Destrukcyjny związek. Dwudziestolecie integracji eurazjatyckiej

Powołana do życia przed dwudziestoma laty Euroazjatycka Unia Gospodarcza analizowana jest najczęściej na dwóch płaszczyznach. Jako alternatywa dla Unii Europejskiej lub jako próba odbudowy Związku Radzieckiego. Problem w tym, że projekt ten nie spełnia żadnej z tych aspiracji. Na dodatek ani nie ma kolejnych chętnych do dołączenia do Unii, ani nie stabilizuje ona sytuacji w dotychczasowych państwach członkowskich – pisze rosyjski portal Lenta.ru.

W chwili obecnej Eurazjatycka Unia Gospodarcza (EAEU) zrzesza pięć państw o łącznej populacji 184 milionów ludzi, a także PKB w wysokości prawie dwóch bilionów dolarów, według szacunków z końca ubiegłego roku. Wszyscy członkowie tej organizacji to oczywiście państwa postradzieckie, natomiast jej źródeł należy szukać w porozumieniu podpisanym 10 października 2000 roku. Wówczas do powołania Euroazjatyckiej Wspólnoty Gospodarczej zobowiązali się przywódcy Białorusi, Kazachstanu, Kirgistanu, Rosji i Tadżykistanu.

Obecny kształt postradziecka wspólnota przyjęła w 2014 roku, kiedy EAEU powołały Białoruś, Kazachstan i Rosja. W kolejnych latach do Unii przyłączyły się zaś Armenia i Kirgistan, a państwem stowarzyszonym została Serbia. Cele organizacji były i są nadal niezwykle ambitne. Ma ona na celu wprowadzenie w krajach członkowskich tych samych mechanizmów regulujących gospodarkę; zapewnienie swobodnego przepływu towarów, usług i ludzi, a także rezygnację z dyskryminacji ekonomicznej. W przyszłości EAEU ma też prowadzić wspólną politykę gospodarczą i infrastrukturalną.

Słabe sondaże

Organizacja ma tym samym zarówno swoje tradycje, jak i bardzo ambitne plany. Mimo to w Rosji, czyli największym kraju Unii, społeczeństwo tak naprawdę niewiele o niej wie. Lenta.ru zwraca uwagę na sondaż dotyczący percepcji tej inicjatywy. Wynika z niego, że tylko 12 proc. Rosjan deklaruje szczegółową wiedzę na temat EAEU, natomiast 64 proc. „coś o niej słyszało”. Blisko 29 proc. respondentów uważa ją za nowe wcielenie ZSRR, 9 proc. widzi próbę skopiowania UE, a dla 39 proc. Rosjan jest to zupełnie nowa i oryginalna forma działania. Tylko według połowy badanych celem organizacji jest współpraca gospodarcza, natomiast jedna trzecia kojarzy EAEU z rozszerzaniem możliwości obronnych przeciwko Zachodowi.

Tymczasem założyciele Unii od zawsze podkreślają, że jest ona nastawiona na wymianę handlową i szeroko pojętą współpracę ekonomiczną. W jej pracy ma z kolei brakować wszelkich elementów o charakterze politycznym, militarnym, humanitarnym i kulturowym.

Najwyraźniej według mieszkańców państw członkowskich, omawiana organizacja nie wypełnia najlepiej nawet swojej podstawowej misji. Wspomniany portal przytacza wyniki innego sondażu przeprowadzonego w latach 2012-2017 przez Eurazjatycki Bank Rozwoju. Wynika z niego, że tylko w ciągu trzech lat poparcie dla integracji obszaru postradzieckiego spadło z 75 do 65 proc., przy czym było to spowodowane zwiększeniem się liczby osób odnoszących się obojętnie do tego projektu. Respondenci twierdzili dodatkowo, że nie dostrzegają pozytywnych zmian wynikających z istnienia EAEU.

Podobna do UE…

Euroazjatycka Unia Gospodarcza porównywana jest najczęściej do Związku Radzieckiego i Unii Europejskiej. Ile jest w tym prawdy? Z pewnością EAEU przypomina pod wieloma względami ZSRR, stąd podobne porównania są uzasadnione. Jak jednak zauważa Lenta.ru, inicjatorem integracji euroazjatyckiej był w 1994 roku prezydent Kazachstanu, Nursułtan Nazarbajew. Tymczasem praktyka pokazuje, że nie brałby on udziału w inicjatywach mogących zachwiać niepodległością jego kraju. Nazarbajew w 2014 roku wypowiedział się zresztą negatywnie o ewentualnym politycznym komponencie umowy o powołaniu EAEU.

Tym samym współpraca euroazjatycka ma przypominać integrację europejską, przynajmniej według oficjalnych deklaracji założycieli EAEU. Pewne podobieństwa można zresztą zauważyć. Co prawda wspólnoty europejskie powstały już w 1951 roku jako Europejska Wspólnota Węgla i Stali, ale w swojej obecnej formie UE została powołana w 1993 roku na mocy Traktatu z Maastricht. Rok później zaś podpisano pierwsze umowy o wspólnej unii celnej na obszarze postradzieckim.

Nie istnieje darmowe dziennikarstwo. Darmowa jest jedynie propaganda.

Przekaż 50 zł

Zwalczaj propagandę.

Dodatkowo oba projekty integracyjne rozpoczęły się właśnie od kooperacji gospodarczej. Dopiero później w ich ramach rozpoczęto współpracę militarną. Powołanie NATO poprzedziły więc wspomniane już projekty ekonomiczne, a podobnie było w przypadku obszaru postsowieckiego. Wpierw zawarto więc porozumienie w sprawie wspólnego rozwoju bilansu paliwowo-energetycznego, a po dwóch latach powstała Organizacja Układu o Bezpieczeństwie Zbiorowym.

… ale niezupełnie

To jednak tylko powierzchowne cechy wspólne UE i EAEU. W pozostałych kwestiach obie organizacje się od siebie różnią, zarówno jeśli chodzi o praktykę ich funkcjonowania, jak i o podstawy teoretyczne. Tym samym integracja eurazjatycka ma jednego i oczywistego hegemona, a więc Rosję, która posiada surowce naturalne, potencjał ludzki i większe możliwości współpracy międzynarodowej. Ze wszystkich członków EAEU tylko Rosja posiada dostęp do morza (oczywiście nie uwzględniając Morza Kaspijskiego), ma 3,5 razy więcej mieszkańców niż pozostałe stowarzyszone kraje oraz góruje swoim potencjałem militarnym.

Lenta.ru zauważa, że zupełnie inaczej jest w przypadku UE. Trzy największe unijne państwa w postaci Francji, Niemiec i Włoch mają bowiem podobny potencjał. Wszystkie posiadają dostęp do morza, mają zbliżoną liczbę ludności, są w stanie prowadzić samodzielną politykę zagraniczną oraz należą do krajów rozwiniętych. Dodatkowo Wspólnota Europejska zaczęła przyjmować w swoje szeregi dużo uboższe państwa dopiero po kilkudziesięciu latach swojego funkcjonowania.

Zobacz także: 2/3 Ukraińców za wstąpieniem Ukrainy do UE [SONDAŻ]

Zupełnie inaczej jest w przypadku EAEU. Niemal od razu do procesu integracji eurazjatyckiej włączono dwa państwa znacząco różniące się dochodami od pozostałych. Mowa o Kirgistanie i Tadżykistanie, które były odpowiednio 6,5 oraz 13 razy biedniejsze od Rosji biorąc pod uwagę PKB na mieszkańca. Tym samym można było od razu przewidzieć, że swoboda przepływu osób będzie oznaczała przede wszystkim imigrację mieszkańców tych państw do Rosji. W ostatnich latach do fali migrantów dołączyli zresztą także obywatele Armenii, a dodatkowo u swojego wschodniego sąsiada pracuje milion Białorusinów.

Korzystają Rosja i Kazachstan

Integrację eurazjatycką można ogółem podzielić na dwa etapy. Pierwsze miał miejsce przed, natomiast drugi już po utworzeniu unii celnej w 2010 roku. Analizując dane z 2000 i 2010 roku można zauważyć, że pod względem PKB na mieszkańca w stosunku do Rosji rozwinął się jedynie Kazachstan. W przypadku Białorusi, Kirgistanu i Tadżykistanu można mówić o zubożeniu społeczeństw w ciągu zaledwie dekady.

Dominacja Rosji i Kazachstanu nie powinna zresztą dziwić. Oba państwa posiadają własne surowce naturalne, w tym przede wszystkim gaz i ropę. Portal zauważa więc, że choćby z tego powodu pozostałe kraje należące do eurazjatyckiej unii celnej mają ujemny bilans handlowy. W tym tkwi zresztą słabość współpracy dawnych państw ZSRR, ponieważ do dzisiaj mimo podejmowanych prób nie udało im się sformułować wspólnej polityki energetycznej. Mimo ułatwień w postaci faktu istnienia we wszystkich państwach członkowskich tej samej infrastruktury.

Można więc odnieść wyraźnie, że swobodny obrót gospodarczy jest korzystny jedynie dla najsilniejszych państw członkowskich EAEU. Tymczasem zaprzeczeniem tej tezy jest swoisty nowicjusz integracji eurazjatyckiej, czyli Armenia. W pierwszym roku jej członkostwa w Unii, a więc w 2015 roku, wartość jej wymiany handlowej wynosiła 1,24 mld euro. Tymczasem już w ubiegłym roku wyniosła 2,47 mld euro. Dodatkowo stale polepsza się jej bilans handlowy. Pięć lat temu w Armenii import przewyższał eksport czterokrotnie, z kolei obecnie jest to różnica półtorakrotna. Tym niemniej pozostałe kraje poza Kazachstanem są niemal w całości uzależnione od handlu z Rosją.

Chaos

Polityka Rosji jest zresztą największym problemem dla całej integracji eurazjatyckiej. Jej imperialne zakusy uderzają bowiem w regionalnych partnerów. Jak już wspomniano większość państw należących do EAEU jest gospodarczo uzależnionych od Moskwy, dlatego chociażby wymierzone w nią sankcje odbijają się także na nich. Rosja nie uzgadniała z Białorusią i Kazachstanem aneksji Krymu w 2014 roku, stąd oba te państwa jej nie uznały. To jednak nie uchroniło ich od skutków międzynarodowych sankcji nałożonych na Rosję.

Z powodu braku odpowiedniej koordynacji pomiędzy partnerami, obszar Unii jest obecnie świadkiem wielu niepokojących wydarzeń. Od wielu tygodni trwają protesty na Białorusi, a w Kirgistanie doszło do trzeciej rewolucji powyborczej. Z kolei Armenia prowadzi obecnie konflikt z Azerbejdżanem w Górskim Karabachu. Tym samym nie udało się zrealizować jednego z głównych założeń EAEU, a więc osiągnąć stabilizację na obszarze postradzieckim.

Nie istnieje darmowe dziennikarstwo. Darmowa jest jedynie propaganda.

Przekaż 50 zł

Zwalczaj propagandę.

Integracja eurazjatycka nie ruszy bez przodu bez politycznej woli ze strony Rosji. Tymczasem władze w Moskwie wydają się lekceważyć swoich partnerów. Ministrem ds. głównych obszarów integracji Eurazjatyckiej Komisji Gospodarczej został Siergiej Głazjew. Dotychczasowe działania byłego doradcy Putina zakończyły się między innymi rewolucją na Majdanie, a także serią wygłoszonych przez niego kontrowersyjnych poglądów. Głazjew jest chociażby zwolennikiem wizji historii, w której wszelkie cywilizacje narodziły się w Rosji. Tymczasem wszyscy członkowie Euroazjatyckiej Unii Gospodarczej są wyczuleni na kwestie historyczne, ważne dla ich tożsamości po uzyskaniu niepodległości. Według portalu Lenta.ru, przy takiej polityce Kremla trudno więc budować zaufanie jakże potrzebne do budowy wspólnych projektów międzynarodowych.

Marcin Ursyński




Zbierzmy 1000 stałych darczyńców i wyłączmy wszystkie zewnętrzne reklamy na Kresach. Pomóż nam zbudować solidną dziennikarską platformę, publikującą ekskluzywne, wysokiej jakości informacje, opinie i analizy, utrzymującą się wyłącznie dzięki zaufaniu Czytelników.

Kresy.pl są w 100% oddolną obywatelską inicjatywą, nie stoją za nami ani medialne konsorcja, ani rządowe dotacje. Naszym celem jest przeciwstawianie się wszelkim formom manipulacji opinią publiczną w Polsce. W dobie wojny informacyjnej nie ma zadania bardziej palącego niż odpowiedzialne wspieranie zaufanych mediów.

Wyłącz reklamy

Wesprzyj jednorazowo

0 odpowiedzi

Zostaw odpowiedź

Chcesz przyłączyć się do dyskusji?
Nie krępuj się!

Dodaj komentarz