególne regionu jest do tego daleko. Klan Kołomojskiego szuka jakiegoś pokojowego rozwiązania.

Po nakreśleniu tego kontekstu, prof. Osadczy przechodzi do kwestii tzw. formuły Steinmeiera. Jak wyjaśnia, w największym uproszczeniu polega ona na tym, że na terytorium zajętym przez separatystów mają odbyć się wybory, według prawa ukraińskiego, gdzie nikt nie neguje integralności państwa ukraińskiego, włącznie z Donieckiem czy Ługańskiem. Ponadto, tereny te mają uzyskać specjalny status, po czym wojska ukraińskie przejmą pod swoją kontrolę granicę z Rosją, której obecnie w zasadzie nie ma.

– Przy odrobinie dobrej woli, da się zrealizować każdy plan pokojowy – pod warunkiem, że dąży się do pokoju. Z kolei przy nieustającej walce klanów, trudno to osiągnąć. Poroszenko nie pogodził się ze swoją klęską i ma bardzo mocny, rozpolitykowany elektorat na zachodzie kraju. Ma także wpływ na wciąż funkcjonujące, skrajnie nacjonalistyczne formacje. Zaznaczmy,że próby porozumienia ze strony Zełenskiego od razu wywoływały bardzo dobrze skoordynowane wystąpienia i akty sprzeciwu w skali całego kraju – zaznacza ekspert.

Przeczytaj: W Kijowie i kilkunastu miastach Ukrainy protestowano przeciwko „formule Steinmeiera” [+VIDEO/+FOTO]

Ponadto, profesor podkreśla, że aby przeprowadzić wybory na terenie zbuntowanych obwodów – republik, trzeba uwzględnić ustawodawstwo ukraińskie, które po Majdanie uległo bardzo mocnym zmianom. – Wprowadzono zapisy, które trudno przyjąć prorosyjsko nastawionej ludności Donbasu. Przykładem mogą być np. sprawy związane z banderyzacją przestrzeni publicznej czy ustawa językowa, eliminująca z przestrzeni publicznej język rosyjski, który dla tamtejszych mieszkańców jest wartością naczelną i poza dyskusją. Wprowadzana jest zresztą wyłączność języka państwowego, a od przyszłego roku wszystkie szkoły rosyjskojęzyczne mają przejść na nauczanie po ukraiński. Do tego do konstytucji wpisano dążenie do członkostwa kraju w NATO i UE. To wszystko zmienia format państwa, które ma zorganizować, według własnego ustawodawstwa, wybory na Donbasie. A przy tym poziomie napięcia, wrogości między Donbasem a Ukrainą, takie kwestie są w zasadzie nie do pogodzenia. Każda ze stron czuje się poszkodowana, poniosła straty… Przez ostatnie 5 lat sposób myślenia obywateli po każdej ze stron uległ zmianie.

Zobacz: Ukraina: rady obwodów lwowskiego i tarnopolskiego przeciwko akceptacji „formuły Steinmeiera”

– Bez determinacji władz ukraińskich i wyeliminowania z życia państwowego skrajnie nacjonalistycznych bojówek czy bezwzględnego temperowania tendencji separatystycznych na zachodzie kraju, a mamy dziś tam do czynienia z aktami nieposłuszeństwa wobec władz centralnych, co ma swoje korzenie historyczne (od czasów ZSRR przez „pomarańczową rewolucję” po EuroMajdan) – nie jest możliwe realizowanie planu pokojowego – podkreśla historyk. Zaznacza, że sama ludność Donbasu to raczej bierna ludność, która została w duchu separatyzmu wykorzystana przez Rosjan. – Podobnie pewne procesy na zachodzie kraju wspierały Stany Zjednoczone.

Prof. Osadczy mocno powątpiewa w to, czy w obozie Zełenskiego jest odwaga i determinacja do tego, by przeprowadzić takie zdecydowane działania w skali kraju. Jego zdaniem, on cały czas „testuje społeczeństwo”: – Rzuca jakieś hasło, a widząc jakiś sprzeciw wycofuje się z tego. Tak było w przypadku jego stosunku do ideologii ukraińskiego nacjonalizmu. Początkowo, nieśmiało formułował pewne krytyczne uwagi, ale pytany wprost mówi, że Stepan Bandera jest dla niego bohaterem. Pod względem osobowości, nie niesie on ze sobą jakiegoś ładunku ideologicznego, światopoglądowego, ale odzwierciedla interesy klanu Kołomojskiego.

Przeczytaj: Zełenski do protestujących Ukraińców: nigdy nie poddam Ukrainy!

Zdaniem eksperta, trudno przewidzieć, jak zachowa się ten klan. – Z jednej strony musi się liczyć z wielką polityką i ustaleniami, które będą zapadać między Rosją i USA. Z drugiej strony, musi on porozumiewać się z innymi klanami, bo dziś nie ma wyłączności np. na bojówki nacjonalistyczne, które swego czasu sam Kołomojski tworzył i wspierał. Część z nich jest podporządkowana Poroszence, inni Arsenowi Awakowowi [oligarcha, szef MSW, powiązany z ruchem azowskim; jako jedyny minister zachował władzę po zmianie ekipy rządzącej – red.]… Mamy tu wiele znaków zapytania, ale na pewno bez zdecydowanej postawy państwa, formuła Steinmeiera nie jest możliwa do zrealizowania.

Profesor zaznacza, że nad Ukrainą wciąż wisi widmo kolejnego „majdanu”, który jego zdaniem, biorąc pod uwagę tego, jak wyglądały kolejne poprzednie, może być bardzo krwawy.

Przeczytaj: Na Ukrainie powstał „Ruch przeciwko kapitulacji”

– Ukraina potrzebuje dziś władzy silnej, a zarazem odzwierciedlającej porozumienie między wschodem a zachodem. Jednak obiektywnie patrząc, takich środowisk w tej chwili nie ma. To m.in. efekt niskiego poziomu myśli politycznej czy inicjatywy obywatelskiej na Ukrainie. Powszechnie funkcjonują „metki”: albo ktoś jest zaprzańcem, który się sprzedał Putinowi, albo odwrotnie. Obszaru do dialogu nie ma, podobnie jak sił zainteresowanych realizacją dobra wspólnego – mówi prof. Osadczy.

– Ukraina jako pewna rzeczywistość polityczna, powstała po rozpadzie ZSRR, jeśli ma przetrwać, to musi być wewnętrznie pogodzona. Niestety, w tej chwili mamy do czynienia z czystymi kalkulacjami geopolitycznymi i układaniem się poszczególnych klanów. Dlatego wydaje mi się, że Ukraina zmierza w stronę kolejnych wstrząsów, które niestety będą miały inny wymiar dążenia do realizacji postulatów tej czy innej grupy niegodzącej się z panującym systemem. Pewna „ewolucja” kolejnych „majdanów” sugeruje, że kolejny taki wstrząs będzie wręcz ociekał krwią. Społeczeństw jest mocno „naelektryzowane”, do bojówkarze doświadczeni na froncie, dla których nie ma już pewnych hamulców i wielka zawziętość, która nadal cechuje ukraińskie społeczeństwo – podsumowuje ekspert.

Zobacz również: Trump: dlaczego tylko my dajemy tak wielkie pieniądze Ukrainie? Europa powinna więcej dawać [+VIDEO]

Kresy.pl




Zbierzmy 1000 stałych darczyńców i wyłączmy wszystkie zewnętrzne reklamy na Kresach. Pomóż nam zbudować solidną dziennikarską platformę, publikującą ekskluzywne, wysokiej jakości informacje, opinie i analizy, utrzymującą się wyłącznie dzięki zaufaniu Czytelników.

Kresy.pl są w 100% oddolną obywatelską inicjatywą, nie stoją za nami ani medialne konsorcja, ani rządowe dotacje. Naszym celem jest przeciwstawianie się wszelkim formom manipulacji opinią publiczną w Polsce. W dobie wojny informacyjnej nie ma zadania bardziej palącego niż odpowiedzialne wspieranie zaufanych mediów.

Wyłącz reklamy

Wesprzyj jednorazowo

4 odpowiedzi

Zostaw odpowiedź

Chcesz przyłączyć się do dyskusji?
Nie krępuj się!

Dodaj komentarz

  1. SyoTroll
    SyoTroll :

    Pełna zgoda, zastrzeżeniem, że FR próbuje utrzymać lub rozszerzyć swoje wpływy w rywalizacji z UE, a nie z USA. Ponieważ jest świadoma że przechwycenie przez nią kontroli nad siłami antyrosyjsko-antywatnickimi (wspieranych przez USA i ich zauszników w tym naszej III RP) z powodów ideologicznych jest niemożliwe. Krótko mówiąc mamy do czynienia z klasyczną powtórkę z trwających wciąż konfliktów kaukaskich., a i do pewnego stopnia bałkańskich.
    Główny problem w tym, że nikt nie chce dostrzegać większości obywateli o raz części państwowych urzędników mniej eksponowanych szczebli, którzy chcą żyć w normalnym spokojnym kraju, i jest im obojętne kto im to zapewni.

  2. Avatar
    Tutejszym :

    Banderyzacją Ukrainy, ukraiński nacjonalizm, eliminacja języka rosyjskiego, walka klanów, musi się skończyć nowym Majdanem i regionalizacją tego kraju.
    Nacjonalistyczne upowskie bojówki i ich skazane siłą rzeczy dążenia do separatystycznych rozwiązań na zachodzie Ukrainy, muszą moim zdaniem skończyć się regionalizacją Ukrainy i powstaniem potworka „ZapUkr”.
    Reszta tego kraju będzie terenem przejściowym pomiędzy UE i FR,
    przy zdecydowanej dominacji FR nad tym terytorium.
    Postawienie na niemiecką kartę jest haniebnym błędem wobec obywateli.
    Niemcy z Rosją zawsze będą szukały pozytywnych rozwiązań wobec siebie,
    w zbiorze możliwych, dopuszczalnych rozwiązań nie ma i nie będzie Ukrainy. Zawsze będzie obecny podtekst antyamerykanizmu i antypolonizm.
    W Polsce dążenie skompromitowanych polityków do Majdanu nie przeszło.
    Autorzy tego pomysłu powinni zostać postawieni pod pręgierzem społeczeństwa
    (na przykład KOD i obywatel RP Isajew, kto nadał temu anty Polakowi obywatelstwo!!).