28 września 1939 roku, gdy w Polsce wciąż trwały zmagania z wojskami niemieckimi i sowieckimi, w Moskwie zawarto traktat nazwany „układem o granicach i przyjaźni”.
Sygnatariuszami porozumienia byli ponownie minister spraw zagranicznych III Rzeszy Joachim von Ribbentrop i jego sowiecki odpowiednik, pełniący jednocześnie funkcję premiera, Wiaczesław Mołotow. Dokumentowi towarzyszyły poufne i tajne protokoły, które regulowały kwestie kluczowe dla obu stron.
Czytaj też: Pakt Ribbentrop–Mołotow: układ, który zmienił świat
We wstępie układu podkreślano, że po rozpadzie państwa polskiego zadaniem Berlina i Moskwy będzie zapewnienie „pokoju i porządku” oraz dostosowanie struktur do „narodowych odrębności” mieszkańców. Zawarte postanowienia miały stać się, jak zapisano w art. IV, fundamentem „przyjaznych stosunków” pomiędzy narodami obu mocarstw.
W aneksach ukrytych przed opinią publiczną doprecyzowano granice stref wpływów. Zgodnie z propozycją Stalina linia podziału została przesunięta na San, Bug, Narew i Pisę. W zamian Moskwa uzyskała Litwę. Historyk Andrzej Paczkowski oceniał, że przesunięcie to pozwalało Związkowi Sowieckiemu uniknąć kłopotów związanych z dominującą obecnością ludności polskiej. Kolejny protokół ustanawiał współdziałanie NKWD i Gestapo w zwalczaniu polskiego podziemia, a poufne ustalenia dotyczyły przesiedleń ludności niemieckiej, ukraińskiej i białoruskiej w granicach stref okupacyjnych.
Konsekwencją układu był faktyczny rozbiór Polski. Niemcy zagarnęli ponad 186 tys. km kwadratowych, zamieszkanych przez około 22 mln osób. Część tych ziem wcielono do Rzeszy, a z reszty utworzono Generalne Gubernatorstwo. Sowieci zajęli ponad 190 tys. km kwadratowych z 13 mln mieszkańców. Wileńszczyznę przekazano Litwie.
Jesienią 1939 roku na zajętych ziemiach przeprowadzono sterowane przez NKWD „wybory”, po których Zachodnia Białoruś i Zachodnia Ukraina zostały formalnie włączone do republik sowieckich, a ludności nadano obywatelstwo ZSRR.
Mołotow w wystąpieniu w Radzie Najwyższej szydził z państwowości polskiej, określając ją mianem „bękarta Wersalu”. „Rządzące koła Polski niemało się pyszniły «trwałością» swego państwa i «potęgą» swej armii. Jednakże wystarczające się okazało krótkie uderzenie w Polskę ze strony naprzód armii niemieckiej, a potem Armii Czerwonej, aby nic nie zostało z owego poczwarnego bękarta Traktatu Wersalskiego, który żył kosztem niepolskich narodowości” – mówił.
Choć w propagandzie eksponowano nową „przyjaźń” Moskwy i Berlina, obie strony od początku traktowały układ jako narzędzie doraźne. Rozbieżność celów sprawiała, że starcie pomiędzy III Rzeszą a Związkiem Sowieckim było kwestią czasu. Sojusz Hitlera i Stalina przetrwał niecałe dwa lata.
Kresy.pl
Czytaj też: Rosja usprawiedliwia pakt Ribbentrop-Mołotow. Szef Rosarchiwu: był rezultatem polityki Polski i aliantów











