Robert Mazurek i Igor Zalewski o tym, kto zostanie nowym szefem IPN i dlaczego nie będzie to Sławomir Cenckiewicz.
“Nowym szefem Instytutu Pamięci Narodowej będzie Jan Draus, historyk dzielący swe życie zawodowe między Rzeszów a Przemyśl. Facet zasadniczo z Podkarpacia. Trudno nazwać go człowiekiem z pierwszych stron gazet, ale to się pewnie zmieni. Byle tylko na czołówkę „Faktu” nie trafił”– piszą felietoniści Robert Mazurek i Igor Zalewski w tygodniku “wSieci”.
“Draus to zaskakująca nominacja. Wydawało się, że szefem IPN zostanie Sławomir Cenckiewicz, który nie dość, że specjalizuje się od lat w gnębieniu Bolka, to jest – przepraszamy – Lecha Wałęsy, to jeszcze pisze grube książki o Lechu Kaczyńskim. Ale mimo tych wszystkich wysiłków i zasług Jarosław Kaczyński go po prostu nie trawi. Tyle lat starań i nie dość, że zostajesz jak ten Rokita z angielskim, to jeszcze twoje miejsce zajmuje jakiś Draus z Rzeszowa. My złapalibyśmy doła” – piszą dalej dziennikarze w swoim „przeglądzie tygodnia”.
Mazurek i Zalewski tłumaczą także, co skłoniło Kaczyńskiego do takiego wyboru.
“Dlaczego Kaczafi nie trawi Cenckiewicza? No cóż – w dużej mierze to zasługa, czy może raczej wina (jak kto woli), Piotra Zaremby, który kiedyś w tym tygodniku popełnił tekst przedstawiający naczelnego wałęsożercę jako wroga romantycznej wizji historii i Powstania Warszawskiego oraz cynicznego realistę, który najchętniej dogadałby się z Niemcami w 1939 r. Najważniejszy Czytelnik Tekstów bardzo się przejął tym artykułem i skreślił Cenckiewicza na amen. Skreślony – słowo bardzo pasujące na ksywę” – twierdzą publicyści.
“wSieci”/KRESY.PL





























