Dyrektor Tajnej Służby USA (Secret Service) Kimberly Cheatle powiedziała parlamentarzystom, że agencja „zawiodła” w swojej misji ochrony byłego prezydenta i kandydata Donalda Trumpa.
“Chwalbeną misją Secret Service jest ochrona przywódców naszego narodu. 13 lipca zawiedliśmy. Jako dyrektor Tajnej Służby Stanów Zjednoczonych ponoszę pełną odpowiedzialność za wszelkie naruszenia bezpieczeństwa” – Cheatle powiedziała w ramach przygotowanych uwag wstępnych, gdy pojawiła się przed Komisją Nadzoru Izby Reprezentantów.
„Musimy dowiedzieć się, co się stało, a ja poruszę niebo i ziemię, aby incydent taki jak 13 lipca nie powtórzył się.” – stwierdziła dyrektor. Pojawienie się Cheatle następuje po tym, jak wielu parlamentarzystów Partii Republikańskiej zażądało jej rezygnacji po zamachu na Donalda Trumpa, który ponad tydzień temu był o włos od otrzymania postrzału w głowę na swoim wiecu wyborczym.
Zarówno przewodniczący Mike Johnson, jak i przywódca opozycji w Senacie Mitch McConnell zażądali jej ustąpienia, a w poniedziałek rano do tego chóru dołączył przewodniczący Izby Reprezentantów ds. bezpieczeństwa wewnętrznego Mark Green. Jednak jeszcze w zeszłym tygodniu Cheatle powiedziała w wywiadzie dla ABC News, że nie ustąpi ze stanowiska.
Dalsze zaognienie napięć polityncze przyniosło oświadczenie podległej jej służby, które w weekend przyznała, że wcześniej odrzuciła prośby sztabu Trumpa o wzmocnienie zabezpieczenia, wycofując się z poprzedniego stwierdzenia, że takie twierdzenia są „całkowicie fałszywe”.
„Nasza misja nie ma charakteru politycznego. Jest to dosłownie sprawa życia i śmierci, o czym przypominają tragiczne wydarzenia z 13 lipca. Mam pełne zaufanie do mężczyzn i kobiet z Secret Service. Są godni naszego wsparcia w realizacji naszej misji ochronnej.” – zapewniła Cheatle.
13 licpa Donald Trump stał się celem postrzału w czasie swojego wiecu wyborczego w Butler, w stanie Pennsylwania. Odniósł ranę ucha. Został ewakuowany do szpitala w stanie przytomności. Jeden z uczestników wiecu zginął, a dwóch innych zostało rannych. FBI kwalifikuje strzelaninę jako zamach na życie Trumpa. Zamachowiec Thomas Matthew Crooks został zastrzelony na miejscu zdarzenia.
Crooks był 20-letnim mieszkańcem Bethel Park w Pennsylwanii. Choć do najbliższych wyborów zarejestrował się jako sympatyk Partii Republikańskiej, wcześniej dokonał niewielkiej wpłaty na organizację afiliowaną przy Partii Demokratycznej.
“Nigdy się nie poddam!” – to pierwsze słowa Trumpa opublikowane już po zamachu. W czasie wyprowadzania go zza mównicy przez agentów tajnych służb krzyczał też do zebranych “Walczcie, walczcie, walczcie!”.
thehill.com/kresy.pl
































