Gdy Kopernik przedłużył zimę, a posąg Kilińskiego przemówił do Warszawy

13 marca 1942 roku w okupowanej Warszawie doszło do głośnych akcji małego sabotażu, które stały się symbolem sprytu i odwagi młodych konspiratorów z Szarych Szeregów.

Tego dnia na murze Muzeum Narodowego pojawił się napis przypisywany Janowi Kilińskiemu, a na pomniku Mikołaja Kopernika w tym samym czasie – żartobliwy „dekret” o przedłużeniu zimy. Oba wydarzenia były odpowiedzią na działania niemieckich władz okupacyjnych.

Historia zaczęła się miesiąc wcześniej. Na początku lutego 1942 roku niemieccy okupanci umieścili na pomniku Mikołaja Kopernika w Warszawie tablicę z napisem w języku niemieckim, podkreślającym rzekomo niemieckie pochodzenie uczonego. Wczesnym rankiem 11 lutego harcerz Szarych Szeregów Aleksy Dawidowski „Alek” odkręcił i usunął tę tablicę. Akcja była spontaniczna i przeprowadzona bez zgody dowództwa, jednak szybko stała się jedną z najbardziej znanych operacji małego sabotażu.

Niemcy postanowili ukarać mieszkańców miasta za ten gest. 24 lutego 1942 roku gubernator dystryktu warszawskiego Ludwig Fischer ogłosił, że w odwecie zostanie usunięty pomnik Jana Kilińskiego z placu Krasińskich. Monument bohatera insurekcji kościuszkowskiej rzeczywiście zdemontowano i przewieziono do magazynów Muzeum Narodowego.

Warszawiacy odpowiedzieli na tę decyzję z charakterystycznym dla siebie poczuciem humoru. Na cokole pomnika Kopernika pojawił się napis stylizowany na wypowiedź astronoma: „W odwecie za zniszczenie pomnika Kilińskiego zarządzam przedłużenie zimy o sześć tygodni”. Był to ironiczny komentarz do decyzji okupanta oraz kolejny przykład działań konspiracyjnej Organizacji Małego Sabotażu „Wawer”. Co zabawne, zima tamtego roku rzeczywiście była wyjątkowo długa.

13 marca 1942 roku Aleksy Dawidowski postanowił z kolei przypomnieć mieszkańcom Warszawy o losie pomnika Kilińskiego. Śledząc ciężarówkę wywożącą monument, ustalił, że trafił on do Muzeum Narodowego. Na murze budynku pojawił się napis: „Jam tu ludu W-wy – Kiliński Jan!”. Słowa te sugerowały, że bohater powstania kościuszkowskiego wciąż jest obecny w mieście, mimo prób usunięcia go z przestrzeni publicznej.

Akcje z marca 1942 roku szybko stały się głośne w okupowanej stolicy. Dla warszawiaków były dowodem, że polskie podziemie potrafi nie tylko stawiać opór okupantowi, lecz także ośmieszać jego propagandę. Niewielkie napisy na murach i pomnikach miały ogromne znaczenie symboliczne – podtrzymywały ducha oporu w mieście żyjącym pod niemiecką okupacją.

Czytaj też: Kotwice, ulotki i zamazane tablice. Jak działał mały sabotaż w okupowanej Warszawie

Kresy.pl / IPN

Tagi: , , ,
forma płatności