Według Ryszarda Schnepfa burzony jest z mozołem budowany przeze niego wizerunek Polski tolerancyjnej, bez rasizmu i antysemityzmu
Amasador Polski w USA napisał na swoim facebooku: “W całej tej hecy przypominającej najgorsze momenty w przedwojennej i powojennej historii Polski idzie o odwołanie mnie z funkcji ambasadora w USA. Burząc z mozołem budowany przeze mnie wizerunek Polski tolerancyjnej, bez rasizmu i antysemityzmu”
Jest to odpowiedź ambasadora na zarzuty stawiane przez Gazetę Polską Codziennie zarzuty o resortowym pochodzeniu jego rodziców, co miałoby go czynić resortowym dzieckiem.
W jego wpisie można także przeczytać: “Autorom nie wystarczył argument niekompetencji czy zwykłej nieprzydatności. Sięgnęli do nazistowskiej tradycji oczerniania rodziny, grzebania w korzeniach, snucia przypuszczeń, sugerowania spisku. Nie wystarczy krytyka. Trzeba skopać, opluć, upokorzyć.”
W dalszej części wpisu ambasador porównuje sytuację do 1968 roku: “Marzec najwyraźniej nie jest dla mnie dobrym miesiącem. Najlepiej byłoby go skasować. 11 marca 1968 r. na Krakowskim Przedmieściu zatrzymał mnie milicyjny patrol. Zomowcy odebrali mi legitymację szkolną, a następnie, w zaułku Domu bez Kantów, dali lekcję historii, skutecznie przekonując, że teraz mogą wszystko. Wyrazili głęboki żal, że “Hitler nie dokończył swego dzieła, przerabiając Żydki na mydło”, a następnie sięgnęli po argumenty w postaci gumowych pał. Przypadkowi ludzie dowlekli mnie skatowanego do domu. Wraz z maturą otrzymałem wilczy bilet w postaci opinii potwierdzającej, że jestem “czynnikiem aspołecznym”.
kresy.pl / facebook.com / gazeta.pl





























