Miś Wojtek a Polska Polityka Historyczna

Miś Wojtek jest swego rodzaju darem niebios dla państwa, które chciałoby prowadzić poważną politykę historyczną. To, że państwo polskie z tego daru nie korzysta pokazuje, że wcale ono takowej polityki prowadzić nie chce, i to niezależnie od obecnie panującej opcji. Państwo rzekomej “dobrej zmiany” nie ma funduszy na Przygody Misia Wojtka, ale za to ma fundusze na Kler i inne antypolskie paszkwile – pisze Bartosz Gradecki.

Trzy lata temu w Edynburgu odsłonięto pomnik Misia Wojtka, zapewne najbardziej nietypowego bohatera w historii polskiego oręża. Pomnik i pokaźny, i estetycznie dopracowany, a do tego umiejscowiony w Princes Street Gardens, czyli w najbardziej prestiżowej części samego centrum stołecznego miasta. Można by więc pomyśleć, że jest się z czego cieszyć – i w rzeczy samej jest. Z drugiej jednak strony nasuwa się pytanie: czemu musieliśmy na ten pomnik tak długo czekać? Historia Misia Wojtka i prób jego upamiętniania doskonale obrazuje ułomność polskiej polityki historycznej, a zarazem stanowi dla tej polityki swego rodzaju drogowskaz, tym bardziej więc warto się nad nią pochylić.



Jeszcze kilka lat temu wiedza o Wojtku była w Polsce praktycznie nieistniejąca. Choć Wojtek przeszedł trasę z Persji do Wielkiej Brytanii z armią Andersa, biorąc aktywny udział w słynnej bitwie pod Monte Cassino, pozostawał on tematem dostępnym dla hobbystów, a dla szerokich mas ezoterycznym. Gdy zawitałem w Edynburgu jesienią roku 2010, by rozpocząć studia magisterskie na lokalnym uniwersytecie, byłem zupełnie nieświadom istnienia tego polskiego bohatera, mimo (względnie przynajmniej) głębokiego zainteresowania polską historią i świadomości, że mój pradziadek walczył w wojtkowej armii Andersa. Nie natrafiłem na Misia Wojtka ani w telewizorze, ani w książkach, ani nawet w niszowych konserwatywnych periodykach, które w owym czasie chętnie pochłaniałem. Moja własna ignorancja w tej kwestii była niewątpliwie symptomatyczna.

Wiedza o Wojtku przyszła dopiero wraz z zapoznawaniem się z losami brytyjskiej emigracji wśród której (przynajmniej tej “starej”, sprzed wejścia Polski do Unii) jest ona szeroko rozpowszechniona. Jak się okazało, jest ona też nadspodziewanie spopularyzowana wśród Brytyjczyków “tubylczych”. Tylko Polacy w Polsce do niedawna żyli w całkowitej prawie nieświadomości istnienia i perypetii Wojtka. Szczęśliwie w ostatnich latach można zaobserwować pewien postęp w tej kwestii, jest on jednak zdecydowanie zbyt powolny.

Zobacz także: Pomnik niedźwiedzia Wojtka

Temat Wojtka jest w różnych aspektach podobny do innych tematów które jeszcze do niedawna były całkowicie przemilczane w głównym nurcie polskiego życia społeczno-politycznego, jak np. Żołnierze Wyklęci czy Polacy na Kresach. Wprowadzenie tych tematów do głównego nurtu zawdzięczamy rewolucji mentalnej która nastąpiła w ostatnich latach. Rewolucja ta jest owocem załamania się monopolu informacyjnego mediów starego typu w wyniku popularyzacji internetu i powiązanego z tym procesu “patriotyzacji” młodego pokolenia, czerpiącego wiedzę o świecie właśnie z tego nowego medium. Dobitnym przejawem mocy tego procesu jest zmiana narracji w Gazecie Wyborczej, sztandarowym medium starego typu, z “zabierz babci dowód” na “nie oddajmy władzy gówniarzom”.

Nie istnieje darmowe dziennikarstwo. Darmowa jest jedynie propaganda.

Przekaż 50 zł

Zwalczaj propagandę.

Wiedza i pamięć o Wojtku rośnie systematycznie od około 2011 roku. Wedle Google Trends, wyszukiwania na temat misia czy niedźwiedzia Wojtka regularnie zaczynają się właśnie od roku 2011, i od tego czasu stale rosną. Jest to jednak wzrost bardzo powolny, odzwierciedlający wciąż dominującą ignorancję w tym temacie, co stoi w ogromnym kontraście wobec choćby kwestii Żołnierzy Wyklętych, o których każdy Polak już choćby coś tam pobieżnie słyszał. Podobnie jest również z nazywaniem szkół, stawianiem pomników i podobnymi aktami historycznego upamiętniania, które, choć coraz regularniejsze, wciąż są dość rzadkie.

Miś Wojtek to polski zasób z potencjałem tyleż wielkim, co niewykorzystanym. Mógłby on być swego rodzaju maskotką Polski, ciekawą dla każdego i każdego łatwo przyciągającą (kto wszak nie lubi miłych a odważnych misiów walczących ze złymi nazistami?), w przystępny sposób otwierając przed zainteresowanymi świat polskiej historii. Doprawdy, cóż by było prostszego niż spopularyzowanie tej postaci, zarówno w kraju jak i za granicą? Czyż historia Wojtka nie prosi się wręcz o zrobienie na jej kanwie ekscytującego filmu przygodowego? Miś Wojtek jest swego rodzaju darem niebios dla państwa, które chciałoby prowadzić poważną politykę historyczną. To, że państwo polskie z tego daru nie korzysta pokazuje, że wcale ono takowej polityki prowadzić nie chce, i to niezależnie od obecnie panującej opcji. Państwo rzekomej “dobrej zmiany” nie ma funduszy na Przygody Misia Wojtka, ale za to ma fundusze na Kler i inne antypolskie paszkwile.

Zobacz także: W Cassino powstanie pomnik niedźwiedzia Wojtka z armii Andersa

Warto tutaj nadmienić, że edynburski pomnik Wojtka powstał zasadniczo bez żadnego wsparcia ze strony państwa polskiego, będąc dzieckiem oddolnej inicjatywy Brytyjczyków zafascynowanych Wojtkiem i Polską oraz lokalnej emigracji działających wspólnie w organizacji Wojtek Memorial Trust. Pomnik sfinansowany został z dobrowolnych zbiórek zebranych przez tę organizację. Państwo polskie jedynie łaskawie wysłało swojego brytyjskiego ambasadora na gotowe, czyli na oficjalne odsłonięcie pomnika.

Nie istnieje darmowe dziennikarstwo. Darmowa jest jedynie propaganda.

Przekaż 50 zł

Zwalczaj propagandę.

Powody dla których Miś Wojtek jest niewygodny dla naszych światłych przywódców są (przynajmniej) dwa. Po pierwsze, nie wpisuje się on ani w pedagogikę wstydu serwowaną przez postępową część establishmentu, ani w tradycję insurekcyjno-mesjanistyczną serwowaną przez część deklaratywnie patriotyczną. Z jednej strony, nie da się Wojtkowi przypisać polskiego antysemityzmu wyssanego z mlekiem matki ani ciemnogrodzkiej ksenofobii (sam wszak pochodził z Persji); z drugiej strony, nie tylko walczył on w bitwie zwycięskiej, ale i przeżył całą wojnę, a wiadomo że walczy się po to by honorowo przegrać i zginąć za słuszną sprawę.

Drugi powód jest taki, że Wojtka trudno by jakkolwiek wykorzystać do nakręcania wojny polsko-polskiej, która jest naczelną zasadą funkcjonowania III RP (wraz z komplementarną zasadą “my nie ruszamy waszych, wy nie ruszacie naszych”). Ma on potencjał by Polaków jednoczyć a nie dzielić, co oczywiście żadnej ze stron sztucznego konfliktu nie jest w smak. Wedle logiki władców III RP z obydwu stron, promować należy tylko tych, których druga strona nie może zdzierżyć. Polityka historyczna ma służyć interesowi partyjnemu, a nie na odwrót. Tak też się kręci partyjny interes, główne partie zmieniają się nawzajem przy sterach, a cierpi Polska i jej wizerunek.

Nie istnieje darmowe dziennikarstwo. Darmowa jest jedynie propaganda.

Przekaż 50 zł

Zwalczaj propagandę.

Dopóki więc w Polsce nie zacznie panować myślenie prawdziwie pro-polskie zamiast myślenia pro-partyjnego, nie możemy się spodziewać szerszej promocji historii Wojtka przez organa państwowe. Choć jest to rzecz przykra, nie jest to koniec świata, bo naród nie jest tożsamy z państwem. Brak państwowego wsparcia oznacza tylko, że sami musimy się tym bardziej zaangażować w promocję Wojtka, zaczynając od edukacji naszych współrodaków. Praca organiczna i oddolna presja może wiele zdziałać, czego znów przykładem jest kwestia Żołnierzy Wyklętych, czy też wielki sukces Marszu Niepodległości. Historia Wojtka, choć może niewygodna dla rządzących, jest tak pełna piękna, dobra i swoistego czaru, że po prostu musi zdobyć serca i umysły Polaków, a po nich i obcokrajowców, jeśli tylko wystarczająco wiele osób będzie ją promować z przekonaniem i umiejętnością.

Wypijmy więc dziś kufel piwa, ulubionego trunku Wojtka, za wieczną chwałę tego polskiego bohatera, i sami zaangażujmy się w tej chwały umacnianie i powiększanie. Bohaterów którzy z jednej strony są warci promocji, a z drugiej tak doskonale się do niej nadają, nie mamy zbyt wielu. Zadbajmy więc by wojtkowy potencjał nie był już więcej marnowany, a raczej służył budowaniu lepszej i silniejszej Polski.

Bartosz Gradecki, doktorant teorii polityki, King’s College London

Nie istnieje darmowe dziennikarstwo. Darmowa jest jedynie propaganda.

Przekaż 50 zł

Zwalczaj propagandę.

Reklama




Zbierzmy 1000 stałych darczyńców i wyłączmy wszystkie zewnętrzne reklamy na Kresach. Pomóż nam zbudować solidną dziennikarską platformę, publikującą ekskluzywne, wysokiej jakości informacje, opinie i analizy, utrzymującą się wyłącznie dzięki zaufaniu Czytelników.

Kresy.pl są w 100% oddolną obywatelską inicjatywą, nie stoją za nami ani medialne konsorcja, ani rządowe dotacje. Naszym celem jest przeciwstawianie się wszelkim formom manipulacji opinią publiczną w Polsce. W dobie wojny informacyjnej nie ma zadania bardziej palącego niż odpowiedzialne wspieranie zaufanych mediów.

Wyłącz reklamy

Wesprzyj jednorazowo

5 odpowiedzi

Zostaw odpowiedź

Chcesz przyłączyć się do dyskusji?
Nie krępuj się!

Dodaj komentarz

      • Gaetano :

        @AlexWolf Tak, co by ci napisać… Jednych Polaków, którzy walczyli o Polskę los rzucił do armii zdrajcy Andersa, innych – np. do takiego Berlinga. Czyżby Polacy, którzy ginęli w obu tych formacjach mieli niepolską krew? A może do armii Berlinga wstępowali gremialnie komuniści z Polski, by walczyć z hitlerowskimi Niemcami? Reasumując, Polacy pod jednym, czy drugim generałem byli takim samym mięsem armatnim, czy to pod Monte Cassino, czy to pod Lenino. Pomijając elementarną wiedzę, że LWP było tworzone przez komunistów w Związku Sowieckim, to kto w nim walczył i ginął za Polskę – obojętnie, jaka by ona nie była – komuniści, bolszewicy? Pod Lenino to niby kto ginął i przelewał krew, sami komuniści i sowiecka bolszewia? Ktoś z tym wrogiem walczył, doszedł do Berlina i zatknął polską flagę w ruinach Reichstagu. Zobowiązany jestem przypomnieć, że nie był ubrany w sowiecki mundur i nie nosił czerwonej gwiazdy, salutował po polsku. A udział wspomnianych berlingowców w Powstaniu jest ci znany? A utalentowany dowódca elitarnych oddziałów w P. Warszawskim, zgrupowania „Radosław”, czyli płk J. Mazurkiewicz, to gdzie później służył i czego się dorobił? A może…może się przefarbował w locie i w cudowny sposób został bolszewikiem, co? I, niejako przy okazji, to dawni akowcy i nie tylko stawali się obligatoryjnie komunistami, wstępując, choć, oczywiście, nie masowo, do MO, KBW i właśnie LWP? Odpowiem ci, kto to był. Polacy!
        Radzę się dokształcić i prześwietlić historię jego i wielu innych oficerów kampanii wrześniowej. Ewentualnie możesz szerzyć propagandę (co najmniej) popisu na jakimś prostirze, czy innym szambie. Przypominam również, że 3 dywizje piechoty LWP skierowano do walk z bandami UPA, a jedną do KBW, choć ta ostatnia ma też niechlubne tradycje.
        Cześć i honor poległym Polakom, WSZYSTKIM poległym Polakom, którzy oddali życie, walcząc ze zwyrodnialcami.

        • AlexWolf
          AlexWolf :

          @Gaetano Wszystko to wiem, chodzi oto, że ktoś pod nickiem Maverick to miłośnik żydokomuny, nie było żadnego wyzwalania ze wschodu, tylko nowa okupacja. Zachód wspierał Sowietów a potem sprzedał im Polaków. Murzyn zrobił swoje murzyn może odejść. Jeszcze jedno, nie jestem zwolennikiem żydomasońskiego okrągłego stołu, czyli POPISU i reszty partyjnych chorągiewek.