Kapral Wojtek. Jak niezwykły żołnierz gen. Andersa trafił do zoo

15 listopada 1947 roku do edynburskiego ogrodu zoologicznego trafił niedźwiedź brunatny Wojtek, żołnierz 22. Kompanii Zaopatrywania Artylerii w II Korpusie Polskim. Tym samym zakończył swój niezwykły wojenny szlak, który odbył z armią gen. Władysława Andersa.

W kwietniu 1942 roku polscy żołnierze maszerujący z irańskiego Pahlevi do Palestyny natknęli się na chłopca niosącego osieroconego niedźwiadka. Zwierzę, kupione na prośbę osiemnastoletniej Ireny Bokiewicz, kilka miesięcy spędziło pod jej opieką, by potem, w sierpniu 1942, trafić do 22. Kompanii Zaopatrywania Artylerii.

Lubił zapasy z żołnierzami

– Gdy zaczął jednak zanadto psocić (potrafił np. wejść do kasyna oficerskiego i zjeść całe śniadanie), gen. Boruta-Spiechowicz podjął decyzję o przekazaniu go do kompanii transportowej. Pomysł był dobry, bo kompanie transportowe mają zwykle stałe bazy, a z chwilą pójścia na front nie walczą na pierwszej linii – wspominał na łamach „Dziennika Polskiego” „kolega” z wojska, prof. Wojciech Narębski.

Karmiony skondensowanym mlekiem z butelki, miś szybko stał się ulubieńcem oddziału. Rósł, nabierał żołnierskich nawyków i towarzyszył kompaniom w marszach przez Iran, Irak, Syrię, Palestynę i Egipt aż do Włoch.

Wojtek jadł z żołnierzami, spał w ich namiocie i towarzyszył im w codziennych obowiązkach. Uwielbiał jazdę ciężarówkami, zapasy i stał się znany z zamiłowania do piwa oraz papierosów, które nie palił, lecz zjadał. Mimo sporych rozmiarów pozostawał łagodny, co nierzadko wywoływało zabawne reakcje osób postronnych.

– Lubił zapasy z żołnierzami, uwielbiał piwo, łatwo się zaprzyjaźniał, przestawiał skrzynki z amunicją. Zwierzę ma tendencje do naśladowania, widząc, jak my męczymy się ładując na pakę ciężarówki skrzynie z pociskami, podchodził i pomagał nam tak jak potrafił. Skrzynię, w której były cztery pociski dla ciężkiej artylerii, każdy ważący po jakieś 25 kg, z trudem dźwigaliśmy we dwójkę (a czasami braliśmy się za nią we czwórkę), on z łatwością podnosił i przesuwał. Legendą jest natomiast to, że nosił pojedyncze pociski – mówił prof. Narębski.

Nie upuścił ani jednej skrzynki

Podczas kampanii włoskiej miś zapisał się w historii. Obserwując pracę żołnierzy pod Monte Cassino, zaczął pomagać w przenoszeniu skrzyń z amunicją. Nie upuścił ani jednej skrzynki, a jego wysiłek stał się symbolem 22. Kompanii – niedźwiedzia z pociskiem umieszczono na odznace jednostki. Za zasługi gen. Władysław Anders awansował go do stopnia kaprala, nadając numer służbowy i przydział.

Po wojnie, wraz z żołnierzami II Korpusu, Wojtek został przetransportowany do Szkocji. Kiedy nadeszła demobilizacja, zapadła decyzja o przekazaniu go do zoo w Edynburgu. Dyrektor ogrodu zoologicznego, który był świadkiem pożegnania, zapisał w swoich wspomnieniach: „Nigdy nie odczuwałem większego smutku, widząc umieszczane w klatce zwierzę, tak bardzo uwielbiające bawić się”. Wojtek ponoć usiadł na ziemi i długo czekał na powrót towarzyszy, którzy go zostawili. Jego wojskowy opiekun przepłakał cały miesiąc i celowo więcej się z misiem nie zobaczył.

Choć potem przez lata odwiedzali go inni dawni towarzysze, życie wśród innych niedźwiedzi było dla Wojtka trudne po tak długim okresie spędzonym z ludźmi. W zoo spędził szesnaście lat, aż do śmierci 2 grudnia 1963 roku.

Kresy.pl / Dziennik Polski / MuzHP

Czytaj też: Miś Wojtek a Polska Polityka Historyczna

Tagi: , , ,
forma płatności