Dziennik “Washington Post” twierdzi, że administracja Donalda Trumpa rozważa przeprowadzenie kolejnego zbrojnego ataku na syryjską armię.
Armia amerykańska przeprowadziła już rakietowy atak na jedną z syryjskich baz lotniczych w kwietniu zeszłego roku. Prezydent Trump uzasadniał wówczas ten atak twierdzeniami o użyciu przez syryjską armię broni gazowej. Także obecnie, jak twierdzi “Washington Post”, Amerykanie zamierzają uderzyć w Syrię pod tym samym pretekstem.
Amerykanie opierają się na danych z opanowanej przez ugrupowania antyrządowe Wschodniej Ghuty, gdzie miało dojść do użycia broni chemicznej 25 lutego. Według raportu przygotowanego dla Trumpa, syryjska armia miała już siedmiokrotnie w tym roku użyć gazów bojowych. Władze Syrii stanowczo zaprzeczają oskarżeniom o używanie broni chemicznej twierdząc, że oskarżenia te są wysuwane przez aktywistów powiązanych z antyrządowymi ugrupowaniami zbrojnymi oraz Syryjsko-Amerykańskie Stowarzyszenia Medyczne (SAMS). Ta ostatnia organizacja twierdzi, że ataki gazowe miały spowodować w tym roku dwie ofiary śmiertelne.
Według amerykańskiego dziennika Trump omawiał w zeszłym tygodniu kwestię ewentualnego “ukarania” Syrii z gen. Johnem Kelly, doradcą ds. bezpieczeństwa narodowego Herbertem R. McMasterem oraz sekretarzem obrony Jamesem Mattisem. Według anonimowego urzędnika w czasie narady nie uzgodniono żadnej akcji zbrojnej, ale założono “monitorowanie” sytuacji w Syrii.
Dyskusje nad ewentualną akcją przeciw syryjskiej armii następują w chwili gdy prowadzi ona skuteczne działania we Wschodniej Gucie, czyli na wschodnich przedmieściach syryjskiej stolicy, Damaszku. Rejon ten od lat był pod kontrolą całej koalicji organizacji islamistycznych, które mogły z niego ostrzeliwać centrum miasta. Według gazety ewentualny atak amerykańskiej armii byłby demonstracją siły nie tylko wobec władz Syrii, ale także wspierającej je militarnie Rosji.
washingtonpost.com/kresy.pl































