5 września 1924 roku we Lwowie prezydent Stanisław Wojciechowski padł ofiarą nieudanego zamachu, którego sprawcą – jak później ustalono – był działacz Ukraińskiej Organizacji Wojskowej.
Podczas uroczystości towarzyszących Targom Wschodnim we Lwowie w stronę powozu prezydenta Stanisława Wojciechowskiego rzucono bombę. Ładunek nie eksplodował, a głowa polskiego państwa wyszła z całej sytuacji bez szwanku.
Sprawę szybko wyciszono, obawiając się politycznej destabilizacji. Zaledwie dwa lata wcześniej Polska straciła pierwszego prezydenta Gabriela Narutowicza, właśnie w zamachu – w Warszawie. W prasie pojawiały się jedynie wzmianki o „petardzie” czy „usiłowaniu zmącenia uroczystości”.
Były groźby
Zamch nie był jednak niezapowiedziany. 3 września 1924 roku arcybiskup Andrzej Szeptycki otrzymał list z ostrzeżeniem, że przyjęcie przez niego prezydenta Wojciechowskiego może pociągnąć za sobą „przykre konsekwencje”. Autorem groźby była Ukraińska Organizacja Wojskowa (UOW).
Po zamachu szybko znaleziono podejrzanego: świadek wskazał studenta Stanisława Steigera. Wkrótce rozpoczął się proces. Równolegle śledztwo wykazało jednak, że za próbą zamachu stał raczej młody działacz Ukraińskiej Organizacji Wojskowej, Teofil Olszewski, który uzyskał azyl w Niemczech.
Został on zatrzymany przez Niemców, gdy 3 października 1924 roku próbował nielegalnie przekroczyć polsko-niemiecką granicę. W trakcie przesłuchań prowadzonych przez niemieckie władze przyznał się do przeprowadzenia zamachu na prezydenta Wojciechowskiego, ale niemieckie władze dopiero po interwencji jednego z deputowanych do pruskiego parlamentu ujawniły jego obecność na swoim terytorium.
Polska dyplomacja zażądała przekazania akt sprawy, jednak Niemcy zwlekali z ich przesłaniem, a ostatecznie udostępnili je w niepełnej formie. Wynikało z nich jednak jednoznacznie, że sprawcą zamachu był Olszewski. Mimo to, wskutek rozgrywek politycznych pomiędzy Polską, Niemcami i UOW, ani zamachowiec, ani kompletna dokumentacja nigdy nie trafiły w ręce władz polskich.
Tymczasem Stanisław Steiger pozostał w areszcie aż do końca procesu, który zakończył się jego uniewinnieniem w grudniu 1925 roku. Los Teofila Olszewskiego pozostaje nieznany – nigdy nie poniósł odpowiedzialności za próbę zamachu. Ostatecznie nie został on nigdy osądzony, a sprawa zamachu pozostała nierozwiązana.

Prezydent RP Stanisław Wojciechowski (z lewej) w towarzystwie generała Władysława Sikorskiego, fot. NAC.
„Zacny, ale oschły”
Warto przy okazji przypomnieć postać Stanisława Wojciechowskiego – drugiego polskiego prezydenta. Urodził się w 1869 roku w Kaliszu w rodzinie szlacheckiej bez majątku ziemskiego. Studiował w Warszawie i wcześnie zaangażował się w działalność polityczną. Był jednym z założycieli Polskiej Partii Socjalistycznej, uczestnikiem Zjazdu Paryskiego w 1892 roku i współredaktorem „Robotnika” obok Józefa Piłsudskiego. Po 1905 roku wycofał się z PPS, koncentrując się na pracy w ruchu spółdzielczym. Po odzyskaniu niepodległości został ministrem spraw wewnętrznych, a w 1922 roku, po zabójstwie Narutowicza, wybrano go na prezydenta Rzeczypospolitej.
Kadencja Wojciechowskiego przypadła na trudny moment. Polska zmagała się z inflacją, niestabilnością polityczną i napięciami społecznymi. Reformy Władysława Grabskiego ustabilizowały walutę, ale kolejne rządy szybko upadały.
Sam prezydent uchodził za człowieka uczciwego i skromnego. Wincenty Witos pisał o nim jako o polityku prawym i dorastającym do swej roli: „Prezydenta Wojciechowskiego uważano powszechnie za człowieka nadzwyczaj prawego i uczciwego […]. W krótkim też czasie potrafił on też zdobyć sobie szacunek niemal u wszystkich”.
Jan Skotnicki, urzędnik w Ministerstwie Wyznań Religijnych i Oświecenia Publicznego, pisał z kolei, że Wojciechowski był typem „społecznika, purytanina”, który nie miał obycia towarzyskiego. „Był zacny, ale oschły […] – notował Skotnicki – wszystkiego sobie odmawiał, byleby oszczędzić skarb państwa, przypuszczał bowiem, że taki powinien być demokratyczny prezydent”.
Z kolei Maria Dąbrowska podkreślała jego bezinteresowny patriotyzm i moralną nieskazitelność, choć brakowało mu większego politycznego talentu. Nie znosił etykiety, unikał rozgłosu, co nieraz kontrastowało z wymogami dyplomatycznego ceremoniału.
„Stała się rzecz potworna”
Jego prezydentura zakończyła się mimo to przedwcześnie. W maju 1926 roku doszło do przewrotu majowego Józefa Piłsudskiego. Wojciechowski, stojąc na moście Poniatowskiego w Warszawie, bezskutecznie próbował powstrzymać marszałka od marszu na stolicę.
Według Wojciechowskiego dialog wyglądał w następujący sposób: „powitałem go [Piłsudskiego] słowami: stoję na straży honoru wojska polskiego – co widocznie wzburzyło go, gdyż uchwycił mnie za rękaw i zduszonym głosem powiedział – No, no! Tylko nie w ten sposób. – Strząsnąłem jego rękę i nie dopuszczając do dyskusji: – Reprezentuję tutaj Polskę, żądam dochodzenia swych pretensji na drodze legalnej, kategorycznej odpowiedzi na odezwę rządu. – Dla mnie droga legalna zamknięta – wyminął mnie i skierował się do stojącego o kilka kroków za mną szeregu żołnierzy. Zrozumiałem to jako chęć buntowania żołnierzy przeciwko rządowi w mojej obecności, dlatego idąc wzdłuż szeregu do swego samochodu, zawołałem: – Żołnierze, spełnijcie swój obowiązek”.
W nocy z 12 na 13 maja 1926 roku prezydent wydał odezwę do armii, w której stwierdzał: „Stała się rzecz potworna – znaleźli się szaleńcy, którzy targnęli się na majestat Ojczyzny, podnosząc jawny bunt fałszywymi hasłami uwiedli czystą duszę żołnierza polskiego i dali pierwsi rozkaz do rozlewu krwi bratniej”.
Gdy walki między wojskiem wiernym rządowi a oddziałami Piłsudskiego doprowadziły do przelewu krwi, Wojciechowski 14 maja zrezygnował z urzędu, by zapobiec wojnie domowej.
Po odejściu z polityki został wykładowcą w Szkole Głównej Gospodarstwa Wiejskiego i działał w ruchu spółdzielczym. W czasie okupacji niemieckiej mieszkał w Warszawie. Gestapo próbowało szantażować go losem syna, aresztowanego za obronę żydowskich adwokatów. Wojciechowski odmówił podpisania dokumentu podważającego legalność rządu RP na uchodźstwie. Jego syn zginął w Auschwitz.
Stanisław Wojciechowski zmarł w 1953 roku w Gołąbkach pod Warszawą. Pochowany został na Powązkach. Historia drugiego prezydenta II RP, uczciwego, choć nieco zapomnianego męża stanu, wciąż pozostaje świadectwem trudnych narodzin polskiej państwowości.
Kresy.pl / Ciekawostki Historyczne / PAP











