Renault FT-17 w kampanii wrześniowej

Renault FT-17 był konstrukcją przełomową, która odmieniła rozwój broni pancernej i trafiła do Polski jeszcze przed wojną polsko-bolszewicką. W kampanii 1939 roku pojazd ten, mimo przestarzałych parametrów, odegrał ważną rolę w obronie Brześcia, Przemyśla i na liniach kolejowych, a jego historię utrwaliły relacje żołnierzy walczących na tzw. „krówkach”.

Renault FT-17 uchodzi za konstrukcję, która w najpełniejszym stopniu zapoczątkowała współczesny układ czołgu. Stworzony we Francji w końcowym okresie I wojny światowej w 1917 roku, pojazd ten jako pierwszy zastosował rozwiązanie z obrotową wieżą uzbrojoną w działko lub karabin maszynowy, z silnikiem umieszczonym z tyłu i stanowiskiem kierowcy z przodu. Układ ten, określany później jako „klasyczny”, stał się podstawą dla rozwoju większości wozów bojowych XX wieku i obowiązuje do dziś. Do końca Wielkiej Wojny wyprodukowano około 3800 egzemplarzy, czyniąc z FT-17 zarówno najliczniejszy, jak i najbardziej zaawansowany czołg swoich czasów. W okresie międzywojennym znaczna część tych maszyn została odsprzedana do wielu państw, które budowały od podstaw własne zdolności pancerne.

Zobacz też: 10TP: Historia polskiego czołgu, który miał wyprzedzić swoje czasy

Pojazd posiadał pancerz o grubości od 6 do 16 mm, a jego zawieszenie częściowo resorowane współgrało z niewielkim, 35-konnym silnikiem. Załoga składała się z dwóch osób: kierowcy oraz dowódcy pełniącego zarazem funkcję strzelca i radiooperatora, jeśli pojazd był wyposażony w radiostację. Rozwijana prędkość dochodziła do 8 km/h, co w tamtych realiach było wartością wystarczającą do działań w terenie zniszczonym przez długotrwałe walki pozycyjne. FT-17 występował w dwóch podstawowych wariantach uzbrojenia: z działem Puteaux SA 37 mm lub karabinem maszynowym Hotchkiss wz. 14 kal. 8 mm.

W 1919 roku 120 egzemplarzy przekazano do 1. pułku czołgów Armii Polskiej gen. Józefa Hallera we Francji. Jeszcze w tym samym roku wszystkie trafiły do odradzającego się Wojska Polskiego, czyniąc Polskę – obok Francji, Wielkiej Brytanii i Stanów Zjednoczonych – jedną z czterech najważniejszych potęg pancernych świata. Pojazdy wzięły udział w wojnie polsko-bolszewickiej, walcząc m.in. pod Dyneburgiem, w obronie Lidy i Grodna oraz podczas Bitwy Warszawskiej. Straty wyniosły wówczas 20 maszyn, z czego 8 całkowicie utracono.

W kolejnych latach Polska sukcesywnie rozbudowywała i modernizowała swoje zasoby FT-17. W latach 20. kupiono kolejne warianty pojazdu: Renault TSF (wersja bez uzbrojenia, wyposażona w radiostację), M26/27 oraz NC-27. Jednocześnie podjęto próby modernizacji maszyn już posiadanych. Od 1926 roku coraz większą liczbę FT-17 wyposażano w polskie gąsienice drobnoogniwowe, które poprawiały prędkość, zmniejszały hałas i ograniczały zużycie paliwa. W tym samym roku Centralne Warsztaty Samochodowe zbudowały 27 dodatkowych pojazdów z części zapasowych i stalowych płyt – maszyny te przeznaczono wyłącznie do szkolenia.

W 1933 roku skonstruowano specjalną platformę kolejową umożliwiającą transport FT-17 w ramach pociągów pancernych, nazywaną „drezyną pancerną R”. Na początku lat 30. Wojsko Polskie dysponowało 174 egzemplarzami różnych odmian FT-17. Część z nich odsprzedano później do Hiszpanii, a część bezpośrednio do Chin. Uzyskane środki przeznaczono na rozwój nowocześniejszych czołgów 7TP.

Zobacz też: Renault R-35 w Wojsku Polskim: zakup tuż przed wojną i ograniczona wartość bojowa

W momencie wybuchu II wojny światowej Wojsko Polskie nadal miało na stanie ok. 100 pojazdów FT-17, a we wrześniu 1939 roku 120 maszyn pozostawało w czynnej służbie, z czego 32 wykorzystywano jako drezyny pancerne. Pomimo ich przestarzałości, zdecydowano o utworzeniu trzech kompanii po 15 pojazdów każda, podporządkowanych 2. batalionowi pancernemu w Żurawicy. Pojazdy skierowano koleją do Brześcia nad Bugiem, gdzie miały wejść w skład odwodu Naczelnego Wodza.

9 września transport z 111. kompanią został zbombardowany przez niemieckie lotnictwo w rejonie Łukowa. Kompania została odcięta od reszty sił, co wymusiło wyładunek maszyn i samodzielne przebijanie się w kierunku północnym. Pozostałe kompanie – 112. i 113. – skierowano ponownie do Brześcia, gdzie szykowano się już do obrony twierdzy.

Jednym z najcenniejszych źródeł dotyczących użycia FT-17 w obronie Twierdzy Brzeskiej są wspomnienia sierżanta Zygmunta Nagórskiego z 112. kompanii. Jego relacja oddaje zarówno chaos wrześniowych dni, jak i determinację załóg. Opisał m.in. scenę, gdy 10 września ponownie znaleźli się na dworcu brzeskim: „W niedzielę 10 września ponownie wjechaliśmy na dworzec brzeski. Różnił się od tego, co widzieliśmy dwa dni wcześniej. Na przeciwległy peron wjechał pociąg, taki sobie zwykły, z wagonami II i III klasy. Stamtąd wyszło tylko kilka osób. Zapytałem kolejarza: »Skąd?«. »Ewakuacyjny, z Warszawy«. Po chwili długi sygnał parowozu i karetka pomocy medycznej wjechała na peron. Jedna, potem druga i trzecia. Z pociągu zaczęto wynosić ludzkie ciała, kobiety, dzieci. Jakaś mała dziewczynka z zabandażowaną nogą, przez bandaż przeciekła już krew. Jakiś chłopiec z całkowicie przekręconą głową”.

Nagórski kontynuował opis sytuacji, wskazując, że ich kompania została rozładowana i podporządkowana gen. Konstantemu Plisowskiemu, dowódcy obrony Brześcia. Rozpoczęto przygotowania do obrony linii Bugu, a załogi natychmiast przystąpiły do uruchamiania czołgów. „Młoty zaczęły wybijać kliny spod gąsienic i kół. Zaczęto uruchamiać silniki. […] Głuchy dźwięk gąsienic, które biją o kamienie. Ostatnią defiladę przyjmowały rozbite domy, w których okna były zatkane deskami”.

Kompania otrzymała rozkaz obsadzenia lotniska, a same czołgi określane potocznie przez załogi jako „krówki” miały stanowić ruchomy punkt oporu. Nagórski zwrócił uwagę na trudności z poruszaniem się po nocnych ulicach: „Oczywiście żadnego światła nie można było zapalić, więc kiedy nasze »krówki« uderzały w domy, na ulicach zaczęło się zamieszanie”. Po dotarciu do Bramy Brzeskiej i ustawieniu pojazdów pod drzewami załogi przygotowywały się do obrony mostu i podejścia w stronę Terespola.

Nagórski opisał również sposób, w jaki zabarykadowano Bramę Saperów: „Trzy czołgi stały jeden na drugim w taki sposób, że dwa po bokach zostały umieszczone ukośnie. Były z karabinami maszynowymi. A w środku z armatą. Nie tylko nikt nie byłby w stanie przejechać, ale człowiek nie byłby w stanie się przecisnąć”. Ta improwizowana przeszkoda miała uniemożliwić Niemcom wtargnięcie do wnętrza twierdzy.

Tymczasem jednostki niemieckiej 10. Dywizji Pancernej nacierały na Brześć przy użyciu 77 czołgów. W starciu z 2. batalionem niemieckiego 8. Pułku Czołgów zniszczono 12 FT-17 z 113. kompanii, ale Niemcom nie udało się zdobyć twierdzy. Nagórski wspominał spotkanie z porucznikiem G.: „W budynku, ku mojej radości, spotkałem porucznika G., który, gdy Niemcy zaatakowali lotnisko, trzymał ich tak długo, jak tylko mógł, tracąc dwa czołgi. Resztę pojazdów zaprowadził do twierdzy i postawił w jednej z bram”.

W kolejnych dniach FT-17 uczestniczyły także w walkach w rejonie Żabinki, działając wraz z pociągiem pancernym nr 55 „Bartosz Głowacki”. Załogi wykonywały natarcia na niemieckie samochody pancerne, zmuszając przeciwnika do wycofania się. 15 września czołgi 112. kompanii ostrzeliwały niemieckie pojazdy z wałów starej twierdzy – działa kal. 37 mm raziły niemieckie maszyny z bardzo bliskiej odległości, zmuszając wroga do wycofania.

Taktyka niemiecka polegała jednak na stopniowym okrążaniu i osłabianiu obrońców. Nagórski opisywał: „Ściany były grube i bezpieczne, jednak każde uderzenie pocisku, a nawet bliskie wybuchy powtarzały się długim, niekończącym się echem. […] Piechota, wspierana znaczną liczbą czołgów i ogniem artylerii, ruszyła do natarcia”. Ataki były powtarzane wielokrotnie. „Próbowano drugi, trzeci, dziesiąty raz i stale ataki odbijały się, a na polu pozostały ciała zabitych i rannych”.

16 września podjęto decyzję o opuszczeniu twierdzy. Nagórski relacjonował: „Niemcy atakują bez przerwy, rzucając coraz większe siły. Nasza lewa flanka przestała istnieć, straty w ludziach są bardzo duże. Niemieckie moździerze zasypują żywcem […] Rozkaz wysłany do dowódcy batalionu saperów zniszczył nasze nadzieje jak domek z kart”. Podczas odwrotu FT-17 okazały się już prawie bezużyteczne. Awaryjność starych maszyn oraz brak paliwa prowadziły do ich stopniowego porzucania. Nagórski wspominał: „Dziewięć czołgów poruszało się do przodu. Ich prędkość była minimalna, a paliwo zużywały dużo. […] Nie minęło 15 minut, jak pierwszy czołg z mojego plutonu z powodu problemów z silnikiem przestał się poruszać”. Porzucano kolejne maszyny, a ostatecznie z 30 czołgów obu kompanii nie ocalał żaden.

„Z 210 osób pozostało kilkadziesiąt, wśród których jedna jest ranna. Czołgów było 30, teraz nie ma już żadnego. Broń zdjęta z czołgów jechała na przypadkowo napotkanych pojazdach. Jedyną naszą bronią były Visy” – tak podsumował tragedię obrońców Brześcia sierżant Nagórski. Pozostałości 112. i 113. kompanii walczyły później jako piechota w grupie płk. Tadeusza Kaliny-Zieleniewskiego.

FT-17 brały również udział w działaniach pociągów pancernych, osłaniając ich rekonesanse i zabezpieczając linie kolejowe. Część maszyn walczyła w rejonie Przemyśla, gdzie wykorzystywano je jako uzupełniające środki obrony. Inne funkcjonowały jako mobilne stanowiska ogniowe w jednostkach odwodu Naczelnego Wodza.

Dramatycznym epilogiem niektórych załóg były losy po dostaniu się do niewoli sowieckiej. Dowódca 112. kompanii, por. Wacław Stokłos, znalazł się wśród oficerów zamordowanych przez NKWD w 1940 roku w Starobielsku.

Pilnujemy wspólnych spraw

Zależymy od Twojego wsparcia
Wspieram Kresy.pl

Choć Renault FT-17 był konstrukcją przełomową w 1917 roku, a w latach 20. wciąż stanowił cenny element polskiej broni pancernej, kampania 1939 roku pokazała, że jego możliwości bojowe były już niewystarczające wobec nowoczesnych niemieckich czołgów i taktyki Blitzkriegu. Mimo to załogi maszyn zrobiły wszystko, co było możliwe, wykorzystując każdy atut, jaki dawał im ten archaiczny pojazd. Walczyły do wyczerpania sprzętu, amunicji i paliwa – często w sytuacjach skrajnie trudnych, czego potwierdzeniem są obszerne relacje świadków.

Historia FT-17 w Polsce pozostaje jednak nie tylko historią walk września 1939 roku. To również opowieść o początkach polskiej broni pancernej, o konstrukcji, która symbolizowała modernizację armii II Rzeczypospolitej i była fundamentem wysiłku wojennego w latach 1919–1920. Jego służba, choć zakończona dramatycznie, została utrwalona zarówno w dokumentach wojskowych, jak i w osobistych świadectwach tych, którzy na „krówkach” walczyli o Polskę.

Kresy.pl/1939.pl/Onet

Tagi: , ,
forma płatności